wtorek, 26 sierpnia 2014

Rozdział 7

- Zdajecie sobie sprawę, że jesteśmy nieco do tyłu z materiałem? No właśnie, więc powtarzam żadnych niepotrzebnych atrakcji. Nie mamy na to czasu – powiedział Kevin, a wszyscy obecni uśmiechnęli się zdawkowo. Znajdowaliśmy się w samolocie zmierzającym prosto do centrum Los Angeles, gdzie czekała nas sesja promująca serial. Małymi kroczkami zbliżał się koniec pierwszej połowy sezonu i tym samym upragniona przerwa świąteczna. Ale na to co przede mną będę musiał poczekać. Machałem telefonem pokładowym, który aktualnie był ustawiony na tryb głośnomówiący, zastanawiając się jak bardzo Kevin musi być podirytowany, że sesja wypadła akurat w tym tygodniu. – Chcę was również poinformować, że kiedy wrócicie czeka was współpraca z Richardem Whitenem.*
- Kojarzę go – powiedziała Raini, odwracając się do mnie i spoglądając w stronę moją i Rossa przez szparę między siedzeniami. – Tylko nie mam pojęcia z kąt – zamyśliła się, a Laura siedząca obok blondynki zachichotała.- No dobrze, moje dzieci. Bawcie się i pozwólcie mi dalej pisać scenariusz. Heath przesyła pozdrowienia – rozległ się głos Kevina.
- Nawzajem. Do zobaczenia – odparłem kończąc połączenie i oddając aparat przechodzącej akurat stewardessie. Wszyscy wrócili do swoich zajęć. Raini zajęła się rozmową z Laurą, a po przeciwnej stronie Michael i Steven wrócili do oglądania jakiegoś filmu. Natomiast Kat* i Sara zajęły swoje miejsca, kilka metrów dalej, tym samym znikając mi z pola widzenia.
- To aż nie do wiary, że jesteś aż tak cichy – stwierdziłem, zerkając na siedzącego obok Rossa, który obojętnym wzrokiem śledził mijane przez nas chmury. Na dźwięk mojego głosu podniósł zdezorientowane spojrzenie i niedbale machnął ręką, dając mi do zrozumienia, że cokolwiek go trapi nie jest warte mojej uwagi.
- Chyba po prostu nie jestem w nastroju – stwierdził, krzywiąc się nieco.
- A przyczyna? – zagadnąłem, odkręcając butelkę z wodą i biorąc z niej dużego łyka.
- Powiedzmy, że dzisiejszy wieczór nie będzie zbyt miły – westchnął. – Muszę odwiedzić Maię, która jest wściekła jak nigdy. W dodatku nie mam pojęcia co zrobić, żeby nieco ją zmiękczyć. Nie należy do tego rodzaju dziewczyn, które rozpływają się na widok czekoladek czy kwiatów  – dodał, a ja zamyśliłem się na chwilę. Osobiście nie miałem takich problemów. Torrey była uosobieniem spokoju i kiedy wybuchała, musiała mieć ku temu dobry powód.
- Cóż, sytuacja nie brzmi dobrze – podsumowałem ze współczuciem. Ross westchnął ponownie, pocierając skronie i marszcząc czoło.
- Może jakoś się uda, o ile nie spotkała się jeszcze z Lisą* – mruknął naburmuszony. – To jej przyjaciółka, która jest dosyć…specyficzna – wyjaśnił, widząc moje pytające spojrzenie. – W każdym razie nie przepadamy za sobą, chociaż to określenie jest zdecydowanie wielkim niedomówieniem.
- Tak z ciekawości – dlaczego z nią jesteś? – zapytałem, uśmiechając się lekko. – Oczywiście wiem, że taka rozmowa powinna się odbywać na jakieś imprezie po kilku kieliszkach dobrej wódki, ale chyba będziemy musieli przetrwać bez tego – Ross zaśmiał się lekko, wzruszając ramionami.
