środa, 2 lipca 2014

Rozdział 6

Otworzyłem oczy ze zdezorientowaniem rozglądając się po pokoju i ściągając brwi. Wnętrze było znajome, a Laura, która leżała na mojej klatce piersiowej dała mi nieco do myślenia. To był jej pokój, a ja powoli zaczynałem sobie przypominać jak się tu znalazłem i co powiedziała mi szatynka o Mai. Przecież ona wcale nie była taka zła. Jednak nie zastanawiałem się nad tym długo, bo drzwi otworzyły się na oścież i do środka wparowała wspomniana wcześniej dziewczyna z fałszywym uśmiechem na ustach.
- Wyglądacie razem tak słodko! – krzyknęła udając zachwyt i wkładając w to zdanie tyle ukrytego jadu, ile tylko się dało. Zmrużyłem oczy, spoglądając na niczego nieświadomą Laurę i starając się ją delikatnie przesunąć.
- Byłaś tu wcześniej? – zapytałem niewinnie, a Maia prychnęła zaprzestając swojego małego pokazu.
- Próbuję cię obudzić od dobrych kilku godzin, ale ani drgnąłeś. A i wiesz, gdzie teraz powinnam być? Na lotnisku, a za pół godziny w samolocie i w drodze do Los Angeles. A ty i Laura– powiedziała, krzywiąc się. – W pracy. Nie zliczę ile razy dzwonił twój telefon.
- I nie odebrałaś? – syknąłem z wyrzutem, podrywając się do góry, budząc przy tym brunetkę, która jęknęła cicho i podniosła na mnie zaspane spojrzenie.
- Nie ruszam tego, co nie należy do mnie – odparła, opierając się o framugę drzwi. – Mam nadzieję, że mnie odwieziesz – dodała, a ja posłałem jej tylko przepraszające spojrzenie. – Nie odwieziesz?
- Zaraz muszę być na planie. Weźmiesz taksówkę – rzuciłem w odpowiedzi, lekko potrząsając Laurą.
- Co się dzieje? – zapytała półprzytomna, obserwując mnie błędnym wzrokiem.
- Musimy jechać do pracy, szybko – powiedziałem, a dziewczyna tylko westchnęła.
- Nie mam siły – powiedziała ze smutkiem, a ja mimowolnie zaśmiałem się na widok jej naburmuszonej miny. Co na pewno nie spodobało się Mai. Opuściła pokój bez słowa, a potem usłyszałem tylko trzask drzwi frontowych. Później znajdę czas na przepraszanie jej czy wynagrodzenie tego, co się stało. Załatwię to wszystko za jednym zamachem, kiedy tylko za kilka dni sam polecę do LA.
- Wstawaj, śpiochu – ponagliłem Laurę , sam chwytając telefon, sprawdzając nieodebrane połączenia i ruszając do łazienki w celu szybkiego odświeżenia się.

Wszyscy już wiedzieli. Wystarczyło kilka godzin, żeby zdjęcia obiegły internet. Nie byłam w stanie pracować. Teraz, kiedy już wytrzeźwiałam, czułam się okropnie. Na moje szczęście były kręcone tylko te sceny w których udziału nie brali Ross i Laura. Oboje byli nieobecni, a ja jako że zazwyczaj kręciłam ujęcia z szatynką, siedziałam w swojej garderobie, przykładając do głowy butelkę wody. Jak mogłam być aż taka głupia? Tyler mi tego nie wybaczy. Steven też miał dziewczynę, więc nie było szans na jakikolwiek udany związek i wymówki o miłości. To był impuls, nic nie znaczący pocałunek. Tylko jak to wytłumaczę? Zaklęłam głośno, rzucając plastikową butelką o ścianę i chowając twarz w dłoniach. Bałam się nawet myśleć o tym, co niedługo się wydarzy. Moja reputacja została wystawiona na próbę, a świadomość, że Tyler niedługo się dowie, była nie do zniesienia.

- Przepraszam, przepraszam. Tak strasznie przepraszam! – krzyknęłam, nieco zdyszana wbiegając na plan i trafiając akurat na przerwę. Heath obrócił się w moją stronę ze zdziwioną miną. Nie był zły. Nigdy się nie złościł. Potrafił zrozumieć wszystko i wszystkich. To Kevina obawiałam się bardziej. Mimo swojego poczucia humoru, był trochę jak surowy ojciec, którego wybuchu bała się większość naszej filmowej rodziny.
- Nigdy więcej nie będę z nią przebywał w jednym pomieszczeniu, kiedy jest po kilku kieliszkach – usłyszałam głos Caluma, który pojawił się znikąd, ratując mnie i Rossa przed piorunującym spojrzeniem naszego szefa. – A Torrey tym bardziej. Ledwo zwlekła się z łóżka. Jesteś po prostu nieobliczalna – rzucił, a ja uśmiechnęłam się pod nosem.
- Rozumiem, że wczoraj była impreza, ale nie radziłbym następnym razem doprowadzać się do takiego stanu, jeśli na następny dzień mamy kręcić – rzucił tylko Kopelow, odchodząc nieco dalej.
- Nie przejmuj się, szybko mu przejdzie – dorzucił Heath po chwili, uśmiechając się ciepło i ruszając w ślady Kevina. Odetchnęłam z ulgą, spoglądając na Rossa z satysfakcją.
- Widzisz? Nic się nie stało – powiedziałam, a blondyn pokręcił głową z dezaprobatą.
- I tak tak zgadzam się z Calumem. Módlmy się, żebyś nigdy więcej nie doprowadziła się do takiego stanu – zaśmiał się. -  I żebyśmy nigdy więcej nie skończyli w jednym łóżku, tak jak wieczorem – mruknął już ciszej i nieco innym tonem, a potem odszedł, ciągnąc Worthy'ego za sobą. Zmarszczyłam czoło, spoglądając za nim zdziwionym wzrokiem i starając się przypomnieć sobie, co takiego mogło skłonić go do powiedzenia czegoś takiego. Przecież nic tak naprawdę się nie stało. Ale chwilę potem moją twarz przyozdobiło całkowite zrozumienie. Maia. Musiała nas widzieć i musieli się pokłócić. A do tego, zdaje się, że powiedziałam mu, że bardzo cieszę się z jej wyjazdu. Idiotka ze mnie. Nie dziwne, że jest odrobinę zły. W końcu tak czy inaczej, to przecież jego dziewczyna. 
-Laura ! – wykrzyknęła Sara Snow, podbiegając do mnie i rzucając się na szyję. Obrzuciłam ją zdezorientowanym wzrokiem i uświadomiłam sobie, że przecież była nieobecna przez ostatnie kilka dni, a wczoraj, kiedy pojawiła się na przyjęciu, nawet się z nią nie przywitałam.
- Jak się czujesz? – zapytałam, wiedząc, że jej zniknięcie spowodowane było krótko trwającym, ale nieco poważniejszym, jak sama to nazywała, przeziębieniem. Nie znałam szczegółów, wiedziałam tylko, że omal nie nabawiła się zapalenia płuc.
- O wiele lepiej – odparła wesoło. – O, i miałam ci przekazać, że jutro dostaniesz już nowy scenariusz. Z  tego, co mi wiadomo ktoś dołącza do obsady.
- Wiadomo kto? – zapytałam zaciekawiona, ale tylko wzruszyła ramionami.
- Nie mam pojęcia. Chyba będziemy miały niespodziankę – uśmiechnęła się tajemniczo, ale wyszedł z tego, tylko zabawny grymas.
- Co z lekcjami stepowania? – zapytałam, próbując ukryć uśmiech, a blondynka zaśmiał się lekko.
- Myślałam, że zapomniałaś. A tu proszę, miłe zaskoczenie – odpowiedziała, wyraźnie ożywiona. – Zaczynamy, kiedy tylko będziesz miała chwilę – zadecydowała, kiedy Willa, jedna z charakteryzatorek i zarazem stylistek, pomachała do mnie energicznie, przywołując mnie do siebie. Przeprosiłam Sarę i jak najszybciej udałam się w jej stronę.

Włączyłam laptopa, nadal korzystając ze swojej przedłużającej się przerwy i mimowolnie wpisałam adres pierwszej lepszej strony, która jako jedna z wielu, utrzymywała się z rozsiewania plotek. Ale ostatni post, jaki zobaczyłam wcale nią nie był. Na ekranie widniały zdjęcia moje i Stevena oraz dosyć spory artykuł poświęcony wczorajszemu wydarzeniu. Oczywiście pomijając fakt, że połowa okazała się nieprawdą, to moją uwagę przykuły nie tyle sprawdzone informację, co dopisek niemal na samym końcu tekstu.

