wtorek, 26 sierpnia 2014

Rozdział 8

 Zapukałem do drewnianych drzwi z cichą nadzieją na nieobecność szatynki . Ostatnio nie potrafiłem się z nią dogadać. Nawet teraz nie wiedziałem co powiedzieć. Po kilku sekundach usłyszałem charakterystyczne kliknięcie zamka i w drzwiach stanęła wysoka dziewczyna o kasztanowych włosach i jasnozielonych oczach wpatrujących się we mnie z kpiną. Była bardzo szczupła, a na jej podłużnej twarzy gościł złośliwy uśmieszek. Te malinowe usta już nie raz mi zaszkodziły. Wydobyła się z nich niezliczona ilość plotek i oszczerstw, ale Maia nadal uważała dziewczynę za niewiniątko. W garderobie Lisy od zawsze przeważały stonowane barwy i kobieta także tym razem nie zrobiła wyjątku, dodatkowo podkreślając swoją urodę mocnym makijażem.
- Ach Ross– westchnęła teatralnie, nonszalancko opierając się o futrynę i tym samym zagradzając mi przejście.
- Dobrze wiesz, że nie przyszedłem do ciebie – warknąłem w odpowiedzi, delikatnie mrużąc oczy. Ale tak jak się spodziewałem odpowiedział mi tylko cichy chichot.
- Twój problem polega na tym, że Maia wcale nie chce cię widzieć – mruknęła przyglądając się pomalowanym na granatowo paznokciom.
- Nie ty decydujesz, paskudo – powiedziałem, próbując wejść do środka, ale pewnie zastawiła mi drogę, zbytnio nie przejmując się tym, że odległość między nami zmniejszyła się do minimum. – Maia! – krzyknąłem na cały głos, uśmiechając się chytrze, kiedy na twarzy zielonookiej pojawiło się niezadowolenie.
- Kogo tu mamy – dobiegło mnie z głębi korytarza, a po chwili zaraz naprzeciw mnie pojawiła się wspomniana wcześniej szatynka.
- Mogłabyś ją zabrać? – zapytałem na pozór uprzejmie. – Nieco mnie mdli.
- Zdychaj, gnojku – syknęła w odpowiedzi Lisa, ale Maia nawet nie mrugnęła. Stała tam wpatrując się we mnie wyczekująco.
- Czego chcesz? – zapytała w końcu.
- Żebyś do mnie wyszła. Porozmawiajmy – rzuciłem ugodowo. Lisa zrobiła smutną minę i złapała się za serce w geście poruszenia.
- To takie wzruszające – szepnęła próbując zabrzmieć nieco dramatycznie, ale wyszedł z tego tylko cichy pisk.
- Marna z ciebie aktorka – prychnąłem pod nosem spotykając się ze srogim spojrzeniem kobiety.
- Wyjdę z tobą, kiedy tylko Lisa upewni się czy nigdzie w pobliżu nie czyha Laura– powiedziała w końcu Maia, a ja przewróciłem oczami, chwytając ją na dłoń i wyciągając za drzwi.
- Nie wygłupiaj się. A ty, paskudo, nie czekaj z kolacją – rzuciłem przez ramię ciągnąć swoją dziewczynę w stronę samochodu.

- Boże! Co ci się stało? – zapytałam, kiedy zauważyłam Stevena w hotelowym holu, który bezszelestnie próbował przedostać się do siebie, omijając moją sypialnie szerokim łukiem. Laura, która stała obok chłopaka rzuciła mi zmieszane spojrzenie, a sam brunet westchnął głęboko.
- Mała bójka – odparł obojętnie, starając się zasłonić napuchniętą część twarzy dłonią.
- Kevin cię zabije – mruknęłam nieco zmartwiona. – Miałeś w ogóle zamiar coś z tym zrobić? Jakieś okłady albo coś w tym stylu? – zapytałam z wyrzutem, ale Steven jedynie pokręcił głową z dziwnym wyrazem twarzy.
- To nic takiego – wtrąciła się Laura zapewne z zamiarem obrony chłopaka przed moimi wykładami o jego porywczości i bezmyślności, ale uciszyłam ją jednym ruchem ręki.
- Nie wiem co się stało, ale jak nie chcesz to nie mów. Pogódź się jedynie z faktem, że dzisiejszy wieczór spędzisz ze mną i mokrą szmatką na twarzy – mruknęłam tonem nieznoszącym sprzeciwu, wyciągając z kieszeni telefon i wysyłając Tylerowi smsa z informacją, że muszę odwołać nasze wieczorne spotkanie. Ponownie westchnęłam i kręcąc głową z dezaprobatą wciągnęłam bruneta do mojej sypialni, krótko żegnając się z Laurą.

- Chcesz mnie przekupić kolacją w mojej ulubionej restauracji – stwierdziła Maia, kiedy stanęliśmy w wejściu Aroma Cafe. Nie przepadałem za tym miejscem. Nowoczesny wystrój jak dla mnie nie dodawał wszystkiemu zbytniego uroku. Wnętrzu brakowało smaku i klasy, ale nie odezwałem się nawet słowem. Bywałem tu już tyle razy, że kolejny nie robił różnicy.
- Od razu przekupić – mruknąłem w odpowiedzi, kiedy na twarz Mai mimowolnie zaczynał wkradać się ciepły uśmiech. Tej prawdziwej Mai, nie tej zdominowanej przed Lisę. – To będzie po prostu nasz wieczór – dodałem, wchodząc do środka i zajmując stolik w rogu. Opadłem na czerwoną kanapę, która całkowicie nie współgrała z beżowymi ścianami i wyciągnąłem dłoń do kobiety w zapraszającym geście. Byłem pewien, że nawet jej nie podobał się ten cały wystój. Ale przychodziła tu z sentymentu. Jej rodzice zwykli byli ją tu zabierać, a teraz znajdowali się bardzo daleko. Za szerokim oceanem.

- Wyszły? – usłyszałem cichy szept bardzo blisko siebie i uśmiechnąłem się pod nosem. Leniwie omiotłem wzrokiem czarnowłosą modelkę, która od kilkunastu minut czekała aż jej koleżanki opuszczą studio. Powoli skinąłem głową i patrzyłem jak na twarzy kobiety, Meredith, pojawia się zadowolenie. – Więc wreszcie mam cię tylko dla siebie, Tyler – mruknęła, podchodząc coraz bliżej i muskając moje wargi swoimi. Przyciągnąłem ją do siebie, ślepo cofając się w tył, aż wreszcie wylądowałem na fotelu.  Meredith usiadła mi okrakiem na kolanach, chichocząc cicho i ociągając się z rozpinaniem guzików mojej koszuli.
- Mógłbyś chociaż zamknąć drzwi – usłyszałem znajomy głos i oderwałem od dziewczyny z rozbawieniem wpatrując się w stojącego w progu przyjaciela.
- Dokończymy jutro – szepnąłem na ucho Meredith, a dziewczyna niechętnie skinęła głową, udając się w stronę wyjścia. Ominęła przybysza i zatrzasnęła za sobą drzwi.
- Widzę, że jesteś w świetnym humorze – mruknął blondyn, przekrzywiając nieco głowę. Wzruszyłem ramionami.
- Jest się z czego cieszyć, David – odparłem wesoło, rozsiadając się wygodnie. – Uregulowałem sprawy z Raini i dla lepszego efektu przyłożyłem młodemu Smith’owi. O mało co nie popsuł mi interesów.
- Więc ta mała nadal się niczego nie domyśla? – spytał z lekkim niedowierzaniem, ale pokręciłem głową.
- Nie i dzięki temu mój wizerunek i układy są bezpieczne.
- Aż trudno uwierzyć, że nie zauważyła, że tylko ją wykorzystujesz – po raz kolejny wzruszyłem ramionami.
- Najwidoczniej jestem bardzo przekonujący.

- Więc możesz powiedzieć, że ci się podobało – powiedziałem z nutą niepewności, ale Maia milczała. – Och, daj spokój. Nie drocz się – posłałem jej uśmiech, który wreszcie odwzajemniła, dodając do tego serdeczny śmiech.
- Podobało mi się. Nawet bardzo – odpowiedziała stając na palcach i całując mnie niepewnie. Pogłębiłem pieszczotę i wszystko wydawałoby się idealne, gdyby nie błysk flesza gdzieś nieopodal. Oderwałem się od szatynki ze złością wpatrując w ciąg drzew za którymi stał jeden z fotoreporterów.
- Chodź – rzuciłem niechętnie, otwierając drzwi do samochodu i gestem nakazując jej wsiąść.
- Przepraszam – usłyszałem nagle gdzieś z boku i nieco zbity z tropu odwróciłem się w stronę dosyć młodej brunetki, trzymającej w ręku srebrną cyfrówkę i uśmiechającą się słodko. – Mogłabym prosić o zdjęcie – zapytała, a ja nie potrafiłem odmówić.
- Jasne – odpowiedziałem pewnie, ignorując nieco oburzone spojrzenie Mai i posłusznie obejmując drobną dziewczynę, uśmiechnąłem się do obiektywu. Tyle, że za nią przybiegła grupka nieco starszych koleżanek i rozmowa z nimi zajęła odrobinę dłużej niż planowałem. W końcu znalazłem się na miejscu kierowcy, pragnąc jak najszybciej opuścić parking. Byłem już po prostu zmęczony. Maia się nie odezwała. Nadal. Ale kiedy przejeżdżaliśmy koło spotkanych wcześniej dziewczyn i fotografa szatynka podniosła dłoń ze środkowym palcem uniesionym do góry. Posłała wszystkim złośliwy uśmiech i znowu spojrzała na przednią szybę. Lisa. Lisa niewątpliwie zachowałaby się tak samo. Miałem dosyć. Serdecznie dosyć tych jej humorków i tego, że nie może pogodzić się z rozwojem mojej kariery, zaznaczając przy tym, że Lisa jest dla niej kimś w rodzaju mentorki. Zatrzymałem się pod białym domem, zaciskając zęby.
- Idź już, Maia– rzuciłem krótko, ale kobieta ani drgnęła.
- Nie wchodzisz? – zapytała zdziwiona, a ja zaśmiałem się bezgłośnie.
- Cóż, nie mam siły użerać się z twoją przyjaciółką. Poza tym, chciałbym, żebyś przyjęła do wiadomości, że z nami koniec – powiedziałem pewnie, obserwując szok i gniew malujący się na twarzy mojej towarzyszki. – Nie wiń mnie. Próbowałem, jak sama zauważyłaś, wszystko naprawić, ale to jak się zachowujesz jest nie do przyjęcia. Mała kopia Lisy. Nie chcę takiej dziewczyny. Już po prostu do siebie nie pasujemy – wyjaśniłem spokojnie, ignorując łzy, które zebrały się w oczach szatynki.
- Cóż, ja uważam inaczej – odezwała się drżącym głosem. – Ale skoro tak zdecydowałeś, to wracaj do swojej Laury– dodała i czym prędzej wysiadła z auta, trzaskając drzwiami.
- Maia do cholery! – krzyknąłem z poirytowaniem, ale nie zawróciła. Wbiegła do domu, nawet się nie odwracając. Ukryłem twarz w dłoniach, kręcąc głową niedowierzająco. A potem po kilku minutach ruszyłem z podjazdu, próbując pozbyć się poczucia winy i pocieszając, że dzięki temu, co zrobiłem przynajmniej nie będę musiał oglądać Alissy Woodland po raz kolejny.