- Jako że staliśmy się już najlepszymi przyjaciółkami*, zdolnymi do zwierzeń, to przyznam ci się, Calum, że jest to dosyć skomplikowana sprawa. I obiecuję do tego wrócić, tak jak powiedziałeś podczas któreś z imprez.
- Och, daj spokój. Chociaż jakaś wskazówka. Zaspokój mój głód ciekawości– powiedziałem błagalnie.
- Po prostu – stwierdził niepewnie – Kiedyś była nieco inna. Urocza. Natomiast ostatnie wydarzenia należą zdecydowanie do ery nowej Mai– skrzywił się.
- A co myślisz o Laurze? – szepnąłem, pochylając się bliżej tak, by szatynka siedząca przed nami nie zdołała nic dosłyszeć i próbując ukryć chytry uśmiech wkradający się na moje usta. – Te oczy – podszepnąłem, porównując się w duchu do małego diabełka siedzącego na ramieniu głównego bohatera w większości kreskówek, kiedy tylko dochodziło do podjęcia jakieś znaczącej decyzji. Blondyn ściągnął brwi, spoglądając na mnie niepewnym wzrokiem.
- Chyba masz dziewczynę – zauważył, a ja wzruszyłem ramionami.
- Tak tylko mówię, jako że twój związek wisi na włosku – odpowiedziałem, kiedy w głośnikach rozległ się głos pilota z informacją o lądowaniu.

- Nie chcę tam wejść – szepnęłam do Laury, kiedy stanęłyśmy pod drzwiami studia. Kat, Sara i chłopaki weszli przed nami. Ja natomiast nie potrafiłam się zdobyć na dobrowolne przekroczenie progu. Szatynka westchnęła głęboko.
- I tak będziesz musiała to zrobić. Prędzej czy później, więc chodź i nie bój się. Jakby co jestem w pogotowiu – szepnęła pocieszająco, ciągnąc mnie za sobą.
- Wiesz czego najbardziej się obawiam? – zapytałam, ale dziewczyna pokręciła głową. – Że to Stevenowi da nauczkę, kiedy tylko go zobaczy – szepnęłam z przestrachem. Laura znała prawdę. Dowiedziała się o wszystkim niedawno i żałowałam, że to ja sama jej o tym nie opowiedziałam. Jednak kiedy tylko zaczęła pytać, przestałam się kryć. Stała się dla mnie przyjaciółką w bardzo krótkim czasie. Przemierzałyśmy białe korytarze w dosyć szybkim tempie. Byłam tu już nie raz. Tyler uwielbiał spędzać w tym studiu czas. Pracować nad zdjęciami, przerabiać je i przebywać w towarzystwie współpracowników. A właściwie to współpracowniczek. Pokierowałam Laurę w stronę pokoju makijażystek i weszłam do środka, nawet nie myśląc o pukaniu.
- Raini– powiedziała szatynka ze zjadliwym uśmiechem. Znała mnie, a ja od jakiegoś czasu wiedziałam, że stara się zwrócić na siebie uwagę Tylera. Sytuacja w którą się wpakowałam musiała jej bardzo odpowiadać.
- Cześć Kelly – odparłam na pozór spokojnie, mierząc ja wzrokiem. Przez twarz o ciemnej karnacji, po bardzo zwyczajne ubranie, aż do samych stóp. Zatrzymałam się nieco dłużej na fioletowych okularach spoczywających na jej nosie. Nie pasowały jej, ogólnie nie była w stylu Tylera. Na całe szczęście, make up’em i doborem mojego stroju zajęła się jedna z koleżanek Kelly, ona sama natomiast udała się do sąsiedniego pokoju, gdzie jak przypuszczałam skierowali się nasi kochani koledzy. Razem ze Stevenem. Przełknęłam ślinę, zakładając na siebie niebieską sukienkę i wracając na stare miejsce, a potem pozwalając rudowłosej kobiecie zająć się moimi włosami.