Pocałunki mogły wydawać się niewinne, ale co na to chłopak panny Rodriguez czy dziewczyna Smitha.
- Po prostu mnie zdradziła. Nie ma o czum mówić – powiedział naszemu redaktorowi Tyler Shields z samego rana. Czy znany fotograf i wieloletni chłopak Raini poczuł się zraniony? I czy ich związek przetrwa? A co stanie się z Stevenem i Chelsea Staub , kiedy dziewczyna w końcu dowie się o wczorajszych wydarzeniach? Na te i wiele innych pytań nasi ludzie szukają odpowiedzi. Śledźcie  stronę, aby dowiedzieć się więcej.
Zatrzasnęłam komputer, ze złością zrzucając go na podłogę. Akurat średnio interesowało mnie czy go uszkodzę. Miałam ważniejsze rzeczy na głowie. Nawet nie wiedziałam, co mam teraz zrobić. Porozmawiać z dziennikarzami? Głupi pomysł. Z Tylerem ze swojej inicjatywy? Chyba jeszcze gorszy. Wstałam i ze zrezygnowaniem ruszyłam w stronę garderoby Stevena. Zapukałam cicho i uchyliłam drzwi. Ciemnowłosy siedział przy biurku z zainteresowaniem śledząc kolejne linijki scenariusza. Po chwili podniósł wzrok, uśmiechając się szeroko.
- Cześć – przywitał się, a ja przysiadałam na krześle stojącym nieopodal.
- Przyszłam, bo tak właściwie nie wiem, co mam zrobić – rzuciłam bez namysłu, a chłopak zmarszczył czoło.
- O co dokładnie chodzi? – zapytał zdezorientowany i tym razem to ja odpowiedziałam zdziwieniem.
- Włączałeś dzisiaj komputer? – spytałam zaciekawiona, ale zaprzeczył. – Przecież w internecie roi się od naszych zdjęć! – wykrzyknęłam, widząc jego obojętność. – Naprawdę się nie przejmujesz?
- Nie – odparł wesoło. – A wiesz dlaczego? Bo wcale nie żałuję tego, co się stało.
- Ale przecież masz dziewczynę – szepnęłam, będąc w ciężkim szoku. – Przecież… Jak to nie żałujesz do cholery?- jęknęłam zrezygnowana.
- Ty żałujesz?
- Oczywiście. Mój związek się wali, prasa już dopadła Tylera. On już wie – powiedziałam z przejęciem.
- Olał cię, a ty jeszcze się nim przejmujesz? Jestem w stanie się założyć, że nawet nie zjawi się tutaj, żeby cokolwiek wyjaśnić. Pewnie nawet nie zadzwonił – powiedział już ciszej, jakby czytając mi w myślach. – Przykro mi, że muszę to powiedzieć, Raini, ale wygląda na to, że wcale nie jesteś dla niego ważna. Był z tobą, bo było mu tak wygodnie – dodał, a ja oparłam się o ścianę, przymykając oczy. Miał rację. Ten głupek, który stał przede mną miał rację. 
- Tylko ci się wydaje – mruknęłam słabym głosem, próbując powstrzymać łzy, cisnące się do oczu i pociągając kilka razy nosem.
- Naprawdę mi przykro, słonko – rzucił w odpowiedzi i nie czekając na przyzwolenie, przytulił mnie.
- A co z Chelsea? – wyszeptałam, a chłopak wzruszył ramionami.
- Jakoś sobie poradzę – odpowiedział, gładząc mnie po włosach.