Lot miał przebiegnąć szybko i bezboleśnie. Siedziałem na fotelu – zwyczajowo obok Caluma– bez zainteresowania śledząc widoki za oknem. W głowie miałem mętlik. Nie wiedziałem czy żałować tego, co wczoraj zrobiłem czy może cieszyć się odzyskaną wolnością. Co jakiś czas zerkałem na Laurę siedzącą niedaleko i w ramach odskoczni zastanawiałem się nad tym co Calum przekazał mi dwa dni temu. Musiałem mu to przyznać. Była piękna.
- Przepraszam – usłyszałem nad głową i uniosłem wzrok. W reakcji na kobietę, którą miałem przed sobą  zamarłem. -  O, to ty Ross. Coś mi się właśnie zdawało, że widzę znajomą twarz – szepnęła Lisa, chichocząc niepokojąco.
- Co tu robisz? – zapytałem osłupiały, ale zielonooka wzruszyła ramionami, ukradkiem przyglądając się pannie Marano i układając usta w grymas.
- Myślę, że wiesz – odparła. – Muszę pomścić moją przyjaciółkę – szepnęła z zadowoleniem, powoli oddalając się ode mnie. Opadłem na siedzenie, wzdychając głęboko i pozostając w głębokim szoku. To musiał być koszmar. Lisa nie mogła lecieć za mną do Miami . Z drugiej strony, wiedziałem, że była do tego zdolna.
- Kto to? – spytał Paul z nutą ciekawości w głosie.
- Kłopoty – odparłem krótko.
~~~~
No to drugi ;3 Następny dodam jutro lub pojutrze ;))

CZYTASZ=KOMENTUJESZ=MOTYWUJESZ

Miśkaa^.^

Rozdział 7

- Zdajecie sobie sprawę, że jesteśmy nieco do tyłu z materiałem? No właśnie, więc powtarzam żadnych niepotrzebnych atrakcji. Nie mamy na to czasu – powiedział Kevin, a wszyscy obecni uśmiechnęli się zdawkowo. Znajdowaliśmy się w samolocie zmierzającym prosto do centrum Los Angeles, gdzie czekała nas sesja promująca serial. Małymi kroczkami zbliżał się koniec pierwszej połowy sezonu i tym samym upragniona przerwa świąteczna. Ale na to co przede mną będę musiał poczekać. Machałem telefonem pokładowym, który aktualnie był ustawiony na tryb głośnomówiący, zastanawiając się jak bardzo Kevin musi być podirytowany, że sesja wypadła akurat w tym tygodniu. – Chcę was również poinformować, że kiedy wrócicie czeka was współpraca z Richardem Whitenem.*
- Kojarzę go – powiedziała Raini, odwracając się do mnie i spoglądając w stronę moją i Rossa przez szparę między siedzeniami. – Tylko nie mam pojęcia z kąt – zamyśliła się, a Laura siedząca obok blondynki zachichotała.- No dobrze, moje dzieci. Bawcie się i pozwólcie mi dalej pisać scenariusz. Heath przesyła pozdrowienia – rozległ się głos Kevina.
- Nawzajem. Do zobaczenia – odparłem kończąc połączenie i oddając aparat przechodzącej akurat stewardessie. Wszyscy wrócili do swoich zajęć. Raini zajęła się rozmową z Laurą, a po przeciwnej stronie Michael i Steven wrócili do oglądania jakiegoś filmu. Natomiast Kat* i Sara zajęły swoje miejsca, kilka metrów dalej, tym samym znikając mi z pola widzenia.
- To aż nie do wiary, że jesteś aż tak cichy – stwierdziłem, zerkając na siedzącego obok Rossa, który obojętnym wzrokiem śledził mijane przez nas chmury. Na dźwięk mojego głosu podniósł zdezorientowane spojrzenie i niedbale machnął ręką, dając mi do zrozumienia, że cokolwiek go trapi nie jest warte mojej uwagi.
- Chyba po prostu nie jestem w nastroju – stwierdził, krzywiąc się nieco.
- A przyczyna? – zagadnąłem, odkręcając butelkę z wodą i biorąc z niej dużego łyka.
- Powiedzmy, że dzisiejszy wieczór nie będzie zbyt miły – westchnął. – Muszę odwiedzić Maię, która jest wściekła jak nigdy. W dodatku nie mam pojęcia co zrobić, żeby nieco ją zmiękczyć. Nie należy do tego rodzaju dziewczyn, które rozpływają się na widok czekoladek czy kwiatów  – dodał, a ja zamyśliłem się na chwilę. Osobiście nie miałem takich problemów. Torrey była uosobieniem spokoju i kiedy wybuchała, musiała mieć ku temu dobry powód.
- Cóż, sytuacja nie brzmi dobrze – podsumowałem ze współczuciem. Ross westchnął ponownie, pocierając skronie i marszcząc czoło.
- Może jakoś się uda, o ile nie spotkała się jeszcze z Lisą* – mruknął naburmuszony. – To jej przyjaciółka, która jest dosyć…specyficzna – wyjaśnił, widząc moje pytające spojrzenie. – W każdym razie nie przepadamy za sobą, chociaż to określenie jest zdecydowanie wielkim niedomówieniem.
- Tak z ciekawości – dlaczego z nią jesteś? – zapytałem, uśmiechając się lekko. – Oczywiście wiem, że taka rozmowa powinna się odbywać na jakieś imprezie po kilku kieliszkach dobrej wódki, ale chyba będziemy musieli przetrwać bez tego – Ross zaśmiał się lekko, wzruszając ramionami.
- Jako że staliśmy się już najlepszymi przyjaciółkami*, zdolnymi do zwierzeń, to przyznam ci się, Calum, że jest to dosyć skomplikowana sprawa. I obiecuję do tego wrócić, tak jak powiedziałeś podczas któreś z imprez.
- Och, daj spokój. Chociaż jakaś wskazówka. Zaspokój mój głód ciekawości– powiedziałem błagalnie.
- Po prostu – stwierdził niepewnie – Kiedyś była nieco inna. Urocza. Natomiast ostatnie wydarzenia należą zdecydowanie do ery nowej Mai– skrzywił się.
- A co myślisz o Laurze? – szepnąłem, pochylając się bliżej tak, by szatynka siedząca przed nami nie zdołała nic dosłyszeć i próbując ukryć chytry uśmiech wkradający się na moje usta. – Te oczy – podszepnąłem, porównując się w duchu do małego diabełka siedzącego na ramieniu głównego bohatera w większości kreskówek, kiedy tylko dochodziło do podjęcia jakieś znaczącej decyzji. Blondyn ściągnął brwi, spoglądając na mnie niepewnym wzrokiem.
- Chyba masz dziewczynę – zauważył, a ja wzruszyłem ramionami.
- Tak tylko mówię, jako że twój związek wisi na włosku – odpowiedziałem, kiedy w głośnikach rozległ się głos pilota z informacją o lądowaniu.

- Nie chcę tam wejść – szepnęłam do Laury, kiedy stanęłyśmy pod drzwiami studia. Kat, Sara i chłopaki weszli przed nami. Ja natomiast nie potrafiłam się zdobyć na dobrowolne przekroczenie progu. Szatynka westchnęła głęboko.
- I tak będziesz musiała to zrobić. Prędzej czy później, więc chodź i nie bój się. Jakby co jestem w pogotowiu – szepnęła pocieszająco, ciągnąc mnie za sobą.
- Wiesz czego najbardziej się obawiam? – zapytałam, ale dziewczyna pokręciła głową. – Że to Stevenowi da nauczkę, kiedy tylko go zobaczy – szepnęłam z przestrachem. Laura znała prawdę. Dowiedziała się o wszystkim niedawno i żałowałam, że to ja sama jej o tym nie opowiedziałam. Jednak kiedy tylko zaczęła pytać, przestałam się kryć. Stała się dla mnie przyjaciółką w bardzo krótkim czasie. Przemierzałyśmy białe korytarze w dosyć szybkim tempie. Byłam tu już nie raz. Tyler uwielbiał spędzać w tym studiu czas. Pracować nad zdjęciami, przerabiać je i przebywać w towarzystwie współpracowników. A właściwie to współpracowniczek. Pokierowałam Laurę w stronę pokoju makijażystek i weszłam do środka, nawet nie myśląc o pukaniu.
- Raini– powiedziała szatynka ze zjadliwym uśmiechem. Znała mnie, a ja od jakiegoś czasu wiedziałam, że stara się zwrócić na siebie uwagę Tylera. Sytuacja w którą się wpakowałam musiała jej bardzo odpowiadać.
- Cześć Kelly – odparłam na pozór spokojnie, mierząc ja wzrokiem. Przez twarz o ciemnej karnacji, po bardzo zwyczajne ubranie, aż do samych stóp. Zatrzymałam się nieco dłużej na fioletowych okularach spoczywających na jej nosie. Nie pasowały jej, ogólnie nie była w stylu Tylera. Na całe szczęście, make up’em i doborem mojego stroju zajęła się jedna z koleżanek Kelly, ona sama natomiast udała się do sąsiedniego pokoju, gdzie jak przypuszczałam skierowali się nasi kochani koledzy. Razem ze Stevenem. Przełknęłam ślinę, zakładając na siebie niebieską sukienkę i wracając na stare miejsce, a potem pozwalając rudowłosej kobiecie zająć się moimi włosami.
Wszystko zajęło w sumie około dwóch godzin. A potem z trzęsącymi dłońmi wkroczyłam do sali, w której zwykle urzędował Tyler. Wnętrze bardzo często się zmieniało. Tak samo jak rekwizyty. Tym razem na środku stało kilka krzeseł i kanapa, białe płótno zastąpił obraz przedstawiający sklep Sonic Boom. Kilka metrów dalej stał skórzany fotel, a na stole obok leżał aparat, któremu towarzystwa dotrzymywały różnego rodzaju obiektywy. Drzwi znajdujące się naprzeciw otworzyły się z hukiem, a do środka wkroczył dwudziestoczteroletni mężczyzna o krótkich czarnych włosach i kilkudniowym zaroście. Na sobie jak zwykle miał jedne z licznych par spranych jeansów i szarą koszulę, której trzy górne guziki nie zostały zapięte. Na szyi zwyczajowo nosił srebrny łańcuszek. Tyler, nie zauważając mojej obecności, leniwie podszedł do stołu, zabierając z niego aparat i zmieniając obiektyw. Potem z kieszeni wyjął rozpoczętego już batona i wziął do ust ostatni kęs, gniotąc papierek i zostawiając go na drewnianym blacie. Wszystkie te czynności były tak bardzo znajome i zwykle wywołałyby na mojej twarzy uśmiech, ale teraz poczułam w sercu żal i strach. Nadal żałowałam tego, co się stało i ostatnim na co miałam ochotę było powiedzenie Tylerowi i całej mojej dotychczasowej rzeczywistości ‚żegnajcie’. Ale w takim razie co będzie ze Stevenem? W tej samej chwili Laura stanęła obok mnie, w swojej fioletowej sukience, która ledwo sięgała kolan. Niestety jej obcasy wydały charakterystyczny stukot, sprawiając że Tyler podniósł na nas spojrzenie i zamarł. Z daleka dostrzegłam jak zaciska szczękę i jak mocniej ściska aparat. Był niesamowicie porywczy i wiedziałam jak bardzo musi być wściekły. Nie tolerował zdrady, nawet w postaci zwykłego pocałunku, chociaż byłam pewna, że nie raz zdarzyło mu się coś podobnego, jeśli nie coś więcej, podczas pracy z modelkami.
- Zapraszam, drogie panie – zawołał, nieco oschle, wskazując na krzesła, a ja spuściłam wzrok i posłusznie ruszyłam w ich stronę. Reszta towarzystwa szybko do nas dołączyła i nim się obejrzałam Tyler pokierował wszystkimi, jednocześnie wprawiając w życie swoją wizję tej sesji.
- Nie tak – syknął zirytowany po kilku minutach, opuszczając aparat i podchodząc do mnie pewnym krokiem. Delikatnie podniósł moją dłoń i ułożył ją na kolanie, mrużąc oczy, ale nie obdarzając mnie nawet spojrzeniem. Wiedziałam co robi. Starał się schować gniew do kieszeni i pamiętać, że jest w pracy, jednocześnie odkładając nasze porachunki na później. – Musisz patrzeć się w tę stronę – wskazał punkt na ścianie za sobą i ponownie odwrócił się przodem. – Zuchwale i z wyższością – dodał nieco obojętnie, cofając się kilka kroków. Zrobiłam jak kazał. Jednak to był jedyny raz, kiedy się do mnie odezwał. Następne wskazówki kierował do wszystkich, albo do każdego z moich przyjaciół osobno. Mnie ignorował.
- Chyba czas na przerwę – stwierdził po dobrej godzinie, wzdychając głęboko. – Dobra robota – rzucił jeszcze, siadając w swoim fotelu. Wszyscy zaczęli się wycofywać. A ja mimo zachęcana przez Laurę, ruszyłam w stronę Tylera, przygryzając dolną wargę.
- Nawet się nie przywitałeś – zaczęłam nieśmiało, kiedy zostaliśmy całkowicie sami.
- Najwidoczniej, uznałem to za zbędne – rzucił obojętnie, oglądając zdjęcia i nie podnosząc na mnie wzroku.
- Tyler – zaczęłam, ale szybko mi przerwał.
- Daruj sobie, Raini. Nie chcę twoich wyjaśnień – uciął oschle.
- Byłam pijana – zaczęłam, ignorując jego wypowiedź i sprawiając, że w końcu spojrzał na mnie nieco rozbawiony.
- I to cię usprawiedliwia? – zakpił, wywołując u mnie pozycję bojową. Taka byłam od zawsze i teraz instynktownie przeszłam z obrony do ataku.
- Och, nie skądże, jestem winna, bo całowałam się z kolegą z pracy. Tylko, że tobie takie sytuacje zdarzały się niezliczoną ilość razy, a ja jak głupia to ignorowałam – uniosłam głos, a Tyler wstał. Był ode mnie wyższy i to sporo. Chociaż obcasy dodawały mi kilka centymetrów, to i tak musiałam zadrzeć głowę, żeby spojrzeć chłopakowi w oczy.
- To co innego – syknął.
- To to samo – odpyskowałam.
- Kochanie, ciebie przyłapali. Mogłaś popsuć nie tylko swój, ale i mój wizerunek – wyjaśnił, uspokajając się nieco.
- Więc chodziło ci tylko o wizerunek? Jesteś ze mną dla wizerunku? – zapytałam nieco piskliwie, a w moich oczach mimowolnie zebrała się słona ciecz.
- Nie – zaprzeczył szybko, nieco zirytowany, a jego rysy całkowicie złagodniały. – To po prostu mogło się nam obojgu nie przysłużyć. Nie mam ci tego za złe, po prostu jestem cholernie zazdrosny i odrobinę zły – szepnął, podchodząc bliżej i łapiąc mnie za ręce.
- To dlaczego powiedziałeś tym reporterom… – zaczęłam, ale przerwałam, czując, że Tyler zaśmiał się cicho.
- Jesteś w tej branży tyle lat i jeszcze nie nauczyłaś się, żeby nie wierzyć plotkom i nie czytać tych durnych stron? Z nikim nie rozmawiałem – zapewnił mnie, a ja zamknęłam oczy, wtulając się w niego mocno.
- Boże, jaka jestem głupia – szepnęłam, a Tyler pogładził mnie po włosach. Nie potrafiłam go zostawić. Nawet jeśli jeszcze niedawno słowa Stevena, o tym, że mój chłopak mnie olał wydawały się prawdziwe, teraz do mnie nie trafiały. Nie kiedy ten sam chłopak, przytulał mnie do siebie, a potem składał pocałunki na moich ustach.

- Steven, mógłbyś zostać na chwilę? Chodzi o zdjęcia – zawołałem, na tyle głośno, żeby Raini była w stanie to usłyszeć. Właśnie skończyliśmy i dziewczyna udała się do garderoby, posyłając mi przed tym delikatny uśmiech. Ciemnowłosy  podszedł do mnie pewnym krokiem, a ja korzystając z okazji i chwili jego nieuwagi, zamachnąłem się celując pięść prosto w szczękę chłopaka. Upadł na ziemię, ale szybko otrząsnął się i wstał, bardzo chętny do kontynuowania bójki, jednak zwinnie uchyliłem się przed jego ciosem, a potem złapałem za kołnierz jego koszuli i przycisnąłem go do ściany.
- Radzę ci darować sobie podchody i zostawić Raini w spokoju, bo o ile mi wiadomo, nadal jest zajęta – warknąłem. Nim zdążył odpowiedzieć znowu  wylądował na ziemi.
- Gdybym tylko chciał, mogłaby cię rzucić – wychrypiał z trudem, a ja pokręciłem głową z dezaprobatą.
- Zła odpowiedź, kochasiu – rzuciłem, podchodząc do niego i z całej szyi kopiąc w brzuch. Steven skulił się, a ja chwyciłem aparat i opuściłem pomieszczenie.

*chciałabym przypomnieć – Lisa jest oczywiście postacią fikcyjną ;p
*Matt Devis oczywiście nie występuje w naszym serialu, ale mam co do niego pewne plany ^^
*nie nie ma tu błędu – pisze to całkowicie świadomie ;p
~~~~
No więc jeden jest :) Mam nadzieję, że się podoba ;p