Wszystko zajęło w sumie około dwóch godzin. A potem z trzęsącymi dłońmi wkroczyłam do sali, w której zwykle urzędował Tyler. Wnętrze bardzo często się zmieniało. Tak samo jak rekwizyty. Tym razem na środku stało kilka krzeseł i kanapa, białe płótno zastąpił obraz przedstawiający sklep Sonic Boom. Kilka metrów dalej stał skórzany fotel, a na stole obok leżał aparat, któremu towarzystwa dotrzymywały różnego rodzaju obiektywy. Drzwi znajdujące się naprzeciw otworzyły się z hukiem, a do środka wkroczył dwudziestoczteroletni mężczyzna o krótkich czarnych włosach i kilkudniowym zaroście. Na sobie jak zwykle miał jedne z licznych par spranych jeansów i szarą koszulę, której trzy górne guziki nie zostały zapięte. Na szyi zwyczajowo nosił srebrny łańcuszek. Tyler, nie zauważając mojej obecności, leniwie podszedł do stołu, zabierając z niego aparat i zmieniając obiektyw. Potem z kieszeni wyjął rozpoczętego już batona i wziął do ust ostatni kęs, gniotąc papierek i zostawiając go na drewnianym blacie. Wszystkie te czynności były tak bardzo znajome i zwykle wywołałyby na mojej twarzy uśmiech, ale teraz poczułam w sercu żal i strach. Nadal żałowałam tego, co się stało i ostatnim na co miałam ochotę było powiedzenie Tylerowi i całej mojej dotychczasowej rzeczywistości ‚żegnajcie’. Ale w takim razie co będzie ze Stevenem? W tej samej chwili Laura stanęła obok mnie, w swojej fioletowej sukience, która ledwo sięgała kolan. Niestety jej obcasy wydały charakterystyczny stukot, sprawiając że Tyler podniósł na nas spojrzenie i zamarł. Z daleka dostrzegłam jak zaciska szczękę i jak mocniej ściska aparat. Był niesamowicie porywczy i wiedziałam jak bardzo musi być wściekły. Nie tolerował zdrady, nawet w postaci zwykłego pocałunku, chociaż byłam pewna, że nie raz zdarzyło mu się coś podobnego, jeśli nie coś więcej, podczas pracy z modelkami.
- Zapraszam, drogie panie – zawołał, nieco oschle, wskazując na krzesła, a ja spuściłam wzrok i posłusznie ruszyłam w ich stronę. Reszta towarzystwa szybko do nas dołączyła i nim się obejrzałam Tyler pokierował wszystkimi, jednocześnie wprawiając w życie swoją wizję tej sesji.
- Nie tak – syknął zirytowany po kilku minutach, opuszczając aparat i podchodząc do mnie pewnym krokiem. Delikatnie podniósł moją dłoń i ułożył ją na kolanie, mrużąc oczy, ale nie obdarzając mnie nawet spojrzeniem. Wiedziałam co robi. Starał się schować gniew do kieszeni i pamiętać, że jest w pracy, jednocześnie odkładając nasze porachunki na później. – Musisz patrzeć się w tę stronę – wskazał punkt na ścianie za sobą i ponownie odwrócił się przodem. – Zuchwale i z wyższością – dodał nieco obojętnie, cofając się kilka kroków. Zrobiłam jak kazał. Jednak to był jedyny raz, kiedy się do mnie odezwał. Następne wskazówki kierował do wszystkich, albo do każdego z moich przyjaciół osobno. Mnie ignorował.
- Chyba czas na przerwę – stwierdził po dobrej godzinie, wzdychając głęboko. – Dobra robota – rzucił jeszcze, siadając w swoim fotelu. Wszyscy zaczęli się wycofywać. A ja mimo zachęcana przez Laurę, ruszyłam w stronę Tylera, przygryzając dolną wargę.
- Nawet się nie przywitałeś – zaczęłam nieśmiało, kiedy zostaliśmy całkowicie sami.
- Najwidoczniej, uznałem to za zbędne – rzucił obojętnie, oglądając zdjęcia i nie podnosząc na mnie wzroku.