- Ach, Laura– usłyszałam Caluma, kiedy właśnie zakładałam na siebie bluzkę, którą dała mi Willa. Przewróciłam oczami, odwracając się w jego stronę.
- Naprawdę masz wyczucie czasu – rzuciłam w odpowiedzi, patrząc jak siada w fotelu. Jedynym fotelu, znajdującym się w mojej garderobie i z zainteresowaniem przygląda się tablicy zajmującej pół przeciwległej ściany. Wszyscy uwielbiali pisać na niej wiadomości skierowane do mnie, czy po prostu składać na niej swoje autografy, kiedy tylko chociaż na moment opuściłam garderobę.
- Po co właściwie przyszedłeś? – spytałam zaciekawiona, zmieniając spodnie i wcale nie przejmując się obecnością Caluma. W końcu byłam tak jakby u siebie.
- Przyszedłem wyjaśnić jedną rzecz – odparł tajemniczo. – Wiesz, kiedy byłaś pijana, Torrey wspominała coś o tym, że wpadłem ci w oko – powiedział, a ja uśmiechnęłam się lekko. – Nie śmiej się, po prostu nie chce, żeby wyszło z tego jakieś nieporozumienie.
- Nie twierdzę, że nie jesteś przystojny, wręcz przeciwnie i popieram twoją dziewczynę w stwierdzeniu, jaki jesteś zajebisty. Ale to nie serial, tylko rzeczywistość. Nie mam zamiaru odbijać chłopaka własnej siostrze -  odpowiedziałam z uśmiechem. Wróciły już do mnie wszystkie wspomnienia z wczoraj, w tym również związanie się siostrzanymi relacjami z Torrey. Jeśli natomiast chodzi o ból głowy, to na szczęście, zmniejszał się z każdą minutą.
- Cieszę się – odparł, jakby z ulgą. – Bo wiesz mam nadzieję, że twoja siostra zostanie ze mną na dłużej – posłał mi uśmiech wstając.
- Jak długo?
- Bardzo długo.
- A czy ja przypadkiem nie wpadłam ci w oko? – zaśmiałam się cicho. – W końcu niewiele brakuje mi do Torrey. Jesteśmy podobne – rzuciłam dla rozluźnienia atmosfery.
- Nie twierdzę, że nie jesteś z moim guście – zaczął, przedrzeźniając mnie. – Nie tak na serio, to myślę, że zwróciłaś się do niewłaściwego chłopaka – dodał tajemniczo.
- O co ci chodzi? – krzyknęłam zaciekawiona, kiedy już przekraczał próg drzwi.
- Myślę, że wiesz – stwierdził, mrużąc oczy. – Ross.
- Ross ma dziewczynę – odpowiedziałam, z miejsca robiąc się nieco przygnębiona.
- Co nie znaczy, że nie zwraca uwagi na inne, które są bardziej godne jego uwagi – powiedział, znacząco zerkając na mnie, uśmiechając się lekko, a potem opuszczając pomieszczenie. 
~~~~~
Hej! Nudziło mi się więc coś tam nabazgrałam. Mam nadzieję że się podoba ;) Dzisiaj wyjeżdżam więc i wrócę za 10/11 dni i nie bd notki :)
Miśkaa^.^

Rozdział 5

Razem z Raini podjechałyśmy pod jeden z ekskluzywnych barów, gdzie miała odbyć się impreza. Dziewczyna musiała nieźle się natrudzić, żeby znaleźć miejsce dla swojego samochodu, a niemały tłumik stający przed wejściem wcale tego nie ułatwiał. Wysiadłyśmy i jakimś cudem przecisnęłyśmy się do środka, rozdając po drodze autografy i korzystając z niewielkiej pomocy ochrony stojącej przy wejściu. W środku impreza trwała już tak naprawdę w najlepsze. Zauważyłam kilka znajomych mi twarzy, a reszta obecnych jak sądziłam była osobami towarzyszącymi. W tle oczywiście grał jakiś wynajęty zespół, ale nie wyglądało na to, żeby ktoś był już na tyle pijany, żeby wyjść na parkiet. Stanęłam na palcach i rozejrzałam się dookoła. Heath i Kevin zajmowali jeden ze stolików stojących na podwyższeniu. Gdzieś obok mignęła mi dziewczyna grająca tancerkę ale po Calumie i Rossie nie było śladu.
- I co dalej? – szepnęłam do Raini, a brunetka wzruszyła ramionami przyglądając się różnokolorowym lampionom zawieszonym tuż pod sufitem.
- Bawimy się – odparła, patrząc na mnie z uśmiechem. – Wiesz, to życie, cieszmy się nim. Steven!– krzyknęła nagle podbiegając do odtwórcy roli tancerza i łapiąc go za ramię. – Z kim przyszedłeś?
- Z nikim – wzruszył ramionami. – Moja dziewczyna jest zajęta – dodał po chwili zamyślenia.
- Cudownie! – wykrzyknęła Raini. – Będę miała z kim pić, bo wiesz nie lubię sama, a nie jestem pewna czy Laura byłaby w stanie powstrzymać mnie od głupot, jeśli byłybyśmy tak samo wstawione – stwierdziła, rzucając mi rozbawione spojrzenie i ciągnąc chłopaka w stronę baru.

- Czy to nie Laura? – zapytała Maia jadowicie, spoglądając w stronę wejścia. Odwróciłem się, palcami nadal wystukując rytm na blacie baru, a kontem oka obserwując Raini i Stevena siadających nieopodal.
- Uspokój się – westchnąłem bezsilnie, biorąc do ręki szklankę z alkoholem podaną przez barmana. Szatynka wzruszyła obojętnie ramionami, zabierając mi naczynie i upijając kilka łyków.
- Tylko mówię – stwierdziła, odwracając wzrok.
-Ross ! – usłyszałem znajmy głos i z uśmiechem wyszedłem naprzeciw Caluma, który zmierzał w moją stronę z uroczą brunetką u boku. Dziewczyna była naprawdę drobniutka, ale to zdecydowanie dodawało jej uroku.
- Miło cię tu widzieć – stwierdziłem. – A twoja ‚walentynka’ to? – uniosłem pytająco brwi, a ciemnowłosa uśmiechnęła się lekko wyciągając rękę.
- Torrey DeVitto– przedstawiła się, a ja uścisnąłem jej dłoń.
- Ross, a to jest… – zacząłem rozglądając się za swoją dziewczyną, ale okazało się, że stała tuż przy mnie.
- Maia – dokończyła posyłając wszystkim swój firmowy, nieco sztuczny uśmiech.
- Hej, królewno – krzyknąłem w stronę przechodzącej obok nas Laury, która odwróciła się niechętnie. – Zamierzasz nas ignorować? – spytałem, a szatynka założyła ręce na piersi, podchodząc odrobinę bliżej.
- Kiedy przyjdzie mi do głowy plan na szatańską zemstę, wtedy prawdopodobnie zacznę się do was zbliżać i gasić waszą czujność – zakończyła szeptem, wywołując cichy śmiech rudzielca. – Laura– przedstawia się podchodząc do Torrey i uśmiechając się ciepło.
- Co jej zrobiłeś? – zapytała DeVitto, spoglądając na Caluma, a on sam tylko wzruszył ramionami.
- Przestawili mi samochód – wyjaśniła Marano wywracając oczami, a Torrey ze zrozumieniem pokiwała głową.
- Napijesz się ze mną? – zapytała brunetka po chwili milczenia, a Laura skinęła głową.
- Czemu nie? – odpowiedziała podążając za nowo poznaną koleżanką i zostawiając nas w tyle.

- Nie wydaje się sympatyczna – stwierdziła Torrey kilka godzin później, kręcąc się na obrotowym, czerwonym fotelu ze szklanką alkoholu w ręce.
- Bo nie jest – odparłam. – Ale nawet nie o to chodzi, jest taka oschła w stosunku do innych. Nie wiem, co Ross w niej widzi. To jak zakochać się w kamieniu – przechyliłam głowę, dolewając sobie szkockiej i wypijając wszystko na raz. – Ty jesteś inna, moja siostro – dodałam, a Torrey zaśmiała się, zatrzymując fotel.
- Dziękuję, siostro, o ile był to komplement – mruknęła w odpowiedzi, dolewając nam alkoholu i zbliżając swoją szklankę do mojego kieliszka, by po chwili rozległ się charakterystyczny dla toastów brzdęk.
- Za siostry – zaśmiała się, podnosząc szklane naczynie do góry.
- Nie sądzisz, że już wystarczy? – usłyszałam Caluma, który nagle pojawił się obok i przysiadł na kanapie koło mnie. – Jutro wylatujesz z samego rana – przypomniał, a brunetka wywróciła oczami.
- Calum, jesteś taki zajebisty, ale tym razem popsułeś mi mój wieczór z siostrą – odpowiedziała z wyrzutem w głosie. – Ale masz racje – dodała z rezygnacją. – Jednak za nim pójdę w siną dal, muszę zdradzić ci sekret. A jako, że jesteś chyba tylko odrobinę mniej wstawiony niż my, miejmy nadzieję, że do jutra o tym zapomnisz – szepnęła, przesiadając się bliżej. – Osobiście myślę, że podobasz się Laurze– zachichotała, a ja spojrzałam na nią osłupiała, chwilę potem wybuchając gromkim śmiechem.
- Co my z tym zrobimy? – zapytałam, udając zmartwienie. – Przecież jesteśmy siostrami, chłopak nie może nas poróżnić – przyłożyłam dłoń do serca spuszczając głowę.
- Pomóż mi, stary – szepnął Calum błagalnie, a ja podniosłam spojrzenie, obserwując rozbawionego Rossa, siadającego naprzeciwko.
- Zabierz Torrey do domu, ja z nią zostanę – wskazał na mnie ręką w której trzymał szklankę z brunatnym płynem. Whisky? – Gdybyś nie miał nic przeciwko Maia pojechałaby z wami. Chce już wyjść – poprosił, a Calum skinął głową, pomagając Torrey wstać. Brunetka zachwiała się, ale po kilku sekundach złapała równowagę. Podeszła do mnie i uścisnęła.
- Będę cię teraz zapraszała na wszystkie imprezy – zaśmiała się, a ja przytaknęłam.
- Nie zawiodę i się zjawię – odparłam, a potem zostałam sama z brunetem. Widziałam jak Calum i Torrey żegnają się z kilkoma osobami i wychodzą. A za nimi kroczy lekko zdenerwowana Maia.

- Co ty chcesz jeszcze wiedzieć? – westchnęłam pochylając się nad swoją szklanką. – Znasz mnie już chyba lepiej niż ja sama. Może piecie z tobą to nie był dobry pomysł? – zastanowiłam się chwile, ale jakoś nie mogłam dojść do jakieś logicznej odpowiedzi na to pytanie. Moje myśli po prostu odmawiały mi posłuszeństwa.
- We mnie jak w studnie – mruknął w odpowiedzi, a ja zmarszczyłam brwi.
- A nie mówi się jak w grób albo otchłań? – spytałam niepewnie, a Steven zaśmiał się lekko.
- Sam nie jestem pewien. Pomyślimy jutro.
- To dobry pomysł.
- Jednej rzeczy nie rozumiem – podjął po chwili. -  Na co dzień wcale nie wydajesz się zrozpaczona tym, że Tyler cię olewa.
- To nie do końca tak, że mnie olewa – westchnęłam, opierając głowę o zimny blat. – Czasami po prostu wydaje mi się, że te przeklęte modeliki są ważniejsze. Dziś na przykład nie przyjechał tylko dlatego, że sam został zaproszony na imprezę organizowaną przez jedną z nich. A ja nie chciałam was tutaj opuszczać. Poza tym byłam z nim ostatnio i tym razem uznałam, że będę mu tylko przeszkadzać – zakończyłam przymykając oczy.
- Czyli, kiedy on olewa ciebie ty olewasz jego? W końcu zawsze niezależnie od sytuacji jesteś okropnie radosna – stwierdził próbując ukryć uśmiech.
- Staram się nim nie przejmować. Nie słyszałeś nigdy, że najsmutniejsi ludzie zawsze są uśmiechnięci? – mruknęłam cicho.
- A więc to tylko przykrywka – stwierdził, rozwiewając swoje wątpliwości.
- Jest mi cholernie duszno – jęknęłam, czując jak muszę się natrudzić, żeby wziąć głęboki wdech.
- Chodź, przewietrzysz się – powiedział szatyn, pomagając mi wstać. Niestety, w połowie drogi potknęłam się i gdyby nie on, wylądowałabym na podłodze. Nie byłam w stanie iść dalej, a oddychało mi się coraz trudniej, więc Steven czym prędzej wziął mnie na ręce, wychodząc na zewnątrz przez tyle wyjście. Delikatnie postawił mnie na ulicy, a ja łapczywie wzięłam kilka głębszych wdechów.
- Boże, dziękuję – szepnęłam z ulgą nadal podtrzymując się ramienia chłopaka. Przymknęłam oczy, ale na nieszczęście straciłam równowagę i przechyliłam się w tym i gdyby nie ściana z pewnością razem z moim towarzyszem wylądowalibyśmy na twardym betonie.
- Wszystko ok? – spytał zaniepokojony, a ja odwróciłam się w jego stronę, tak że nasze twarze dzieliły dosłownie milimetry. Przechyliłam głowę, a potem wszystko wydarzyło się naprawdę bardzo szybko. Steven wpił się w moje usta, przyciągając bliżej siebie. Poczułam jak mimowolnie delikatnie zgniata w dłoni tył mojej niebieskoczarnej sukienki, a później wszystko prysło. Zobaczyłam błysk flesza i charakterystyczny ‚klik’ towarzyszący aparatom, do którego w sumie powinnam przywyknąć mając chłopaka, który praktycznie nie rozstawał się ze swoim sprzętem. Odwróciłam się lekko przerażona, a widok jaki zastałam wcale mnie nie pocieszył. Tuż za ogrodzeniem stał jeden z paparazzich, posyłając mi pobłażliwy uśmiech. Robił kolejne zdjęcia, ale szybko otrząsnęłam się z szoku i pociągnęłam Stevena za rękaw koszuli, którą miał na sobie, wciągając z powrotem do baru i zatrzaskując za sobą drzwi.

- Nie chce jechać do domu – jęczałam, kiedy Ross siłą próbował wepchnąć mnie do taksówki i zabrać piwo, które miałam przy sobie.
- Wiesz, to niedobrze mieszać alkohole – zauważył po raz tysięczny, a ja po raz tysięczny wzruszyłam ramionami.
- Pomyślę jutro – odparłam w końcu ze zrezygnowaniem wsiadając do samochodu, kiedy Ross podszeptywał, żebym nie robiła sensacji, bo zaraz zbiegnie się tłum ludzi i fotoreporterów. Oparłam głowę na jego ramieniu, kiedy samochód ruszał spod baru i przymknęłam oczy. Ale kiedy je otworzyłam okazało się, że jestem już we własnym pokoju, a brunet grzebie w otwartych kartonach w poszukiwaniu koca. Po kilku chwilach wyciągnął z jednego z nich fioletowe nakrycie i delikatnie mnie przykrył, ale kiedy już miał odejść, złapałam go za rękaw marynarki, zmuszając do tego, aby się pochylił.
- Wiesz, wiem, że Maia jutro wyjeżdża i w sumie się cieszę – szepnęłam bełkotliwie. – Ale nie zostawiaj mnie samej – dodałam po chwili.

Położyłem się obok Laury, obiecując sobie w duchu, że kiedy tylko dziewczyna uśnie wrócę do siebie. Tak jak przypuszczałem alkohol sprawił, że szybko przeniosła się w objęcia morfeusza, ale kiedy już miałem wstawać, przylgnęła do mnie jak mała dziewczynka, wtulając się w koszulę. Westchnąłem zrezygnowany z zamiarem oderwania szatynki od siebie, ale kiedy na nią spojrzałem, okazało się, że nie jestem w stanie. Wyglądała tak uroczo i spokojnie, że nie miałem serca tego burzyć. Oparłem głowę o poduszkę nadal się jej przypatrując i nawet się nie spostrzegłem, kiedy i ja zasnąłem.
~~~~
Dobra rozdział napisany 💙 Mam nadzieję że się podobało 😊 Big Kiss 💋
Miśkaa^.^

Rozdział 4

- Chodź ze mną – jęknąłem przeciągle przekręcając się na bok i przyglądając malującej paznokcie u rąk Mai.
- Mam spędzić ostatni wieczór tutaj przez pół nocy musząc oglądać twarzyczkę twojej ukochanej Laury? – westchnęła przeciągle, a ja ściągnąłem brwi. Obrzuciłem wzrokiem pokój nadal pełny kartonów i porozrzucanych ubrań. Zmieniłem pozycję tak, aby lepiej widzieć Maię. Niestety, koce wylądowały na podłodze, sprawiając, że dziewczyna została jedynie w kusej koszuli nocnej, a ja w jeansach, których jakimś cudem nie zdjąłem wczorajszego wieczoru. Ale niezbyt jej to przeszkadzało. Nadal jak zaklęta wykonywała precyzyjne ruchy małym pędzelkiem, nakładając kolejne warstwy koloru na paznokcie.
- Jesteś zazdrosna? – zaśmiałem się cicho, a szatynka natychmiast odstawiła lakier i wyciągnęła spod mojej głowy małą poduszkę, uderzając mnie nią delikatnie.
- Może powinnam po tym, co wczoraj odstawiła – fuknęła, gniewnie mrużąc oczy. – Kim ona jest, tak po prostu tu sobie wchodzić.
- Pamiętaj, że bądź, co bądź to nadal jej mieszkanie – westchnąłem.
- To też mi się nie podoba – rzuciła, wracając do przerwanej czynności.
- Poza tym – kontynuowałem, ignorując jej wypowiedź. – Pamiętaj, że to ja przestawiłem jej ten samochód. Mogła się zdenerwować, taki był zresztą cel.
- Nie przekonałeś mnie. Nadal nie mam ochoty iść na tą przeklętą imprezę. Poza tym, czy ona nie jest zamknięta? Wiesz, tylko członkowie ekipy i te sprawy? – zamyśliła się, a ja pokręciłem głową, kładąc poduszkę na jej stare miejsce.
- Dla członków ekipy i osób towarzyszących – poprawiłem ją cierpliwie. Miała trudny charakter i była uparta, ale zawsze niesamowicie mnie to bawiło. – Do Caluma też przyjeżdża dziewczyna. Niby następnego dnia już wylatuje, ale powinni się pojawić. Może się polubicie – Maia rzuciła mi pełne wątpliwości spojrzenie. – Na pewno jest lepsza od Lisy – mruknąłem z przekąsem i tym razem to dziewczyna westchnęła.
- Cały czas się jej czepiasz.
- Bo jej nie lubię – odparłem, krzywiąc się znacząco. – Jest pyskata i bezczelna. Nie ma w niej nic ciekawego. Nie mam pojęcia dlaczego w ogóle z nią rozmawiasz.
- Skończmy już – ucięła oschle szatynka. – Nie chce się znowu o nią z tobą pokłócić. Poza tym myślałam, że zdążyłeś już przywyknąć. Mniejsza o to. Pójdę z tobą na to twoje przeklęte przyjęcie – odpowiedziała ze zrezygnowaniem, wywołując na mojej twarzy uśmiech.
- Cieszę się.