Przepraszam!

Tak tak. Rozdział miał być zdecydowanie wcześniej -.- ale jak wróciłam znad morza to musiałam się pakować bo znowu jechałam za granicę, a w między czasie mój laptop był zepsuty :/ Więc w ramach wynagrodzenia dodam 2 może 3 rozdziały ;))
I jeszcze raz strasznie przepraszam :C

Miśkaa^.^

środa, 2 lipca 2014

Rozdział 6

Otworzyłem oczy ze zdezorientowaniem rozglądając się po pokoju i ściągając brwi. Wnętrze było znajome, a Laura, która leżała na mojej klatce piersiowej dała mi nieco do myślenia. To był jej pokój, a ja powoli zaczynałem sobie przypominać jak się tu znalazłem i co powiedziała mi szatynka o Mai. Przecież ona wcale nie była taka zła. Jednak nie zastanawiałem się nad tym długo, bo drzwi otworzyły się na oścież i do środka wparowała wspomniana wcześniej dziewczyna z fałszywym uśmiechem na ustach.
- Wyglądacie razem tak słodko! – krzyknęła udając zachwyt i wkładając w to zdanie tyle ukrytego jadu, ile tylko się dało. Zmrużyłem oczy, spoglądając na niczego nieświadomą Laurę i starając się ją delikatnie przesunąć.
- Byłaś tu wcześniej? – zapytałem niewinnie, a Maia prychnęła zaprzestając swojego małego pokazu.
- Próbuję cię obudzić od dobrych kilku godzin, ale ani drgnąłeś. A i wiesz, gdzie teraz powinnam być? Na lotnisku, a za pół godziny w samolocie i w drodze do Los Angeles. A ty i Laura– powiedziała, krzywiąc się. – W pracy. Nie zliczę ile razy dzwonił twój telefon.
- I nie odebrałaś? – syknąłem z wyrzutem, podrywając się do góry, budząc przy tym brunetkę, która jęknęła cicho i podniosła na mnie zaspane spojrzenie.
- Nie ruszam tego, co nie należy do mnie – odparła, opierając się o framugę drzwi. – Mam nadzieję, że mnie odwieziesz – dodała, a ja posłałem jej tylko przepraszające spojrzenie. – Nie odwieziesz?
- Zaraz muszę być na planie. Weźmiesz taksówkę – rzuciłem w odpowiedzi, lekko potrząsając Laurą.
- Co się dzieje? – zapytała półprzytomna, obserwując mnie błędnym wzrokiem.
- Musimy jechać do pracy, szybko – powiedziałem, a dziewczyna tylko westchnęła.
- Nie mam siły – powiedziała ze smutkiem, a ja mimowolnie zaśmiałem się na widok jej naburmuszonej miny. Co na pewno nie spodobało się Mai. Opuściła pokój bez słowa, a potem usłyszałem tylko trzask drzwi frontowych. Później znajdę czas na przepraszanie jej czy wynagrodzenie tego, co się stało. Załatwię to wszystko za jednym zamachem, kiedy tylko za kilka dni sam polecę do LA.
- Wstawaj, śpiochu – ponagliłem Laurę , sam chwytając telefon, sprawdzając nieodebrane połączenia i ruszając do łazienki w celu szybkiego odświeżenia się.