- Czy to Laura Marano? – rozległo się gdzieś za mną, a ja z westchnieniem zdjęłam okulary przeciwsłoneczne, odwracając się tyłem do sklepowej wystawy i obdarowując uśmiechem dwie nastolatki, które natychmiast podbiegły do mnie, wyciągając z torby kartki i długopis. – Można prosić o autograf? – zapytała niższa z brunetek, a ja delikatnie skinęłam głową, biorąc do ręki jak się jednak okazało pióro i składając na papierze swój podpis.
- Proszę bardzo – mruknęłam i przepraszając je cicho weszłam do środka sklepu z sukienkami. Te dziewczyny nie były pierwszymi, które zaczepiły mnie po opuszczeniu domu. Spotkałam chyba dziesiątki osób, które prosiły mnie o to samo. Zdjęcia lub autografy, albo zdjęcia i autografy. Na drugi raz będę musiała jechać do sklepu samochodem, a nie spacerować. Przeglądałem wieszaki pełne kolorowych materiałów, ale żaden jakoś mnie nie zachwycił. Chwile potem rozdzwonił się mój telefon, więc szybko wyjęłam go z torby, odbierając połączenie i nawet nie zerkając na wyświetlacz.
- Halo? – odezwałam się, marszcząc brwi i grzebiąc w jednym z wielkich koszy, ustawionych na środku pomieszczenia.
- Nie dzwonisz, nie piszesz. W końcu sama musiałam – odezwał się bardzo znajomy mi głos, wywołując na mojej twarzy lekki uśmiech.
- Vanessa? Nie mogę uwierzyć, że to ty – zaśmiałam się, niezmiernie ciesząc się z telefonu siostry.
- Jak się trzymasz? – zapytała wesoło, a ja odruchowo wzruszyłam ramionami.
- Jak zwykle. Jakoś leci, a ty? Co u mamy? – odparłam.
- Jest ostatnią osobą o którą miałabyś się martwić. Całkowicie oddała się malowaniu, a jej prace są coraz lepsze. Krótko mówiąc, musiała zając czymś ręce po twojej wyprowadzce – odpowiedziała z uznaniem w głosie. – Tylko mogłabyś czasem zadzwonić. Jestem pewna, że mimo wszystko tęskni i wcale nie podoba się jej, że musi sprawdzać, co się z tobą dzieje w mało wiarygodnych źródłach – dodała, a ja wywróciłam oczami.
- Nie jestem małą dziewczynką poradzę sobie, ale dzięki za radę – mruknęłam wzdychając głęboko ze zrezygnowaniem.
- Co właściwie robisz?
- Szukam sukienki – poinformowałam siostrę z frustracją w głosie.
- Więc to jednak zły moment na telefon – odparła rozbawiona.
- Śmieszne – skwitowałam. – Obiecuję odzywać się częściej, ale teraz muszę lecieć. Mam mało czasu – rzuciłam.
- Jasne, cześć – pożegnała się, a ja zakończyłam połączenie. Potarłam skronie i już miałam wychodzić, kiedy moją uwagę przykuła czarna, połyskująca tunika. Nie wiele się zastanawiając porwałam ją z wieszaka, ruszając w stronę kas.

- Zamierzałeś po mnie wyjechać? – usłyszałem nieco zgaszony głos w słuchawce i z przerażeniem, ale nadal zaspanym wzrokiem, spojrzałem na zegarek. Było po ósmej, a ja już pół godziny temu powinienem być na lotnisku.
- Boże, Torrey, przepraszam. To był jedyny dzień, kiedy miałem na później i chyba sama rozumiesz – uciąłem przeklinając pod nosem. – Przepraszam. Będę po ciebie za dosłownie dziesięć minut – zdążyłem powiedzieć, kiedy drzwi do mojego pokoju otworzyły się i stanęła w niech brunetka we własnej osobie z telefonem w dłoni.
- Nie trzeba – rzuciła z uśmiechem. – Masz szczęście, że znałam adres i twój kolega był na tyle miły, żeby mnie wpuścić – dodała i jak na zawołanie obok niej pojawił się Michael, w prawej ręce trzymając walizkę, należącą do dziewczyny. Szybko wstałem, przepierając się w jeansy przewieszone przez oparcie fotela i podchodząc do dziewczyny, a potem przytulając ją na powitanie. Zaśmiała się lekko, a ja zwróciłem się w stronę bruneta.
- Uratowałeś mi życie – stwierdziłem, a Michael westchnął teatralnie.
- Ależ ze mnie bohater – zironizował, wzruszając ramionami. – Nie ma sprawy – stwierdził po chwili i szybko opuścił pokój, zostawiając nas samych.
- Wiesz, że w końcu znalazłam scenariusz, który przypadł mi do gustu? – zapytała ucieszona jak małe dziecko, a ja uśmiechnąłem się pobłażliwie.
- Tytuł – rzuciłem tylko.
- Pretty little liars – odparła z podekscytowaniem. Zmarszczyłem czoło.
- Nie słyszałem o tym. To serial?
- Oczywiście, ze nie słyszałeś, bo produkcja startuje w przyszłym roku. Ale już powoli zbierają się do kastingów. Nie mogę się doczekać. Sama dowiedziałam się o tym od koleżanki, ale wierz na słowo, historia jest świetna – zaczęła, ale uciszyłem ją delikatnie.
- Wszystko mi opowiesz, ale teraz powiedz, że masz w swoim bagażu jakoś sukienkę, którą możesz na siebie dziś założyć, bo ostatnim na co mam ochotę jest latanie po sklepach – poprosiłem błagalnym tonem, a Torrey zaśmiała się dźwięcznie.
- Oczywiście, że mam. Nie będę cię dzisiaj katować – odpowiedziała z uśmiechem.

- Tutaj jesteś! – zawołałam uradowana, widząc Laurę wchodzącą do domu. Grzecznie przeprosiłam chłopaka, z którym przed chwilą zrobiłam sobie zdjęcie i podbiegłam do szatynki, ściskając ją na powitanie.
- Widzę, że masz świetny humor – stwierdziła ze śmiechem, a ja przytaknęłam.
- Nie mogę się doczekać dzisiejszej imprezy – podskoczyłam kilka razy, ale jak na złość moja towarzyszka wcale nie tryskała entuzjazmem. – Ty się nie cieszysz? – zapytałam z niedowierzaniem, otwierając szerzej oczy, a Laura pokręciła głową.
- Oczywiście, że się cieszę – odparła. – Tylko jestem zmuszona iść sama, a dwoje dupków, którzy przestawili mi wczoraj samochód sprowadziło swoje dziewczyny na tą okazję. Mam tylko nadzieję, że ta Caluma będzie po prostu przeciwieństwem Mai– wyznałaMarano , a ja przytaknęłam.
- Też jej nie lubię. Jest taka oschła i prawie w ogóle się nie uśmiecha. Rzadko kiedy zdarza mi się spotykać taką osobę – odpowiedziałam, zastygając w bezruchu na chwilę.- Też idę sama. Nie masz się czym martwić.
- A twój chłopak? – zapytała zdziwiona, a ja wywróciłam oczami.
- Tyler? – prychnęłam. – Jest zbyt zajęty swoimi modelkami. Więc niestety nie będę mogła się pochwalić – wzruszyłam obojętnie ramionami, próbując ukryć, jaki zawód sprawił mi mój chłopak dzwoniąc rano i oznajmiając, że jednak się nie pojawi. Ale szybko musiałam się otrząsnąć.
- Twój chłopak ma na imię Tyler? – zapytała się.
- Tyler Shields – westchnęłam smutno. – Fotograf – sprostowałam.
- Jestem z nim umówiona na sesje – zauważyła Laura, a ja obdarzyłam ją uśmiechem.
- Obie jesteśmy – stwierdziłam.
- Cóż, cieszę się, że nie będę samotna – odparła.
- Pojedziemy na plan razem? – zapytałam, a Laura przytaknęła.
- Jasne. Może tym razem twoim samochodem – stwierdziła, ruszając w stronę ciemnoniebieskiego kabrioletu.
~~~~
Tylko Wam podpowiem. Przedostatni akapit był pisany 'oczami Caluma' a ostatni 'oczami Raini'. Next dodam dzisiaj rano/po południu. Mam nadzieję że się podobalo ☺
Miśkaa^.^

niedziela, 29 czerwca 2014

Rozdział 3

Michael niepewnie spojrzał na nas, a potem przeniósł wzrok nieco niżej, na talerze z ciastkami, który trzymałyśmy w dłoniach.
- Więc obiecujecie, że waszym zamiarem nie jest otrucie mnie? – powtórzył podejrzliwie, a ja kiwnęłam głową.
- No spróbuj – ponagliła go Raini. – Jaki z ciebie ciasteczkowy potwór, kiedy nie chcesz zjeść ciasteczek?
Chłopak nadal niepewnie sięgnął do talerza brunetki i zabrał z niego jedną sztukę. Odgryzł kawałek z poważną miną znawcy, a potem jeszcze raz obrzucił ciastko zainteresowanym spojrzeniem. Następnie szybko wziął jeden z moich wypieków. Powtórzył cały proces od początku, wywołując chichot Raini.
- A teraz przerwa na reklamy – stwierdził po namyśle, wstając z krzesła i nas wymijając.
- Michael! – jęknęła szatynka oskarżycielsko, drepcząc za nim, a ja uśmiechnęłam się, rozbawiona całym zajściem. Chwilę potem przede mną stanął Calum, w prawej ręce trzymając scenariusz..
- Wzywają cię – powiedział uroczyście, zabierając jedno ciastko z talerzyka. – Są genialne – dodał po chwili z uznaniem kiwając głową. Rozejrzałam się na boki, wzrokiem szukając znajomego bruneta.
- Widziałeś Rossa? Obiecałam, że trochę dla niego zostawię – zapytałam, a rudzielec wzruszył ramionami.
- Jakby co, to na pewno się nie zmarnują – uśmiechnął się czarująco. – A tak naprawdę, to uprzedzał, że będzie później. Podobno przylatuje jego dziewczyna.

Siedziałem na jednym z kilkudziesięciu białych krzeseł, ze zniecierpliwieniem tupiąc nogą. Samolot Mai już dawno wylądował, ale po szatynce nie było nawet śladu. Westchnąłem głęboko, pocierając skronie. Ale na szczęście po chwili na horyzoncie pojawiła się oczekiwana kobieta, machając do mnie wesoło. Wstałem szybko, a Maia jak na zawołanie wpadła mi w ramiona. Poczułem znajomy zapach ulubionych perfum, pomieszany z truskawkowym szamponem do włosów. Nagle oślepił nas błysk flesza, a ja zdezorientowany spojrzałem za siebie. Naokoło stało kilku ciekawskich paparazzich z aparatami, przygotowanymi do pracy. Uśmiechnąłem się lekko, a za odpowiedź dostałem koleją porcję nieprzyjemnych błysków. Zaczynałem się do tego przyzwyczajać i normalnie nawet zamieniłbym z nimi kilka słów, ale widząc minę swojej dziewczyny, zabrałem jej walizki i bez słowa ruszyłem w stronę samochodu zaparkowanego nieopodal. Jakimś cudem udało nam się przejść i znaleźć w aucie. Ruszyłem z piskiem opon, zostawiając fotoreporterów za sobą.
- Jak podróż? – zapytałem od niechcenia, a dziewczyna wzruszyła ramionami.
- Może być – rzuciła, uśmiechając się szerzej. – To co robimy? – dodała po chwili, pochylając się nade mną. Zaśmiałem się cicho, kręcąc głową.
- Musimy jechać na plan – stwierdziłem, sprawiając, że uśmiech zniknął z twarzy blondynki. – Daj spokój. Mam dziś mało pracy, szybko skończę.
- Będę się nudzić – jęknęła.
- Jakoś przetrwasz. A wieczorem obiecuję być otwarty na propozycje – posłałem jej uśmiech, a Maia niechętnie kiwnęła głową. Pokonałem kilka skrzyżowań, by po chwili zatrzymać się przed znajomym budynkiem. Szybko znalazłem się w środku, ciągnąc za sobą kobietę. Wpadłem do studia, lekko dysząc i starając się zachowywać jak najciszej. Laura i Calum stali przed kamerą,  idealnie odgrywając swoje role i ignorując moje wtargnięcie.
- Cięcie – ogłosił Kevin, zwracając się w moją stronę. – Sara czeka – poinformował mnie, wspominając imię charakteryzatorki. Skinąłem głową, odwracając się do tyłu i obserwując Maię, rozglądającą się po pomszczeniu.
- Ciastka czekają – krzyknął Calum , zabierając z tacki jedno z przysmaków, których miałem już szansę spróbować. – A tak w ogóle to mam do ciebie sprawę – uśmiechnął się przebiegle, ukradkiem zerkając na Laurę.
- Muszę znaleźć Michaela – stwierdziła szatynka. – Nie ogłosił jeszcze werdyktu.
Zabrałem jedno z ciastek i zauważyłem jak Maia podchodzi bliżej.
-Maia , to Laura i Calum– przedstawiłem ich sobie, a szatynka posłała Laurze sztuczny uśmiech. – To Maia– zakończyłem, zwracając się do przyjaciół.
- Miło cię poznać – stwierdziła Lura. – Ciasteczko? – zapytała uprzejmie, ale szatynka pokręciła głową.
- Nie przepadam za czekoladowymi – odparła, a ja zerknąłem na nią zdziwiony. Kłamała. Uwielbiała tego rodzaju smakołyki.
-Ross . Mogę cię prosić na stronę? – zaczepił mnie Calum, a ja posłusznie ruszyłem za nim. Oddalając się od dziewczyn na bezpieczną odległość.

Podniosłem dłoń w której trzymałem swoją zdobycz z satysfakcją patrząc na zaskoczoną minę blondyna.
- Kluczki od samochodu – stwierdził nieco zdezorientowany, a ja zaśmiałem się cicho.
- Samochodu Laury– poprawiłem, przekrzywiając głowę. Ross parsknął śmiechem, zabierając przedmiot.
- Nie mogę uwierzyć, że ci się udało. Zazwyczaj chowa swoją torebkę w takich miejscach o których w życiu bym nie pomyślał – powiedział z uznaniem, a ja wzruszyłem ramionami.
- Musimy się pośpieszyć – zauważyłem, a mój towarzysz skinął głową.
- Myślę, że Sara ostatecznie na mnie poczeka – odparł z uśmiechem, oglądając się za siebie, a kiedy już sprawdził, że obie dziewczyny zajęte są rozmową, szybko ruszył w stronę bocznego wyjścia. Poszedłem w jego ślady i już po chwili oboje siedzieliśmy w dosyć wygodnym samochodzie brunetki. Ross odpalił silnik i odjechał na sam koniec parkingu, parkując tak, aby drzewa zasłoniły auto. Przez cały czas nie mogłem powstrzymać śmiechu. Ross wyjął ze schowka jakiś notes i długopis, a potem złożył na nim swój podpis. Podał mi zeszyt, a ja pokręciłem głową rozbawiony.
- Musi znać sprawców, bez tego nie będzie żadnej zabawy – stwierdził, a ja posłusznie się podpisałem. Wysiedliśmy i czym prędzej wchodząc jeszcze innym wejściem. Blondyn ruszył w stronę pokoju, w którym zwykle urzędowała Sara. Ja natomiast jak najszybciej udałem się do garderoby Marano, odłożyć kluczyki na ich miejsce.

Maia wcale nie należała do miłych osób. Spędziłam z nią kilka godzin i miałam nadzieję nigdy w życiu tego nie powtórzyć. Była po prostu sztuczna. Jej uśmiech ociekał fałszywością i wcale nie potrafiła tego ukryć. Marna z niej aktorka. Ale to był dopiero początek. Calum również niedługo miał przyjmować gościa i w duchu modliłam się, żeby jego dziewczyna była przeciwieństwem tej przebrzydłej szatynki. Wpadłam do swojej garderoby i przebrałam się szybko w dresy w których dzisiaj przyszłam. Spakowałam torbę i już miałam wychodzić, kiedy usłyszałam ciche pukanie do drzwi, a potem charakterystyczny śmiech Raini.
- Wchodźcie ciasteczkowe potworki – powiedziałam rozbawiona i po chwili tak jak się tego spodziewałam, w środku znaleźli się Raini i Michael.
- Przyciągnęłam go w końcu, żeby ogłosił werdykt – stwierdziła uradowana brunetka , a ja z zainteresowaniem spojrzałam na szatyna.
- Przykro mi to mówić, moja droga, ale Laura wygrała – stwierdził po chwili namysłu, a dziewczyna popchnęła go lekko. Na jej twarzy nie było rozczarowania. Była jak promyk słońca. Przyjacielska, roześmiana i miła. Uwielbiałam z nią przebywać. Tym bardziej teraz, kiedy Kayla wyjechała.
- A tak po prawdzie, to jestem podobnego zdania – dodała brunetka po chwili, uśmiechając się szeroko. – Co zrobiłaś, że były takie pyszne?
- Próbowałaś? – zdziwiłam się.
- Oczywiście – roześmiała się. – Więc jak? – ponagliła, a ja podeszłam do nich pochylając się lekko do przodu.
- Sekret tkwi w karmelu – szepnęłam konspiracyjnym szeptem, palcem dotykając ust i dając znak, żeby nie mówili tego na głos. Oboje parsknęli śmiechem, a ja posłałam im ciepły uśmiech.
- Musisz upiec ich więcej – powiedział w końcu Michael, a ja kiwnęłam głową.
- Kiedy tylko znajdę czas – obiecałam, zakładając na siebie cienki sweterek. – Do jutra – pożegnałam się i opuściłam pomieszczenie. Wygrzebałam kluczyki od samochodu i spokojnym krokiem ruszyłam na miejsce w którym go zaparkowałam. Ale stanęłam jak wryta, bo po aucie nie było śladu. Z przerażeniem rozejrzałam się dookoła, a potem z niedowierzaniem przetarłam oczy. Ale miejsce nadal było puste. Poczułam jak moje ręce zaczynają się trząść, a na usta ciśnie się milion przekleństw. Jak to się w ogóle do cholery mogło stać? Usłyszałam śmiech Raini i trzask drzwi wejściowych i czym prędzej do niej podbiegłam.
- Ukradli mi samochód – poinformowałam ją, nieco płaczliwym głosem, a dziewczyna spoważniała.
- Co? – zapytał Michael, a ja przełknęłam ślinę.
- Może po prostu zapomniałaś, gdzie go zostawiłaś – zaproponowała niepewnie brunetka, ale pokręciłam głową.
- Nie. Na pewno stał tam – rozpaczliwie wskazałam na jedno z parkingowych miejsc.
- A może ktoś go po prostu przestawił – zastanowił się Michael, a Raini się skrzywiła. – Musimy obejść parking – zadecydował chłopak, a ja posłusznie ruszyłam przed siebie jak w transie świdrując wzrokiem, wszystkie marki w poszukiwaniu swojej ukochanej toyoty. Nim się obejrzałam wróciłam do punktu wyjścia, a wędrówka zajęła mi około godziny. Raini szybko do mnie dołączyła, ale po szatynie nie było śladu.
- Laura! – rozległo się gdzieś dalej, a ja zdenerwowana odwróciłam wzrok. Brunetka pociągnęła mnie za rękaw i zaraz potem znalazłyśmy się koło Michaela, który wpatrywał się w coś ukrytego za drzewami. Podeszłam bliżej i z zaskoczeniem zauważyłam, że to właśnie moje auto. Odetchnęłam z ulgą, rzucając się przyjaciołom na szyję.
- Strasznie dziękuję – krzyknęłam ucieszona i wsiadłam do środka. – Macie jak wrócić? – zapytałam jeszcze, a oni oboje zgodnie pokiwali głowami.
- Nie ma za co i do zobaczenia – podsumowała Raini, a ja skinęłam głową i ruszyłam przed siebie. Odłożyłam torbę na siedzenie pasażera, ale ze zdziwieniem odkryłam, że leży na niej kartka, wyrwana z mojego notesu, który zwykłam trzymać w schowku. Prawą ręką zapaliłam światło i podniosłam papier. Na samym środku zauważyłam autografy Caluma i Rossa i o mało nie krzyknęłam ze złości. Zgniotłam papier i odrzuciłam go w kąt, naciskając pedał gazu.

Maia leżała koło mnie z ciekawością w oczach gładząc po policzku i co jakiś czas przywierając do moich warg. Nigdy się jej to nie nudziło, mi wręcz przeciwnie. Miałem jeszcze trochę pracy, ale nie pozwalała mi wstać, cytując obietnicę, którą złożyłem po południu. Odczekałem chwilę i w końcu zniecierpliwiony jej gierkami, wpiłem się w malinowe usta, wywołując jej śmiech. Szybko znalazłem się nad kobietą i właśnie wtedy usłyszałem trzaśnięcie drzwi frontowych. A potem do pokoju wparowała Laura, rzucając we mnie jakąś białą kulką i wcale nie przejmując tym, w jakiej sytuacji mnie zastała.
- Spędziłam ponad godzinę szukając mojego samochodu, bo tobie i Calumowi zachciało się żartów! – krzyknęła zdenerwowana. – Myślałam, że ktoś mi ukradł samochód! – dodała, a ja zaśmiałem się pod nosem. Dziewczyna podeszła do stojącego niedaleko kartonu i z premedytacją wyrzuciła jego zawartość na podłogę, rzucając we mnie poduszką, którą znalazła na wierzchu. Maia obrzuciła ją zirytowanym spojrzeniem, a szatynka westchnęła.
- Rozpętałeś wojnę, panie Lynch– stwierdziła, dumnie unosząc głowę. – Przygotuj się na zemstę – dodała i opuściła pokój.
~~~~
I jest!  Po dwóch dniach, ale jest xD Głosujcie w ankiecie, bo jestem ciekawa czy opłaca mi się prowadzić tego bloga i czy jest sens żebym pisała rozdziały...
Miśkaa^.^