Wszyscy już wiedzieli. Wystarczyło kilka godzin, żeby zdjęcia obiegły internet. Nie byłam w stanie pracować. Teraz, kiedy już wytrzeźwiałam, czułam się okropnie. Na moje szczęście były kręcone tylko te sceny w których udziału nie brali Ross i Laura. Oboje byli nieobecni, a ja jako że zazwyczaj kręciłam ujęcia z szatynką, siedziałam w swojej garderobie, przykładając do głowy butelkę wody. Jak mogłam być aż taka głupia? Tyler mi tego nie wybaczy. Steven też miał dziewczynę, więc nie było szans na jakikolwiek udany związek i wymówki o miłości. To był impuls, nic nie znaczący pocałunek. Tylko jak to wytłumaczę? Zaklęłam głośno, rzucając plastikową butelką o ścianę i chowając twarz w dłoniach. Bałam się nawet myśleć o tym, co niedługo się wydarzy. Moja reputacja została wystawiona na próbę, a świadomość, że Tyler niedługo się dowie, była nie do zniesienia.

- Przepraszam, przepraszam. Tak strasznie przepraszam! – krzyknęłam, nieco zdyszana wbiegając na plan i trafiając akurat na przerwę. Heath obrócił się w moją stronę ze zdziwioną miną. Nie był zły. Nigdy się nie złościł. Potrafił zrozumieć wszystko i wszystkich. To Kevina obawiałam się bardziej. Mimo swojego poczucia humoru, był trochę jak surowy ojciec, którego wybuchu bała się większość naszej filmowej rodziny.
- Nigdy więcej nie będę z nią przebywał w jednym pomieszczeniu, kiedy jest po kilku kieliszkach – usłyszałam głos Caluma, który pojawił się znikąd, ratując mnie i Rossa przed piorunującym spojrzeniem naszego szefa. – A Torrey tym bardziej. Ledwo zwlekła się z łóżka. Jesteś po prostu nieobliczalna – rzucił, a ja uśmiechnęłam się pod nosem.
- Rozumiem, że wczoraj była impreza, ale nie radziłbym następnym razem doprowadzać się do takiego stanu, jeśli na następny dzień mamy kręcić – rzucił tylko Kopelow, odchodząc nieco dalej.
- Nie przejmuj się, szybko mu przejdzie – dorzucił Heath po chwili, uśmiechając się ciepło i ruszając w ślady Kevina. Odetchnęłam z ulgą, spoglądając na Rossa z satysfakcją.
- Widzisz? Nic się nie stało – powiedziałam, a blondyn pokręcił głową z dezaprobatą.
- I tak tak zgadzam się z Calumem. Módlmy się, żebyś nigdy więcej nie doprowadziła się do takiego stanu – zaśmiał się. -  I żebyśmy nigdy więcej nie skończyli w jednym łóżku, tak jak wieczorem – mruknął już ciszej i nieco innym tonem, a potem odszedł, ciągnąc Worthy'ego za sobą. Zmarszczyłam czoło, spoglądając za nim zdziwionym wzrokiem i starając się przypomnieć sobie, co takiego mogło skłonić go do powiedzenia czegoś takiego. Przecież nic tak naprawdę się nie stało. Ale chwilę potem moją twarz przyozdobiło całkowite zrozumienie. Maia. Musiała nas widzieć i musieli się pokłócić. A do tego, zdaje się, że powiedziałam mu, że bardzo cieszę się z jej wyjazdu. Idiotka ze mnie. Nie dziwne, że jest odrobinę zły. W końcu tak czy inaczej, to przecież jego dziewczyna. 
-Laura ! – wykrzyknęła Sara Snow, podbiegając do mnie i rzucając się na szyję. Obrzuciłam ją zdezorientowanym wzrokiem i uświadomiłam sobie, że przecież była nieobecna przez ostatnie kilka dni, a wczoraj, kiedy pojawiła się na przyjęciu, nawet się z nią nie przywitałam.
- Jak się czujesz? – zapytałam, wiedząc, że jej zniknięcie spowodowane było krótko trwającym, ale nieco poważniejszym, jak sama to nazywała, przeziębieniem. Nie znałam szczegółów, wiedziałam tylko, że omal nie nabawiła się zapalenia płuc.
- O wiele lepiej – odparła wesoło. – O, i miałam ci przekazać, że jutro dostaniesz już nowy scenariusz. Z  tego, co mi wiadomo ktoś dołącza do obsady.
- Wiadomo kto? – zapytałam zaciekawiona, ale tylko wzruszyła ramionami.
- Nie mam pojęcia. Chyba będziemy miały niespodziankę – uśmiechnęła się tajemniczo, ale wyszedł z tego, tylko zabawny grymas.
- Co z lekcjami stepowania? – zapytałam, próbując ukryć uśmiech, a blondynka zaśmiał się lekko.
- Myślałam, że zapomniałaś. A tu proszę, miłe zaskoczenie – odpowiedziała, wyraźnie ożywiona. – Zaczynamy, kiedy tylko będziesz miała chwilę – zadecydowała, kiedy Willa, jedna z charakteryzatorek i zarazem stylistek, pomachała do mnie energicznie, przywołując mnie do siebie. Przeprosiłam Sarę i jak najszybciej udałam się w jej stronę.

Włączyłam laptopa, nadal korzystając ze swojej przedłużającej się przerwy i mimowolnie wpisałam adres pierwszej lepszej strony, która jako jedna z wielu, utrzymywała się z rozsiewania plotek. Ale ostatni post, jaki zobaczyłam wcale nią nie był. Na ekranie widniały zdjęcia moje i Stevena oraz dosyć spory artykuł poświęcony wczorajszemu wydarzeniu. Oczywiście pomijając fakt, że połowa okazała się nieprawdą, to moją uwagę przykuły nie tyle sprawdzone informację, co dopisek niemal na samym końcu tekstu.

Pocałunki mogły wydawać się niewinne, ale co na to chłopak panny Rodriguez czy dziewczyna Smitha.
- Po prostu mnie zdradziła. Nie ma o czum mówić – powiedział naszemu redaktorowi Tyler Shields z samego rana. Czy znany fotograf i wieloletni chłopak Raini poczuł się zraniony? I czy ich związek przetrwa? A co stanie się z Stevenem i Chelsea Staub , kiedy dziewczyna w końcu dowie się o wczorajszych wydarzeniach? Na te i wiele innych pytań nasi ludzie szukają odpowiedzi. Śledźcie  stronę, aby dowiedzieć się więcej.
Zatrzasnęłam komputer, ze złością zrzucając go na podłogę. Akurat średnio interesowało mnie czy go uszkodzę. Miałam ważniejsze rzeczy na głowie. Nawet nie wiedziałam, co mam teraz zrobić. Porozmawiać z dziennikarzami? Głupi pomysł. Z Tylerem ze swojej inicjatywy? Chyba jeszcze gorszy. Wstałam i ze zrezygnowaniem ruszyłam w stronę garderoby Stevena. Zapukałam cicho i uchyliłam drzwi. Ciemnowłosy siedział przy biurku z zainteresowaniem śledząc kolejne linijki scenariusza. Po chwili podniósł wzrok, uśmiechając się szeroko.
- Cześć – przywitał się, a ja przysiadałam na krześle stojącym nieopodal.
- Przyszłam, bo tak właściwie nie wiem, co mam zrobić – rzuciłam bez namysłu, a chłopak zmarszczył czoło.
- O co dokładnie chodzi? – zapytał zdezorientowany i tym razem to ja odpowiedziałam zdziwieniem.
- Włączałeś dzisiaj komputer? – spytałam zaciekawiona, ale zaprzeczył. – Przecież w internecie roi się od naszych zdjęć! – wykrzyknęłam, widząc jego obojętność. – Naprawdę się nie przejmujesz?
- Nie – odparł wesoło. – A wiesz dlaczego? Bo wcale nie żałuję tego, co się stało.
- Ale przecież masz dziewczynę – szepnęłam, będąc w ciężkim szoku. – Przecież… Jak to nie żałujesz do cholery?- jęknęłam zrezygnowana.
- Ty żałujesz?
- Oczywiście. Mój związek się wali, prasa już dopadła Tylera. On już wie – powiedziałam z przejęciem.
- Olał cię, a ty jeszcze się nim przejmujesz? Jestem w stanie się założyć, że nawet nie zjawi się tutaj, żeby cokolwiek wyjaśnić. Pewnie nawet nie zadzwonił – powiedział już ciszej, jakby czytając mi w myślach. – Przykro mi, że muszę to powiedzieć, Raini, ale wygląda na to, że wcale nie jesteś dla niego ważna. Był z tobą, bo było mu tak wygodnie – dodał, a ja oparłam się o ścianę, przymykając oczy. Miał rację. Ten głupek, który stał przede mną miał rację. 
- Tylko ci się wydaje – mruknęłam słabym głosem, próbując powstrzymać łzy, cisnące się do oczu i pociągając kilka razy nosem.
- Naprawdę mi przykro, słonko – rzucił w odpowiedzi i nie czekając na przyzwolenie, przytulił mnie.
- A co z Chelsea? – wyszeptałam, a chłopak wzruszył ramionami.
- Jakoś sobie poradzę – odpowiedział, gładząc mnie po włosach.

- Ach, Laura– usłyszałam Caluma, kiedy właśnie zakładałam na siebie bluzkę, którą dała mi Willa. Przewróciłam oczami, odwracając się w jego stronę.
- Naprawdę masz wyczucie czasu – rzuciłam w odpowiedzi, patrząc jak siada w fotelu. Jedynym fotelu, znajdującym się w mojej garderobie i z zainteresowaniem przygląda się tablicy zajmującej pół przeciwległej ściany. Wszyscy uwielbiali pisać na niej wiadomości skierowane do mnie, czy po prostu składać na niej swoje autografy, kiedy tylko chociaż na moment opuściłam garderobę.
- Po co właściwie przyszedłeś? – spytałam zaciekawiona, zmieniając spodnie i wcale nie przejmując się obecnością Caluma. W końcu byłam tak jakby u siebie.
- Przyszedłem wyjaśnić jedną rzecz – odparł tajemniczo. – Wiesz, kiedy byłaś pijana, Torrey wspominała coś o tym, że wpadłem ci w oko – powiedział, a ja uśmiechnęłam się lekko. – Nie śmiej się, po prostu nie chce, żeby wyszło z tego jakieś nieporozumienie.
- Nie twierdzę, że nie jesteś przystojny, wręcz przeciwnie i popieram twoją dziewczynę w stwierdzeniu, jaki jesteś zajebisty. Ale to nie serial, tylko rzeczywistość. Nie mam zamiaru odbijać chłopaka własnej siostrze -  odpowiedziałam z uśmiechem. Wróciły już do mnie wszystkie wspomnienia z wczoraj, w tym również związanie się siostrzanymi relacjami z Torrey. Jeśli natomiast chodzi o ból głowy, to na szczęście, zmniejszał się z każdą minutą.
- Cieszę się – odparł, jakby z ulgą. – Bo wiesz mam nadzieję, że twoja siostra zostanie ze mną na dłużej – posłał mi uśmiech wstając.
- Jak długo?
- Bardzo długo.
- A czy ja przypadkiem nie wpadłam ci w oko? – zaśmiałam się cicho. – W końcu niewiele brakuje mi do Torrey. Jesteśmy podobne – rzuciłam dla rozluźnienia atmosfery.
- Nie twierdzę, że nie jesteś z moim guście – zaczął, przedrzeźniając mnie. – Nie tak na serio, to myślę, że zwróciłaś się do niewłaściwego chłopaka – dodał tajemniczo.
- O co ci chodzi? – krzyknęłam zaciekawiona, kiedy już przekraczał próg drzwi.
- Myślę, że wiesz – stwierdził, mrużąc oczy. – Ross.
- Ross ma dziewczynę – odpowiedziałam, z miejsca robiąc się nieco przygnębiona.
- Co nie znaczy, że nie zwraca uwagi na inne, które są bardziej godne jego uwagi – powiedział, znacząco zerkając na mnie, uśmiechając się lekko, a potem opuszczając pomieszczenie. 
~~~~~
Hej! Nudziło mi się więc coś tam nabazgrałam. Mam nadzieję że się podoba ;) Dzisiaj wyjeżdżam więc i wrócę za 10/11 dni i nie bd notki :)
Miśkaa^.^

Rozdział 5

Razem z Raini podjechałyśmy pod jeden z ekskluzywnych barów, gdzie miała odbyć się impreza. Dziewczyna musiała nieźle się natrudzić, żeby znaleźć miejsce dla swojego samochodu, a niemały tłumik stający przed wejściem wcale tego nie ułatwiał. Wysiadłyśmy i jakimś cudem przecisnęłyśmy się do środka, rozdając po drodze autografy i korzystając z niewielkiej pomocy ochrony stojącej przy wejściu. W środku impreza trwała już tak naprawdę w najlepsze. Zauważyłam kilka znajomych mi twarzy, a reszta obecnych jak sądziłam była osobami towarzyszącymi. W tle oczywiście grał jakiś wynajęty zespół, ale nie wyglądało na to, żeby ktoś był już na tyle pijany, żeby wyjść na parkiet. Stanęłam na palcach i rozejrzałam się dookoła. Heath i Kevin zajmowali jeden ze stolików stojących na podwyższeniu. Gdzieś obok mignęła mi dziewczyna grająca tancerkę ale po Calumie i Rossie nie było śladu.
- I co dalej? – szepnęłam do Raini, a brunetka wzruszyła ramionami przyglądając się różnokolorowym lampionom zawieszonym tuż pod sufitem.
- Bawimy się – odparła, patrząc na mnie z uśmiechem. – Wiesz, to życie, cieszmy się nim. Steven!– krzyknęła nagle podbiegając do odtwórcy roli tancerza i łapiąc go za ramię. – Z kim przyszedłeś?
- Z nikim – wzruszył ramionami. – Moja dziewczyna jest zajęta – dodał po chwili zamyślenia.
- Cudownie! – wykrzyknęła Raini. – Będę miała z kim pić, bo wiesz nie lubię sama, a nie jestem pewna czy Laura byłaby w stanie powstrzymać mnie od głupot, jeśli byłybyśmy tak samo wstawione – stwierdziła, rzucając mi rozbawione spojrzenie i ciągnąc chłopaka w stronę baru.

- Czy to nie Laura? – zapytała Maia jadowicie, spoglądając w stronę wejścia. Odwróciłem się, palcami nadal wystukując rytm na blacie baru, a kontem oka obserwując Raini i Stevena siadających nieopodal.
- Uspokój się – westchnąłem bezsilnie, biorąc do ręki szklankę z alkoholem podaną przez barmana. Szatynka wzruszyła obojętnie ramionami, zabierając mi naczynie i upijając kilka łyków.
- Tylko mówię – stwierdziła, odwracając wzrok.
-Ross ! – usłyszałem znajmy głos i z uśmiechem wyszedłem naprzeciw Caluma, który zmierzał w moją stronę z uroczą brunetką u boku. Dziewczyna była naprawdę drobniutka, ale to zdecydowanie dodawało jej uroku.
- Miło cię tu widzieć – stwierdziłem. – A twoja ‚walentynka’ to? – uniosłem pytająco brwi, a ciemnowłosa uśmiechnęła się lekko wyciągając rękę.
- Torrey DeVitto– przedstawiła się, a ja uścisnąłem jej dłoń.
- Ross, a to jest… – zacząłem rozglądając się za swoją dziewczyną, ale okazało się, że stała tuż przy mnie.
- Maia – dokończyła posyłając wszystkim swój firmowy, nieco sztuczny uśmiech.
- Hej, królewno – krzyknąłem w stronę przechodzącej obok nas Laury, która odwróciła się niechętnie. – Zamierzasz nas ignorować? – spytałem, a szatynka założyła ręce na piersi, podchodząc odrobinę bliżej.
- Kiedy przyjdzie mi do głowy plan na szatańską zemstę, wtedy prawdopodobnie zacznę się do was zbliżać i gasić waszą czujność – zakończyła szeptem, wywołując cichy śmiech rudzielca. – Laura– przedstawia się podchodząc do Torrey i uśmiechając się ciepło.
- Co jej zrobiłeś? – zapytała DeVitto, spoglądając na Caluma, a on sam tylko wzruszył ramionami.
- Przestawili mi samochód – wyjaśniła Marano wywracając oczami, a Torrey ze zrozumieniem pokiwała głową.
- Napijesz się ze mną? – zapytała brunetka po chwili milczenia, a Laura skinęła głową.
- Czemu nie? – odpowiedziała podążając za nowo poznaną koleżanką i zostawiając nas w tyle.

- Nie wydaje się sympatyczna – stwierdziła Torrey kilka godzin później, kręcąc się na obrotowym, czerwonym fotelu ze szklanką alkoholu w ręce.
- Bo nie jest – odparłam. – Ale nawet nie o to chodzi, jest taka oschła w stosunku do innych. Nie wiem, co Ross w niej widzi. To jak zakochać się w kamieniu – przechyliłam głowę, dolewając sobie szkockiej i wypijając wszystko na raz. – Ty jesteś inna, moja siostro – dodałam, a Torrey zaśmiała się, zatrzymując fotel.
- Dziękuję, siostro, o ile był to komplement – mruknęła w odpowiedzi, dolewając nam alkoholu i zbliżając swoją szklankę do mojego kieliszka, by po chwili rozległ się charakterystyczny dla toastów brzdęk.
- Za siostry – zaśmiała się, podnosząc szklane naczynie do góry.
- Nie sądzisz, że już wystarczy? – usłyszałam Caluma, który nagle pojawił się obok i przysiadł na kanapie koło mnie. – Jutro wylatujesz z samego rana – przypomniał, a brunetka wywróciła oczami.
- Calum, jesteś taki zajebisty, ale tym razem popsułeś mi mój wieczór z siostrą – odpowiedziała z wyrzutem w głosie. – Ale masz racje – dodała z rezygnacją. – Jednak za nim pójdę w siną dal, muszę zdradzić ci sekret. A jako, że jesteś chyba tylko odrobinę mniej wstawiony niż my, miejmy nadzieję, że do jutra o tym zapomnisz – szepnęła, przesiadając się bliżej. – Osobiście myślę, że podobasz się Laurze– zachichotała, a ja spojrzałam na nią osłupiała, chwilę potem wybuchając gromkim śmiechem.
- Co my z tym zrobimy? – zapytałam, udając zmartwienie. – Przecież jesteśmy siostrami, chłopak nie może nas poróżnić – przyłożyłam dłoń do serca spuszczając głowę.
- Pomóż mi, stary – szepnął Calum błagalnie, a ja podniosłam spojrzenie, obserwując rozbawionego Rossa, siadającego naprzeciwko.
- Zabierz Torrey do domu, ja z nią zostanę – wskazał na mnie ręką w której trzymał szklankę z brunatnym płynem. Whisky? – Gdybyś nie miał nic przeciwko Maia pojechałaby z wami. Chce już wyjść – poprosił, a Calum skinął głową, pomagając Torrey wstać. Brunetka zachwiała się, ale po kilku sekundach złapała równowagę. Podeszła do mnie i uścisnęła.
- Będę cię teraz zapraszała na wszystkie imprezy – zaśmiała się, a ja przytaknęłam.
- Nie zawiodę i się zjawię – odparłam, a potem zostałam sama z brunetem. Widziałam jak Calum i Torrey żegnają się z kilkoma osobami i wychodzą. A za nimi kroczy lekko zdenerwowana Maia.

- Co ty chcesz jeszcze wiedzieć? – westchnęłam pochylając się nad swoją szklanką. – Znasz mnie już chyba lepiej niż ja sama. Może piecie z tobą to nie był dobry pomysł? – zastanowiłam się chwile, ale jakoś nie mogłam dojść do jakieś logicznej odpowiedzi na to pytanie. Moje myśli po prostu odmawiały mi posłuszeństwa.
- We mnie jak w studnie – mruknął w odpowiedzi, a ja zmarszczyłam brwi.
- A nie mówi się jak w grób albo otchłań? – spytałam niepewnie, a Steven zaśmiał się lekko.
- Sam nie jestem pewien. Pomyślimy jutro.
- To dobry pomysł.
- Jednej rzeczy nie rozumiem – podjął po chwili. -  Na co dzień wcale nie wydajesz się zrozpaczona tym, że Tyler cię olewa.
- To nie do końca tak, że mnie olewa – westchnęłam, opierając głowę o zimny blat. – Czasami po prostu wydaje mi się, że te przeklęte modeliki są ważniejsze. Dziś na przykład nie przyjechał tylko dlatego, że sam został zaproszony na imprezę organizowaną przez jedną z nich. A ja nie chciałam was tutaj opuszczać. Poza tym byłam z nim ostatnio i tym razem uznałam, że będę mu tylko przeszkadzać – zakończyłam przymykając oczy.
- Czyli, kiedy on olewa ciebie ty olewasz jego? W końcu zawsze niezależnie od sytuacji jesteś okropnie radosna – stwierdził próbując ukryć uśmiech.
- Staram się nim nie przejmować. Nie słyszałeś nigdy, że najsmutniejsi ludzie zawsze są uśmiechnięci? – mruknęłam cicho.
- A więc to tylko przykrywka – stwierdził, rozwiewając swoje wątpliwości.
- Jest mi cholernie duszno – jęknęłam, czując jak muszę się natrudzić, żeby wziąć głęboki wdech.
- Chodź, przewietrzysz się – powiedział szatyn, pomagając mi wstać. Niestety, w połowie drogi potknęłam się i gdyby nie on, wylądowałabym na podłodze. Nie byłam w stanie iść dalej, a oddychało mi się coraz trudniej, więc Steven czym prędzej wziął mnie na ręce, wychodząc na zewnątrz przez tyle wyjście. Delikatnie postawił mnie na ulicy, a ja łapczywie wzięłam kilka głębszych wdechów.
- Boże, dziękuję – szepnęłam z ulgą nadal podtrzymując się ramienia chłopaka. Przymknęłam oczy, ale na nieszczęście straciłam równowagę i przechyliłam się w tym i gdyby nie ściana z pewnością razem z moim towarzyszem wylądowalibyśmy na twardym betonie.
- Wszystko ok? – spytał zaniepokojony, a ja odwróciłam się w jego stronę, tak że nasze twarze dzieliły dosłownie milimetry. Przechyliłam głowę, a potem wszystko wydarzyło się naprawdę bardzo szybko. Steven wpił się w moje usta, przyciągając bliżej siebie. Poczułam jak mimowolnie delikatnie zgniata w dłoni tył mojej niebieskoczarnej sukienki, a później wszystko prysło. Zobaczyłam błysk flesza i charakterystyczny ‚klik’ towarzyszący aparatom, do którego w sumie powinnam przywyknąć mając chłopaka, który praktycznie nie rozstawał się ze swoim sprzętem. Odwróciłam się lekko przerażona, a widok jaki zastałam wcale mnie nie pocieszył. Tuż za ogrodzeniem stał jeden z paparazzich, posyłając mi pobłażliwy uśmiech. Robił kolejne zdjęcia, ale szybko otrząsnęłam się z szoku i pociągnęłam Stevena za rękaw koszuli, którą miał na sobie, wciągając z powrotem do baru i zatrzaskując za sobą drzwi.

- Nie chce jechać do domu – jęczałam, kiedy Ross siłą próbował wepchnąć mnie do taksówki i zabrać piwo, które miałam przy sobie.
- Wiesz, to niedobrze mieszać alkohole – zauważył po raz tysięczny, a ja po raz tysięczny wzruszyłam ramionami.
- Pomyślę jutro – odparłam w końcu ze zrezygnowaniem wsiadając do samochodu, kiedy Ross podszeptywał, żebym nie robiła sensacji, bo zaraz zbiegnie się tłum ludzi i fotoreporterów. Oparłam głowę na jego ramieniu, kiedy samochód ruszał spod baru i przymknęłam oczy. Ale kiedy je otworzyłam okazało się, że jestem już we własnym pokoju, a brunet grzebie w otwartych kartonach w poszukiwaniu koca. Po kilku chwilach wyciągnął z jednego z nich fioletowe nakrycie i delikatnie mnie przykrył, ale kiedy już miał odejść, złapałam go za rękaw marynarki, zmuszając do tego, aby się pochylił.
- Wiesz, wiem, że Maia jutro wyjeżdża i w sumie się cieszę – szepnęłam bełkotliwie. – Ale nie zostawiaj mnie samej – dodałam po chwili.

Położyłem się obok Laury, obiecując sobie w duchu, że kiedy tylko dziewczyna uśnie wrócę do siebie. Tak jak przypuszczałem alkohol sprawił, że szybko przeniosła się w objęcia morfeusza, ale kiedy już miałem wstawać, przylgnęła do mnie jak mała dziewczynka, wtulając się w koszulę. Westchnąłem zrezygnowany z zamiarem oderwania szatynki od siebie, ale kiedy na nią spojrzałem, okazało się, że nie jestem w stanie. Wyglądała tak uroczo i spokojnie, że nie miałem serca tego burzyć. Oparłem głowę o poduszkę nadal się jej przypatrując i nawet się nie spostrzegłem, kiedy i ja zasnąłem.
~~~~
Dobra rozdział napisany 💙 Mam nadzieję że się podobało 😊 Big Kiss 💋
Miśkaa^.^