wtorek, 24 czerwca 2014

Rozdział 2

- Nie możesz się tak przejmować. Weź pod uwagę oglądalność serialu – stwierdziłem, obserwując jak Laura z naburmuszoną miną upija kolejne łyki drinka.
- Masz rację – przyznała w końcu, sięgając po scenariusz leżący nieopodal na jednym z wielu pudeł rozstawionych po całym pokoju. Po premierze pierwszego odcinka, mimo obaw szatynko, dostaliśmy zielone światło i przenieśliśmy się do Miami, ale że jeszcze nic do końca nie było pewne, Laura wynajęła mieszkanie niedaleko planu i przez kilka najbliższych dni, dopóki sam czegoś nie znajdę, pozwoliła zająć wolny pokój. Mieszkała z Raini i Kaylą*, ale los bohaterek, które grały nie był pewny, więc obie musiały być przygotowane na spakowanie walizek i wyjazd.
- Opowiedz mi coś o sobie, Austin – powiedziała dziewczyna, przechylając głowę na bok i z westchnieniem przeglądając skrypt. Przywykłem już, że bardzo często używała imienia Moona w stosunku do mnie, ale zdarzało się to tylko wtedy, kiedy chciała odwrócić uwagę od swojej osoby.
- Cóż od małego potrafię śpiewać, moim przyjacielem jest Dez. Nie wiem po co Ci ten zeszyt. Wszystko u mnie w porządku, a u ciebie? – odparłem z ironią, a dziewczyna zachichotała.
- Jestem nieźle wstawiona – stwierdziła. – Śmiać się z czegoś takiego – wzdrygnęła się teatralnie, ukazując w uśmiechu białe zęby. – Dobry z ciebie towarzysz nocnych rozterek, Ross, ale wygląda na to, że muszę nauczyć się tekstu i iść spać. Nie mogę się doczekać – szepnęła, wstając i chwiejnym krokiem podchodząc do drzwi.
- Słodkich snów – powiedziałem, a dziewczyna skinęła głową i wyszła. Westchnąłem głęboko, wyjmując z kieszeni telefon i wykręcając numer do Mai.
- Tak? – odezwał się znajomy głos.
- Nie śpisz? – zdziwiłem się, a dziewczyna odpowiedziała śmiechem.
- Proszę cię. Przyszła Lisa* i mamy swój mały, babski wieczór – poinformowała, a ja zacmokałem z niezadowoleniem.
- Towarzystwo Lisy nie wróży niczego dobrego. Nie wychodź na zewnątrz, bo z nią u boku wpakujesz się w kłopoty – odparłem, przypominając sobie czasy, kiedy to przyjaciółka szatynki rzuciła się na jednego z paparazzich i wytrąciła mu aparat z rąk. Niestety inni fotografowie zdążyli to uwiecznić  i następnego dnia zdjęcia wyciekły do sieci. A ostatecznie minęło trochę czasu, zanim wszystko ucichło.
- Nie przesadzasz? Nie jestem małą dziewczynką, poradzę sobie – zrobiła znaczącą pauzę, a potem westchnęła. – Kiedy wrócisz?
- Wiesz, że teraz nie mam czasu. Ale tym razem to ty możesz mnie odwiedzić – podszedłem do okna, opierając się o parapet i przyglądając się nielicznym przechodniom, przemarzającym szary chodnik.
- Może się skuszę – stwierdziła po namyśle.
- Stęskniłaś się? Nie mogę w to uwierzyć – udałem zdziwienie, starając się nie roześmiać.
- Oczywiście, że nie tęsknie. W końcu jakie podstawy do tęsknoty ma kobieta, która nie widziała swojego chłopaka od kilku tygodni – zironizowała szatynka, a gdzieś w słuchawce rozległo się nawoływanie.
- Niech zgadnę, Lisa wzywa – powiedziałem niechętnie, a Maia przytaknęła.
- Jutro kupię bilet i zadzwonię – poinformowała. – Do zobaczenia – dodała, szybko kończąc połączenie. Odłożyłem komórkę, kręcąc głową z dezaprobatą. Potem odwróciłem się na pięcie i idąc, zgasiłem wszystkie światła. Wszedłem do swojego pokoju i rzuciłem się na łóżko.

- Czas wstać! – krzyknąłem, wchodząc do pokoju brunetki i ściągając z niej kołdrę. Dziewczyna wydała z siebie pomruk niezadowolenia i ręką spróbowała namierzyć pościel, która aktualnie znalazła się na podłodze. Przyjrzałem się jej z zaciekawianiem, ale nawet nie otworzyła oczu. Zwinęła się w kłębek, głębiej wtulając w poduszkę i ponownie spróbowała usnąć.
- Wody – usłyszałem zachrypnięty jęk i zaśmiałem się pod nosem, podchodząc do biurka, biorąc z niego butelkę i podając swojej towarzyszce. Laura zgrabnym ruchem odkręciła korek i wzięła kilka sporych łyków, po czym leniwie zerknęła na zegarek.
- Szósta rano? – jęknęła, opadając z powrotem na plecy.
- Wstawaj, skarbie – rzuciłem, kierując się stronę drzwi.
- Nie mogę – odparła i spojrzała na mnie znacząco. – Boli mnie głowa – poinformowała, powoli wstając z łóżka i podchodząc do jednego z pudeł. Szybko wyjęła niebieską koszulkę i jeansy, a potem  udała się w stronę kuchni. Z kolejnego kartonu wyciągnęła jakieś tabletki i połknęła dwie, nie myśląc nawet o popiciu ich. – Gdzie Raini?
- Wyszła – stwierdziłem, spoglądając na zamknięte drzwi pokoju blondynki. Laura pokiwała głową i bez słowa pomaszerowała do łazienki. Po kilku minutach wyszła, ubrana w wcześniej zabrane rzeczy i rzuciła nieco kusą piżamę na łóżko, spoglądając na mnie.
- Cieszę się, że mnie nie zostawiłeś. Nie mogłabym prowadzić – stwierdziła znacząco, a ja posłałem jej uśmiech. Chwyciłem kluczyki od samochodu i ruszyłem w stronę wyjścia. Brunetka z kolei szybko spakowała kilka drobiazgów do czarnej torby, zabrała po drodze jedną z bułek, leżących na blacie w kuchni i do mnie dołączyła.

- O! Znalazł się jadowity wąż – powiedziałam, uśmiechając się lekko i odwracając się po to by wziąć zeszyt. – Ally, proszę pomóż – powiedział Ross biorąc gitarę do ręki. Jedną nogą oparł się o stołek od pianina, ale od był dalej i runął na podłogę.– Cholera jasna – syknął, a kiedy podniósł wzrok, chyba zdał sobie sprawę, że zarówno Ja, jak i Raini wraz z Calumem zwijają się ze śmiechu. – To boli – mruknął nadąsany, próbując rozmasować kość ogonową. Rudzielec, nadal śmiejąc się wniebogłosy, podszedł do niego i spróbował pomóc wstać, ale za każdym razem kiedy na niego spojrzał, zalewała go fala śmiechu. Po chwili dołączyła się brunetka i jakimś cudem udało im się gosię podnieść. Jak się później okazało cała ekipa miała z niego niezły ubaw. - Nie dąsaj się – zachichotałam, przytulając go do siebie i próbując stłumić spazmy śmiechu.
- Nadal ma taką minę – szepnął Calum w stronę Raini, a ja Lynch zgromnił go wzrokiem.
- Słyszałem to – poinformował, pokazując mu język.