Rozdział 4

- Chodź ze mną – jęknąłem przeciągle przekręcając się na bok i przyglądając malującej paznokcie u rąk Mai.
- Mam spędzić ostatni wieczór tutaj przez pół nocy musząc oglądać twarzyczkę twojej ukochanej Laury? – westchnęła przeciągle, a ja ściągnąłem brwi. Obrzuciłem wzrokiem pokój nadal pełny kartonów i porozrzucanych ubrań. Zmieniłem pozycję tak, aby lepiej widzieć Maię. Niestety, koce wylądowały na podłodze, sprawiając, że dziewczyna została jedynie w kusej koszuli nocnej, a ja w jeansach, których jakimś cudem nie zdjąłem wczorajszego wieczoru. Ale niezbyt jej to przeszkadzało. Nadal jak zaklęta wykonywała precyzyjne ruchy małym pędzelkiem, nakładając kolejne warstwy koloru na paznokcie.
- Jesteś zazdrosna? – zaśmiałem się cicho, a szatynka natychmiast odstawiła lakier i wyciągnęła spod mojej głowy małą poduszkę, uderzając mnie nią delikatnie.
- Może powinnam po tym, co wczoraj odstawiła – fuknęła, gniewnie mrużąc oczy. – Kim ona jest, tak po prostu tu sobie wchodzić.
- Pamiętaj, że bądź, co bądź to nadal jej mieszkanie – westchnąłem.
- To też mi się nie podoba – rzuciła, wracając do przerwanej czynności.
- Poza tym – kontynuowałem, ignorując jej wypowiedź. – Pamiętaj, że to ja przestawiłem jej ten samochód. Mogła się zdenerwować, taki był zresztą cel.
- Nie przekonałeś mnie. Nadal nie mam ochoty iść na tą przeklętą imprezę. Poza tym, czy ona nie jest zamknięta? Wiesz, tylko członkowie ekipy i te sprawy? – zamyśliła się, a ja pokręciłem głową, kładąc poduszkę na jej stare miejsce.
- Dla członków ekipy i osób towarzyszących – poprawiłem ją cierpliwie. Miała trudny charakter i była uparta, ale zawsze niesamowicie mnie to bawiło. – Do Caluma też przyjeżdża dziewczyna. Niby następnego dnia już wylatuje, ale powinni się pojawić. Może się polubicie – Maia rzuciła mi pełne wątpliwości spojrzenie. – Na pewno jest lepsza od Lisy – mruknąłem z przekąsem i tym razem to dziewczyna westchnęła.
- Cały czas się jej czepiasz.
- Bo jej nie lubię – odparłem, krzywiąc się znacząco. – Jest pyskata i bezczelna. Nie ma w niej nic ciekawego. Nie mam pojęcia dlaczego w ogóle z nią rozmawiasz.
- Skończmy już – ucięła oschle szatynka. – Nie chce się znowu o nią z tobą pokłócić. Poza tym myślałam, że zdążyłeś już przywyknąć. Mniejsza o to. Pójdę z tobą na to twoje przeklęte przyjęcie – odpowiedziała ze zrezygnowaniem, wywołując na mojej twarzy uśmiech.
- Cieszę się.

- Czy to Laura Marano? – rozległo się gdzieś za mną, a ja z westchnieniem zdjęłam okulary przeciwsłoneczne, odwracając się tyłem do sklepowej wystawy i obdarowując uśmiechem dwie nastolatki, które natychmiast podbiegły do mnie, wyciągając z torby kartki i długopis. – Można prosić o autograf? – zapytała niższa z brunetek, a ja delikatnie skinęłam głową, biorąc do ręki jak się jednak okazało pióro i składając na papierze swój podpis.
- Proszę bardzo – mruknęłam i przepraszając je cicho weszłam do środka sklepu z sukienkami. Te dziewczyny nie były pierwszymi, które zaczepiły mnie po opuszczeniu domu. Spotkałam chyba dziesiątki osób, które prosiły mnie o to samo. Zdjęcia lub autografy, albo zdjęcia i autografy. Na drugi raz będę musiała jechać do sklepu samochodem, a nie spacerować. Przeglądałem wieszaki pełne kolorowych materiałów, ale żaden jakoś mnie nie zachwycił. Chwile potem rozdzwonił się mój telefon, więc szybko wyjęłam go z torby, odbierając połączenie i nawet nie zerkając na wyświetlacz.
- Halo? – odezwałam się, marszcząc brwi i grzebiąc w jednym z wielkich koszy, ustawionych na środku pomieszczenia.
- Nie dzwonisz, nie piszesz. W końcu sama musiałam – odezwał się bardzo znajomy mi głos, wywołując na mojej twarzy lekki uśmiech.
- Vanessa? Nie mogę uwierzyć, że to ty – zaśmiałam się, niezmiernie ciesząc się z telefonu siostry.
- Jak się trzymasz? – zapytała wesoło, a ja odruchowo wzruszyłam ramionami.
- Jak zwykle. Jakoś leci, a ty? Co u mamy? – odparłam.
- Jest ostatnią osobą o którą miałabyś się martwić. Całkowicie oddała się malowaniu, a jej prace są coraz lepsze. Krótko mówiąc, musiała zając czymś ręce po twojej wyprowadzce – odpowiedziała z uznaniem w głosie. – Tylko mogłabyś czasem zadzwonić. Jestem pewna, że mimo wszystko tęskni i wcale nie podoba się jej, że musi sprawdzać, co się z tobą dzieje w mało wiarygodnych źródłach – dodała, a ja wywróciłam oczami.
- Nie jestem małą dziewczynką poradzę sobie, ale dzięki za radę – mruknęłam wzdychając głęboko ze zrezygnowaniem.
- Co właściwie robisz?
- Szukam sukienki – poinformowałam siostrę z frustracją w głosie.
- Więc to jednak zły moment na telefon – odparła rozbawiona.
- Śmieszne – skwitowałam. – Obiecuję odzywać się częściej, ale teraz muszę lecieć. Mam mało czasu – rzuciłam.
- Jasne, cześć – pożegnała się, a ja zakończyłam połączenie. Potarłam skronie i już miałam wychodzić, kiedy moją uwagę przykuła czarna, połyskująca tunika. Nie wiele się zastanawiając porwałam ją z wieszaka, ruszając w stronę kas.

- Zamierzałeś po mnie wyjechać? – usłyszałem nieco zgaszony głos w słuchawce i z przerażeniem, ale nadal zaspanym wzrokiem, spojrzałem na zegarek. Było po ósmej, a ja już pół godziny temu powinienem być na lotnisku.
- Boże, Torrey, przepraszam. To był jedyny dzień, kiedy miałem na później i chyba sama rozumiesz – uciąłem przeklinając pod nosem. – Przepraszam. Będę po ciebie za dosłownie dziesięć minut – zdążyłem powiedzieć, kiedy drzwi do mojego pokoju otworzyły się i stanęła w niech brunetka we własnej osobie z telefonem w dłoni.
- Nie trzeba – rzuciła z uśmiechem. – Masz szczęście, że znałam adres i twój kolega był na tyle miły, żeby mnie wpuścić – dodała i jak na zawołanie obok niej pojawił się Michael, w prawej ręce trzymając walizkę, należącą do dziewczyny. Szybko wstałem, przepierając się w jeansy przewieszone przez oparcie fotela i podchodząc do dziewczyny, a potem przytulając ją na powitanie. Zaśmiała się lekko, a ja zwróciłem się w stronę bruneta.
- Uratowałeś mi życie – stwierdziłem, a Michael westchnął teatralnie.
- Ależ ze mnie bohater – zironizował, wzruszając ramionami. – Nie ma sprawy – stwierdził po chwili i szybko opuścił pokój, zostawiając nas samych.
- Wiesz, że w końcu znalazłam scenariusz, który przypadł mi do gustu? – zapytała ucieszona jak małe dziecko, a ja uśmiechnąłem się pobłażliwie.
- Tytuł – rzuciłem tylko.
- Pretty little liars – odparła z podekscytowaniem. Zmarszczyłem czoło.
- Nie słyszałem o tym. To serial?
- Oczywiście, ze nie słyszałeś, bo produkcja startuje w przyszłym roku. Ale już powoli zbierają się do kastingów. Nie mogę się doczekać. Sama dowiedziałam się o tym od koleżanki, ale wierz na słowo, historia jest świetna – zaczęła, ale uciszyłem ją delikatnie.
- Wszystko mi opowiesz, ale teraz powiedz, że masz w swoim bagażu jakoś sukienkę, którą możesz na siebie dziś założyć, bo ostatnim na co mam ochotę jest latanie po sklepach – poprosiłem błagalnym tonem, a Torrey zaśmiała się dźwięcznie.
- Oczywiście, że mam. Nie będę cię dzisiaj katować – odpowiedziała z uśmiechem.