Kilka godzin później stałam w studiu 'Helen Show'. Miałam na sobie bardzo ładną malinową sukienkę wraz z kremowym sweterkiem. Calum cały czas rzucał jakieś śmieszne uwagi. Ross i ja cały czas się z nich śmialiśmy. Humor już mu się poprawił. Stanęłam przodem sdo telewizora, aby widzieć program.
- Akcja! – usłyszałam i odwróciłam się. Przybiegł Ross.
-Ally musisz zagrać na bi nasz pianista zachorował.
-Nie ja nie zagram!-Mówiąc to tak zamachnęłam się ręką i telewizor spadł na ziemię. Ekran był podzielony na małe kawałeczki. - Boże – szepnęła Raini i spróbowała to urządzenie złapać, tak samo zresztą i ja. Ale ostatecznie wylądował na betonowej posadce, rozbijając się na kawałki. Przekrzywiłam głowę z zaciekawieniem oglądając kawałki ekranu rozrzucone pod moimi stopami.
- Ups – skwitowałam, przygryzając dolną wargę.
- Może nie zauważą – szepnęła dziewczyna, rozglądając się dookoła i nogą odgarniając resztki na bok. Parsknęłam śmiechem, popychając ją delikatnie i odwracając się do Heatha siedzącego na krześle kilka metrów dalej. – Nie się nie stało! – wrzasnęłam, a szatyn pokręcił głową, próbując ukryć uśmiech. Ross za to nie krył się wcale. Śmiał się do rozpuku, razem z Kevinem, który ukrył twarz w dłoniach. Jego ramiona drgały delikatnie, co wskazywało na ogarniające go fale śmiechu.
- Mark, będziesz musiał kupić nową rzeźbę – wychrypiał po chwili, uspokajając się trochę. Jeden z członków ekipy przytaknął i szybko zanotował coś w grubym notesie, odchodząc nieco dalej.
- To po prostu nie mój dzień – dodałam, znowu niczym mała dziewczynka pokazując Rossowi język i uśmiechając się wesoło do Raini i Caluma.

Zarzuciłam torbę na ramię, otwierając drzwi studia i wychodząc na świeże, wieczorne powietrze. Nareszcie. Odetchnęłam głęboko, rozglądając się za czarnym BMW, ale zanim zdążyłam zrobić choćby krok dalej, auto zjawiło się przede mną, a ze środka wyjrzał Calum.
- Wsiadaj – rzucił, a ja posłusznie wykonałam polecenie.
- Dzięki, że się zgodziłeś. Ross skończył dzisiaj wcześniej i nie było sensu, żeby czekał na mnie kilka godzin – stwierdziłam, a rudzielec kiwnął głową.
- Mieszkacie razem? – zdziwił się, a ja przytaknęłam.
- Na razie. Razem z Raini i Kaylą. Ale chyba już słyszałeś, że ta druga wyjeżdża? – zapytałam.
- Kayla? – potwierdziłam. – Tak. Trochę szkoda – przytaknął, a ja westchnęłam.
- A ty gdzie mieszkasz? – zaciekawiłam się.
- Niedaleko. Na razie wynajęliśmy mieszkanie razem z Michaelem* – poinformował, a ja zmarszczyłam czoło.
- O nie – jęknęłam, przypominając sobie, co obiecałam dzisiaj Trevino i Raini.
- Co się stało?
- Michael powiedział dzisiaj, że jest fanem ciasteczek czekoladowych, a ja założyłam się z Raini. Obie mamy zrobić je według swojego przepisu, a on będzie oceniał – wyjaśniłam, a Calum  uśmiechnął się delikatnie.
- W takim razie powodzenia – powiedział, zatrzymując się przed wejściem do mojego domu.
- Przyda się – odpowiedziałam. – Do zobaczenia. – dodałam jeszcze i zatrzasnęłam drzwi samochodu. Wbiegłam po schodach i znalazłam się w środku. Rzuciłam torbę na jedno z wielu pudeł, nadal rozstawionych po kątach. Szybko wyjęłam wszystkie potrzebne produkty i umyłam ręce, by potem zająć się przygotowywaniem masy.
- Nie mów, że ty też – usłyszałam głos Rossa tuż nad uchem i aż podskoczyłam.
- Zwariowałeś? – odetchnęłam głęboko, odwracając się w jego stronę. – Nie skradaj się tak więcej.
- Też robisz ciastka? – ponowił pytanie, ignorując moją wypowiedź i unosząc brwi.
- Jak to też? – odparłam, wracając do przerwanej czynności.
- Raininiedawno skończyła – stwierdził, opierając się o blat.
- Założyłyśmy się, która zrobi lepsze – poinformowałam.
- Jesteś zła? – zapytał zaskoczony po chwili, a ja pokręciłam głową.
- Nie. Jestem tylko nieco zirytowana tym, że cały dzień się ze mnie śmiejesz – rzuciłam, a Ross uniósł kąciki ust.
- A nie uważasz, że twoj dzisiejsza wpadka były niezwykle zabawne? – zapytał, zmuszając, żebym na niego spojrzała. Odwróciłam się niechętnie, wzruszając ramionami.
- Tylko trochę – rzuciłam po chwili.
Resztę wyuczonych czynności wykonałam w milczeniu, czując na sobie nieco zdezorientowany wzrok blondyna. W końcu, po kilku długich minutach, mogłam wyjąć srebrną blaszkę z piekarnika i postawić ją na blacie, aby ciastka przestygły. Potem podeszłam do swojej torby i wyjęłam z niej paczkę papierosów, odpalając jednego. Szybko otworzyłam okno, żeby dym nie rozprzestrzenił się po całym domu.
- Palisz? – zdziwił się Ross, a ja wskazałam na małą rurkę trzymaną w dłoni.
- Okazjonalnie. A ty? – odparłam od niechcenia, zaciągając się delikatnie.
- Paliłem – rzucił obojętnie. – Jaką masz okazję teraz? – wzruszyłam ramionami.
- Zrobiłam ciasteczka – odparłam po namyśle, wpatrując się w ludzi przemierzających ulicę. – Zaprzeczam samej sobie, ćwiczę jogę i palę – mruknęła, jakby do siebie.
- Rany, są świetne – doszedł do mnie znajomy głos, sprawiając, że odwróciłam się gwałtownie i zobaczyłam jak Ross zabiera kolejne ciastko z tacki. Szybko zgasiłam papierosa i podbiegłam do niego, odpychając delikatnie.
- Są na jutro – powiedziałam z wyrzutem.
- Czego do nich dodałaś? – zapytał, uśmiechając się przebiegle.
- Karmelu – westchnęłam, przekładając ciastka na talerz i przykrywając je drugim. Blondyn chciał coś odpowiedzieć, ale właśnie wtedy przerwał mu dzwonek telefonu. Zerknął na wyświetlacz, marszcząc czoło.
- Twoja dziewczyna? – spytałam, a chłopak spojrzał na mnie zdziwiony i potwierdził skinieniem głowy. Potem szybko wycofał się do siebie, zostawiając mnie samą w kuchni.