- Tutaj jesteś! – zawołałam uradowana, widząc Laurę wchodzącą do domu. Grzecznie przeprosiłam chłopaka, z którym przed chwilą zrobiłam sobie zdjęcie i podbiegłam do szatynki, ściskając ją na powitanie.
- Widzę, że masz świetny humor – stwierdziła ze śmiechem, a ja przytaknęłam.
- Nie mogę się doczekać dzisiejszej imprezy – podskoczyłam kilka razy, ale jak na złość moja towarzyszka wcale nie tryskała entuzjazmem. – Ty się nie cieszysz? – zapytałam z niedowierzaniem, otwierając szerzej oczy, a Laura pokręciła głową.
- Oczywiście, że się cieszę – odparła. – Tylko jestem zmuszona iść sama, a dwoje dupków, którzy przestawili mi wczoraj samochód sprowadziło swoje dziewczyny na tą okazję. Mam tylko nadzieję, że ta Caluma będzie po prostu przeciwieństwem Mai– wyznałaMarano , a ja przytaknęłam.
- Też jej nie lubię. Jest taka oschła i prawie w ogóle się nie uśmiecha. Rzadko kiedy zdarza mi się spotykać taką osobę – odpowiedziałam, zastygając w bezruchu na chwilę.- Też idę sama. Nie masz się czym martwić.
- A twój chłopak? – zapytała zdziwiona, a ja wywróciłam oczami.
- Tyler? – prychnęłam. – Jest zbyt zajęty swoimi modelkami. Więc niestety nie będę mogła się pochwalić – wzruszyłam obojętnie ramionami, próbując ukryć, jaki zawód sprawił mi mój chłopak dzwoniąc rano i oznajmiając, że jednak się nie pojawi. Ale szybko musiałam się otrząsnąć.
- Twój chłopak ma na imię Tyler? – zapytała się.
- Tyler Shields – westchnęłam smutno. – Fotograf – sprostowałam.
- Jestem z nim umówiona na sesje – zauważyła Laura, a ja obdarzyłam ją uśmiechem.
- Obie jesteśmy – stwierdziłam.
- Cóż, cieszę się, że nie będę samotna – odparła.
- Pojedziemy na plan razem? – zapytałam, a Laura przytaknęła.
- Jasne. Może tym razem twoim samochodem – stwierdziła, ruszając w stronę ciemnoniebieskiego kabrioletu.
~~~~
Tylko Wam podpowiem. Przedostatni akapit był pisany 'oczami Caluma' a ostatni 'oczami Raini'. Next dodam dzisiaj rano/po południu. Mam nadzieję że się podobalo ☺
Miśkaa^.^

niedziela, 29 czerwca 2014

Rozdział 3

Michael niepewnie spojrzał na nas, a potem przeniósł wzrok nieco niżej, na talerze z ciastkami, który trzymałyśmy w dłoniach.
- Więc obiecujecie, że waszym zamiarem nie jest otrucie mnie? – powtórzył podejrzliwie, a ja kiwnęłam głową.
- No spróbuj – ponagliła go Raini. – Jaki z ciebie ciasteczkowy potwór, kiedy nie chcesz zjeść ciasteczek?
Chłopak nadal niepewnie sięgnął do talerza brunetki i zabrał z niego jedną sztukę. Odgryzł kawałek z poważną miną znawcy, a potem jeszcze raz obrzucił ciastko zainteresowanym spojrzeniem. Następnie szybko wziął jeden z moich wypieków. Powtórzył cały proces od początku, wywołując chichot Raini.
- A teraz przerwa na reklamy – stwierdził po namyśle, wstając z krzesła i nas wymijając.
- Michael! – jęknęła szatynka oskarżycielsko, drepcząc za nim, a ja uśmiechnęłam się, rozbawiona całym zajściem. Chwilę potem przede mną stanął Calum, w prawej ręce trzymając scenariusz..
- Wzywają cię – powiedział uroczyście, zabierając jedno ciastko z talerzyka. – Są genialne – dodał po chwili z uznaniem kiwając głową. Rozejrzałam się na boki, wzrokiem szukając znajomego bruneta.
- Widziałeś Rossa? Obiecałam, że trochę dla niego zostawię – zapytałam, a rudzielec wzruszył ramionami.
- Jakby co, to na pewno się nie zmarnują – uśmiechnął się czarująco. – A tak naprawdę, to uprzedzał, że będzie później. Podobno przylatuje jego dziewczyna.

Siedziałem na jednym z kilkudziesięciu białych krzeseł, ze zniecierpliwieniem tupiąc nogą. Samolot Mai już dawno wylądował, ale po szatynce nie było nawet śladu. Westchnąłem głęboko, pocierając skronie. Ale na szczęście po chwili na horyzoncie pojawiła się oczekiwana kobieta, machając do mnie wesoło. Wstałem szybko, a Maia jak na zawołanie wpadła mi w ramiona. Poczułem znajomy zapach ulubionych perfum, pomieszany z truskawkowym szamponem do włosów. Nagle oślepił nas błysk flesza, a ja zdezorientowany spojrzałem za siebie. Naokoło stało kilku ciekawskich paparazzich z aparatami, przygotowanymi do pracy. Uśmiechnąłem się lekko, a za odpowiedź dostałem koleją porcję nieprzyjemnych błysków. Zaczynałem się do tego przyzwyczajać i normalnie nawet zamieniłbym z nimi kilka słów, ale widząc minę swojej dziewczyny, zabrałem jej walizki i bez słowa ruszyłem w stronę samochodu zaparkowanego nieopodal. Jakimś cudem udało nam się przejść i znaleźć w aucie. Ruszyłem z piskiem opon, zostawiając fotoreporterów za sobą.
- Jak podróż? – zapytałem od niechcenia, a dziewczyna wzruszyła ramionami.
- Może być – rzuciła, uśmiechając się szerzej. – To co robimy? – dodała po chwili, pochylając się nade mną. Zaśmiałem się cicho, kręcąc głową.
- Musimy jechać na plan – stwierdziłem, sprawiając, że uśmiech zniknął z twarzy blondynki. – Daj spokój. Mam dziś mało pracy, szybko skończę.
- Będę się nudzić – jęknęła.
- Jakoś przetrwasz. A wieczorem obiecuję być otwarty na propozycje – posłałem jej uśmiech, a Maia niechętnie kiwnęła głową. Pokonałem kilka skrzyżowań, by po chwili zatrzymać się przed znajomym budynkiem. Szybko znalazłem się w środku, ciągnąc za sobą kobietę. Wpadłem do studia, lekko dysząc i starając się zachowywać jak najciszej. Laura i Calum stali przed kamerą,  idealnie odgrywając swoje role i ignorując moje wtargnięcie.
- Cięcie – ogłosił Kevin, zwracając się w moją stronę. – Sara czeka – poinformował mnie, wspominając imię charakteryzatorki. Skinąłem głową, odwracając się do tyłu i obserwując Maię, rozglądającą się po pomszczeniu.
- Ciastka czekają – krzyknął Calum , zabierając z tacki jedno z przysmaków, których miałem już szansę spróbować. – A tak w ogóle to mam do ciebie sprawę – uśmiechnął się przebiegle, ukradkiem zerkając na Laurę.
- Muszę znaleźć Michaela – stwierdziła szatynka. – Nie ogłosił jeszcze werdyktu.
Zabrałem jedno z ciastek i zauważyłem jak Maia podchodzi bliżej.
-Maia , to Laura i Calum– przedstawiłem ich sobie, a szatynka posłała Laurze sztuczny uśmiech. – To Maia– zakończyłem, zwracając się do przyjaciół.
- Miło cię poznać – stwierdziła Lura. – Ciasteczko? – zapytała uprzejmie, ale szatynka pokręciła głową.
- Nie przepadam za czekoladowymi – odparła, a ja zerknąłem na nią zdziwiony. Kłamała. Uwielbiała tego rodzaju smakołyki.
-Ross . Mogę cię prosić na stronę? – zaczepił mnie Calum, a ja posłusznie ruszyłem za nim. Oddalając się od dziewczyn na bezpieczną odległość.

Podniosłem dłoń w której trzymałem swoją zdobycz z satysfakcją patrząc na zaskoczoną minę blondyna.
- Kluczki od samochodu – stwierdził nieco zdezorientowany, a ja zaśmiałem się cicho.
- Samochodu Laury– poprawiłem, przekrzywiając głowę. Ross parsknął śmiechem, zabierając przedmiot.
- Nie mogę uwierzyć, że ci się udało. Zazwyczaj chowa swoją torebkę w takich miejscach o których w życiu bym nie pomyślał – powiedział z uznaniem, a ja wzruszyłem ramionami.
- Musimy się pośpieszyć – zauważyłem, a mój towarzysz skinął głową.
- Myślę, że Sara ostatecznie na mnie poczeka – odparł z uśmiechem, oglądając się za siebie, a kiedy już sprawdził, że obie dziewczyny zajęte są rozmową, szybko ruszył w stronę bocznego wyjścia. Poszedłem w jego ślady i już po chwili oboje siedzieliśmy w dosyć wygodnym samochodzie brunetki. Ross odpalił silnik i odjechał na sam koniec parkingu, parkując tak, aby drzewa zasłoniły auto. Przez cały czas nie mogłem powstrzymać śmiechu. Ross wyjął ze schowka jakiś notes i długopis, a potem złożył na nim swój podpis. Podał mi zeszyt, a ja pokręciłem głową rozbawiony.
- Musi znać sprawców, bez tego nie będzie żadnej zabawy – stwierdził, a ja posłusznie się podpisałem. Wysiedliśmy i czym prędzej wchodząc jeszcze innym wejściem. Blondyn ruszył w stronę pokoju, w którym zwykle urzędowała Sara. Ja natomiast jak najszybciej udałem się do garderoby Marano, odłożyć kluczyki na ich miejsce.

Maia wcale nie należała do miłych osób. Spędziłam z nią kilka godzin i miałam nadzieję nigdy w życiu tego nie powtórzyć. Była po prostu sztuczna. Jej uśmiech ociekał fałszywością i wcale nie potrafiła tego ukryć. Marna z niej aktorka. Ale to był dopiero początek. Calum również niedługo miał przyjmować gościa i w duchu modliłam się, żeby jego dziewczyna była przeciwieństwem tej przebrzydłej szatynki. Wpadłam do swojej garderoby i przebrałam się szybko w dresy w których dzisiaj przyszłam. Spakowałam torbę i już miałam wychodzić, kiedy usłyszałam ciche pukanie do drzwi, a potem charakterystyczny śmiech Raini.
- Wchodźcie ciasteczkowe potworki – powiedziałam rozbawiona i po chwili tak jak się tego spodziewałam, w środku znaleźli się Raini i Michael.
- Przyciągnęłam go w końcu, żeby ogłosił werdykt – stwierdziła uradowana brunetka , a ja z zainteresowaniem spojrzałam na szatyna.
- Przykro mi to mówić, moja droga, ale Laura wygrała – stwierdził po chwili namysłu, a dziewczyna popchnęła go lekko. Na jej twarzy nie było rozczarowania. Była jak promyk słońca. Przyjacielska, roześmiana i miła. Uwielbiałam z nią przebywać. Tym bardziej teraz, kiedy Kayla wyjechała.
- A tak po prawdzie, to jestem podobnego zdania – dodała brunetka po chwili, uśmiechając się szeroko. – Co zrobiłaś, że były takie pyszne?
- Próbowałaś? – zdziwiłam się.
- Oczywiście – roześmiała się. – Więc jak? – ponagliła, a ja podeszłam do nich pochylając się lekko do przodu.
- Sekret tkwi w karmelu – szepnęłam konspiracyjnym szeptem, palcem dotykając ust i dając znak, żeby nie mówili tego na głos. Oboje parsknęli śmiechem, a ja posłałam im ciepły uśmiech.
- Musisz upiec ich więcej – powiedział w końcu Michael, a ja kiwnęłam głową.
- Kiedy tylko znajdę czas – obiecałam, zakładając na siebie cienki sweterek. – Do jutra – pożegnałam się i opuściłam pomieszczenie. Wygrzebałam kluczyki od samochodu i spokojnym krokiem ruszyłam na miejsce w którym go zaparkowałam. Ale stanęłam jak wryta, bo po aucie nie było śladu. Z przerażeniem rozejrzałam się dookoła, a potem z niedowierzaniem przetarłam oczy. Ale miejsce nadal było puste. Poczułam jak moje ręce zaczynają się trząść, a na usta ciśnie się milion przekleństw. Jak to się w ogóle do cholery mogło stać? Usłyszałam śmiech Raini i trzask drzwi wejściowych i czym prędzej do niej podbiegłam.
- Ukradli mi samochód – poinformowałam ją, nieco płaczliwym głosem, a dziewczyna spoważniała.
- Co? – zapytał Michael, a ja przełknęłam ślinę.
- Może po prostu zapomniałaś, gdzie go zostawiłaś – zaproponowała niepewnie brunetka, ale pokręciłam głową.
- Nie. Na pewno stał tam – rozpaczliwie wskazałam na jedno z parkingowych miejsc.
- A może ktoś go po prostu przestawił – zastanowił się Michael, a Raini się skrzywiła. – Musimy obejść parking – zadecydował chłopak, a ja posłusznie ruszyłam przed siebie jak w transie świdrując wzrokiem, wszystkie marki w poszukiwaniu swojej ukochanej toyoty. Nim się obejrzałam wróciłam do punktu wyjścia, a wędrówka zajęła mi około godziny. Raini szybko do mnie dołączyła, ale po szatynie nie było śladu.
- Laura! – rozległo się gdzieś dalej, a ja zdenerwowana odwróciłam wzrok. Brunetka pociągnęła mnie za rękaw i zaraz potem znalazłyśmy się koło Michaela, który wpatrywał się w coś ukrytego za drzewami. Podeszłam bliżej i z zaskoczeniem zauważyłam, że to właśnie moje auto. Odetchnęłam z ulgą, rzucając się przyjaciołom na szyję.
- Strasznie dziękuję – krzyknęłam ucieszona i wsiadłam do środka. – Macie jak wrócić? – zapytałam jeszcze, a oni oboje zgodnie pokiwali głowami.
- Nie ma za co i do zobaczenia – podsumowała Raini, a ja skinęłam głową i ruszyłam przed siebie. Odłożyłam torbę na siedzenie pasażera, ale ze zdziwieniem odkryłam, że leży na niej kartka, wyrwana z mojego notesu, który zwykłam trzymać w schowku. Prawą ręką zapaliłam światło i podniosłam papier. Na samym środku zauważyłam autografy Caluma i Rossa i o mało nie krzyknęłam ze złości. Zgniotłam papier i odrzuciłam go w kąt, naciskając pedał gazu.

Maia leżała koło mnie z ciekawością w oczach gładząc po policzku i co jakiś czas przywierając do moich warg. Nigdy się jej to nie nudziło, mi wręcz przeciwnie. Miałem jeszcze trochę pracy, ale nie pozwalała mi wstać, cytując obietnicę, którą złożyłem po południu. Odczekałem chwilę i w końcu zniecierpliwiony jej gierkami, wpiłem się w malinowe usta, wywołując jej śmiech. Szybko znalazłem się nad kobietą i właśnie wtedy usłyszałem trzaśnięcie drzwi frontowych. A potem do pokoju wparowała Laura, rzucając we mnie jakąś białą kulką i wcale nie przejmując tym, w jakiej sytuacji mnie zastała.
- Spędziłam ponad godzinę szukając mojego samochodu, bo tobie i Calumowi zachciało się żartów! – krzyknęła zdenerwowana. – Myślałam, że ktoś mi ukradł samochód! – dodała, a ja zaśmiałem się pod nosem. Dziewczyna podeszła do stojącego niedaleko kartonu i z premedytacją wyrzuciła jego zawartość na podłogę, rzucając we mnie poduszką, którą znalazła na wierzchu. Maia obrzuciła ją zirytowanym spojrzeniem, a szatynka westchnęła.
- Rozpętałeś wojnę, panie Lynch– stwierdziła, dumnie unosząc głowę. – Przygotuj się na zemstę – dodała i opuściła pokój.
~~~~
I jest!  Po dwóch dniach, ale jest xD Głosujcie w ankiecie, bo jestem ciekawa czy opłaca mi się prowadzić tego bloga i czy jest sens żebym pisała rozdziały...
Miśkaa^.^