*Kayla- na potrzeby opowiadania
*Michael- też na potrzeby opowiadania tylko, że on zostanie dłużej
*Lisa- postać zmyślona
~~~
Hey, hello :D To jest drugi rozdział. Ha ha Tak bardzo wczoraj mi się nudziło, że na drugi dzień jest! Trochę dużo osób zmyśliłam... Ale tam stała obsada jest bardzo mała i dosyć często znajdą się osoby, które zostaną na dłużej lub krócej ;] Proszę polecać i komentować mojego bloga ;/ :)
Miśkaa^.^

Rozdział 1

Wysiadłam z autobusu i pędem rzuciłam się w stronę beżowego budynku, majaczącego gdzieś w oddali. Byłam już nieźle spóźniona i aż ciarki przechodziły mi po plecach na myśl, że mogę stracić swoją szansę. Szybko przebiegłam kilka przecznic i wpadłam do środka, ciężko oddychając. Korytarz był pusty. Przełknęłam ślinę, próbując uspokoić rozkołatane serce i wyrównać płytki oddech. Usiadłam na pobliskim krześle, przymykając oczy i obciągając rękawy białej bluzy.
- Laura – usłyszałam nagle i uniosłam głowę z zainteresowaniem przyglądając się nieco już starszemu i łysemu mężczyźnie. Przy drzwiach stał Kevin Kopelow, którego miałam już okazję poznać. Byłam tu już któryś raz z kolei walcząc o rolę w jego nowym serialu. Uśmiechnęłam się lekko i weszłam do środka pokoju, gdzie za biurkiem zastałam uśmiechniętego szatyna, Heatha Seiferta.
- Miło cię znowu widzieć – powiedział, a ja skinęłam głową ,odwzajemniając uśmiech. Usiadłam na krześle, czekając aż ponownie w moje ręce dostanie się scenariusz i ponownie będę musiała odegrać, już wyuczone niemal na pamięć, sceny. Ale nic podobnego się nie wydarzyło. Kevin usiadł obok Heath i oboje spojrzeli na siebie porozumiewawczo.
- Mogę prosić o scenariusz? – zapytałam, a Heath obdarował mnie kolejnym ciepłym uśmiechem.
- Naturalnie – odpowiedział i podał mi skrypt na którym nadrukowane było moje imię i nazwisko. Spojrzałam na niego zdziwiona, a moje serce przyspieszyło.
- To znaczy, że…-zaczęłam, przełykając ślinę.
- Dostałaś rolę Ally – dokończył Kevin, a ja wstałam i uściskałam ich oboje.
- Tak strasznie dziękuję! – zaśmiałam się nadal nie mogąc uwierzyć w to, co przed chwilą usłyszałam.
- Nie ma za co, kochana – stwierdził Kevin. – Byłaś najlepsza.
- Ale to jeszcze nie koniec – dodał Heath. – Mamy coraz mniej czasu, a musimy obsadzić role Austina i Deza, więc wygląda na to, że zasiądziesz obok nas podczas przesłuchań i kandydaci będą czytać role już z tą właściwą Ally.
- Nawet sobie nie wyobrażacie jak się cieszę – powtórzyłam, w duchu skacząc z radości i powtarzając sobie, żeby zachować spokój przynajmniej do mojego powrotu do domu.
Kilkanaście dni później
- Połamania nóg – powiedziała Maia zaspanym głosem. Odwróciłem się do niej i pocałowałem delikatnie.
- Do zobaczenia – odparłem, szybko wysiadając z taksówki i zatrzaskując za sobą drzwi. Zostało mi tylko kilka krótkich minut i wiedziałem, że jeśli się nie pośpieszę, to stracę szansę na kolejny kontrakt i na pracę na przynajmniej najbliższe kilka miesięcy. Zwiększyłem więc tempo marszu z niezadowoleniem zerkając na zegarek, odbijający światło pobliskich latarni.

- Tu jest taki napis 'Proszę nie walić w perkusję'.
- Ale ja nie walę tylko gram. –oznajmił jeden z wielu aktorów, którzy byli dzisiaj przesłuchiwani, delikatnie zerkając na scenariusz trzymany w prawej ręce. Ten, który stał przede mną, Calum, jak dla mnie miał duże szanse, ale na rolę Deza. Heath patrzył na niego z zafascynowaniem, przyglądając się każdemu drobnemu gestowi czy zmianie zachodzącej na jego twarzy. Poza tym spotkałam go już tutaj któryś raz. A kolejne przesłuchania świadczyły o tym, że naprawdę mu zaimponował.
- Nie obraź się, ale nie zgadzam się z Twoją opinią. – wypowiedziałam wyuczoną formułkę, wpatrując się w niego intensywnie i starając wyobrazić, że już jestem na planie, stojąc przed kamerą ustawioną kilka metrów dalej.
- To są korndogi? – chłopak uśmiechnął się delikatnie i skinął głową.
- Tak. – odparł, a potem wypuścił powietrze z płuc, odkładając scenariusz i pytająco patrząc na Kevina. Heath zaśmiał się serdecznie, z niedowierzaniem kręcąc głową.
- Przykro mi, Calum, ale zdecydowanie bardziej pasujesz mi do roli Deza niż jego przyjaciela – powiedział Kopelow, a ja uśmiechnęłam się na wspomnienie odegranego przez chłopaka fragmentu z Austinem w roli głównej. Jak dla mnie to nie było to. Widziałam go bardziej w roli Deza.
- Więc? – dopytywał się chłopak, a Heath upił łyk swojej kawy, zerkając na zegarek.
- Jesteś naszym faworytem, odezwiemy się jutro z ostateczną decyzją – stwierdził Kevin, a rudzielec skinął głową, podziękował mi, pożegnał się i wyszedł.
- Trzymacie go w niepewności – rzuciłam z wyrzutem. Zdawałam sobie sprawę, że dobór obsady to ważna sprawa, ale nienawidziłam, kiedy oboje odsyłali idealnych kandydatów z obietnicą telefonu.
- Musimy skontaktować się z paroma osobami, których jak widzisz dzisiaj z nami nie ma. Umówimy się z nim po raz kolejny i po sprawie. Nie martw się, nie odeślemy tak dobrego kandydata z kwitkiem – stwierdził, nadal uporczywie wpatrując się w zegarek. – Myślisz, że się spóźni? – zwrócił się do Kevina, ale mężczyzna tylko wzruszył ramionami.
- Jeśli się nie zjawi będziemy musieli poszukać gdzie indziej. Ale skoro sam poprosił o zorganizowanie kastingu, to chyba powianiem przybyć – odpowiedział, a ja zmarszczyłam czoło.
- Już późno. Macie jeszcze jakieś spotkanie? – zapytałam, a szatyn przytaknął.
- Może w końcu znajdziemy naszego Austina – stwierdził, a ja kiwnęłam ze zrozumieniem głową.
- Wychodzisz? – zapytał Kevin, a ja pokręciłam głową.
- Gdybyście nie mieli nic przeciwko, to chętnie bym została i po prostu popatrzyła. Miła odmiana po całym dniu odgrywania tego samego fragmentu – uśmiechnęłam się, a Heath zaśmiał się.
- Trzeba przyznać, że nieźle się już wyuczyłaś. Wychodzi ci niemal idealnie – powiedział.
- Dziękuję – odparłam, ale dalszą konwersację przerwało ciche pukanie do drzwi. Po chwili w środku zjawił się blondyn, o intensywnie brązowych oczach, które okropnie przykuły moją uwagę.
- Ross, racja? – zapytał Kopelow, wstając i witając się z chłopakiem.
- Wybaczcie spóźnienie – wychrypiał, ściskając dłoń Kevina, a potem podchodząc do Heatha. Na koniec jego wzrok spoczął na mnie. Przyjrzałam się jego rysom twarzy i zaróżowionym policzkom. Musiał się naprawdę śpieszyć, o czym świadczyły oczywiście rumieńce, goszczące na bladej twarzy.
- Ross – wyciągnął dłoń w moją stronę, a ja uśmiechnęłam się i uścisnęłam ją.
- Laura – przedstawiłam się, puszczając go i wracając na stare miejsce.
- Laura otrzymała rolę Ally – wyjaśnił Heath, a blondyn pokiwał głową z uznaniem i usiadł na krześle stojącym nieopodal. Wziął od Heatha scenariusz i spojrzał na fragment, który wybrał mężczyzna. Potem odłożył go na kolana i oparł głowę na dłoniach cierpliwie czekając, aż któryś z zebranych przeczyta pierwszą linijkę tekstu. Zadania podjął się Heath. To on zazwyczaj czytał teksty z aktorami, niesamowicie zresztą to lubił. Wszystko szło jak w płatka, a ja byłam coraz bardziej oczarowana tym, jak chłopak modyfikuje ton głosu zależnie od tego, co czyta i jak jego mimika zmienia się diametralnie. Z fascynacją przyglądałam się jak na jego twarzy wykwita ironiczny uśmiech albo jak zabawnie mruży oczy, czy nimi przewraca, by potem powtórzyć cały proces od początku.
- I cięcie! – krzyknął Heath.
- Trzeba grać na wielu instrumentach. – zrobił krótką pauzę. I uśmiechając się znacząco. – Ja umiem na fortepianie, bębnach, gitarze, harfie. Mogę nawet na trąbce przez drugą trąbkę – dodał, uśmiechając się nieco szerzej i zerkając na mnie ukradkiem. W pomieszczeniu nastała cisza. Nawet ja nie mogłam wydusić słowa, po tym, co przed chwilą odegrał. Był wręcz stworzony do tej roli i miałam nadzieję, że Heath ma podobną opinię.
- Kevin, zadzwoń do Boba i powiedz, że znaleźliśmy, to, czego szukaliśmy – powiedział, a na jego twarz ponownie wkradł się uśmiech. – Ross, musisz się z nami spotkać jutro z samego rana. Ściągniemy wszystkich, żeby zatwierdzić decyzję, ale jestem pewny, że się z nami zgodzą. Musisz mieć tę rolę – powiedział z przekonaniem, a chłopak posłał mu uśmiech.
- Wygląda na to, że mamy już pełną obsadę – stwierdził Kevin, na powitanie kilka dni później. Dzisiaj mieliśmy zacząć kręcić pierwszy odcinek. Ross i Calum tak jak przewidywałam, dostali role Austina i Deza, a ja z każdym krokiem poznawałam jakaś nową osobę. Ale nie mogłam się zbytnio skupić, bo moje myśli zaprzątały opinie, których naczytałam się na różnych forach internetowych. Wszyscy uważali, że role Deza i Austina są idealnie obsadzone, ale na mój temat istniało milion negatywnych poglądów.
- Powinnaś przestać to czytać – stwierdził Ross, kiedy zdecydowałam odpowiedzieć na jego pytanie brzmiące ‚co się stało’. – Zmienią zdanie, wystarczy, że dasz z siebie wszystko i nakręcisz niesamowite sceny. – Niechętnie pokiwałam głową, siadając na kanapie, biorąc do ręki zeszyt oprawiony w zieloną okładkę i posyłając mu uśmiech.
- Zobaczymy – odparłam.
- Uwaga, moi drodzy, na miejsca – usłyszałam i zobaczyłam jak Calum, odchodzi od roześmianego Heatha i staje kilka metrów ode mnie, chcąc poprzyglądać się poczynaniom operatorów kamer. Był niesamowicie zabawny i na sam jego widok miałam ochotę się zaśmiać, ale tym razem wyjątkowo powstrzymałam się, stanęłam za ladą. Byłam już gotowa, aby zacząć kręcić scenę.
- Akcja! – usłyszałam i uśmiechnęłam się. I doszłam do wniosku, że Ross ma rację. Nie powinnam, przynajmniej na razie, zaglądać na te strony, skoro tak to znosiłam…
~~~~
Hej, hej, hej! Dosyć długo to pisałam :/ Ale! Dałam radę ;) Mam nadzieję, że wam się chociaż troszkę spodobało i zostawicie koma czy coś ;p
Miśkaa^.^

poniedziałek, 23 czerwca 2014

Informacja

Tak wiem. Dawno mnie tutaj nie było... Cóż naprawdę się starałam napisać ciąg dalszy, ale mi to zbytnio nie wychodziło :( Ale! :D Don't worry. Mam mini pomysł na nowe opowiadanie ;) Prolog dodam jutro, bo do szkoły nie idę :D Mam nadzieję, że przypadnie wam do gustu...
Uwaga! To nie będzie o Auslly tylko o R.A.U.R.Z.E ;) I prośba. Proszęę komentujcie :) Będę miała chociaż jakąś motywacje do napisania nexta ;)
Miśkaa^.^