- Tyler – zaczęłam, ale szybko mi przerwał.
- Daruj sobie, Raini. Nie chcę twoich wyjaśnień – uciął oschle.
- Byłam pijana – zaczęłam, ignorując jego wypowiedź i sprawiając, że w końcu spojrzał na mnie nieco rozbawiony.
- I to cię usprawiedliwia? – zakpił, wywołując u mnie pozycję bojową. Taka byłam od zawsze i teraz instynktownie przeszłam z obrony do ataku.
- Och, nie skądże, jestem winna, bo całowałam się z kolegą z pracy. Tylko, że tobie takie sytuacje zdarzały się niezliczoną ilość razy, a ja jak głupia to ignorowałam – uniosłam głos, a Tyler wstał. Był ode mnie wyższy i to sporo. Chociaż obcasy dodawały mi kilka centymetrów, to i tak musiałam zadrzeć głowę, żeby spojrzeć chłopakowi w oczy.
- To co innego – syknął.
- To to samo – odpyskowałam.
- Kochanie, ciebie przyłapali. Mogłaś popsuć nie tylko swój, ale i mój wizerunek – wyjaśnił, uspokajając się nieco.
- Więc chodziło ci tylko o wizerunek? Jesteś ze mną dla wizerunku? – zapytałam nieco piskliwie, a w moich oczach mimowolnie zebrała się słona ciecz.
- Nie – zaprzeczył szybko, nieco zirytowany, a jego rysy całkowicie złagodniały. – To po prostu mogło się nam obojgu nie przysłużyć. Nie mam ci tego za złe, po prostu jestem cholernie zazdrosny i odrobinę zły – szepnął, podchodząc bliżej i łapiąc mnie za ręce.
- To dlaczego powiedziałeś tym reporterom… – zaczęłam, ale przerwałam, czując, że Tyler zaśmiał się cicho.
- Jesteś w tej branży tyle lat i jeszcze nie nauczyłaś się, żeby nie wierzyć plotkom i nie czytać tych durnych stron? Z nikim nie rozmawiałem – zapewnił mnie, a ja zamknęłam oczy, wtulając się w niego mocno.
- Boże, jaka jestem głupia – szepnęłam, a Tyler pogładził mnie po włosach. Nie potrafiłam go zostawić. Nawet jeśli jeszcze niedawno słowa Stevena, o tym, że mój chłopak mnie olał wydawały się prawdziwe, teraz do mnie nie trafiały. Nie kiedy ten sam chłopak, przytulał mnie do siebie, a potem składał pocałunki na moich ustach.

- Steven, mógłbyś zostać na chwilę? Chodzi o zdjęcia – zawołałem, na tyle głośno, żeby Raini była w stanie to usłyszeć. Właśnie skończyliśmy i dziewczyna udała się do garderoby, posyłając mi przed tym delikatny uśmiech. Ciemnowłosy  podszedł do mnie pewnym krokiem, a ja korzystając z okazji i chwili jego nieuwagi, zamachnąłem się celując pięść prosto w szczękę chłopaka. Upadł na ziemię, ale szybko otrząsnął się i wstał, bardzo chętny do kontynuowania bójki, jednak zwinnie uchyliłem się przed jego ciosem, a potem złapałem za kołnierz jego koszuli i przycisnąłem go do ściany.
- Radzę ci darować sobie podchody i zostawić Raini w spokoju, bo o ile mi wiadomo, nadal jest zajęta – warknąłem. Nim zdążył odpowiedzieć znowu  wylądował na ziemi.
- Gdybym tylko chciał, mogłaby cię rzucić – wychrypiał z trudem, a ja pokręciłem głową z dezaprobatą.
- Zła odpowiedź, kochasiu – rzuciłem, podchodząc do niego i z całej szyi kopiąc w brzuch. Steven skulił się, a ja chwyciłem aparat i opuściłem pomieszczenie.

*chciałabym przypomnieć – Lisa jest oczywiście postacią fikcyjną ;p
*Matt Devis oczywiście nie występuje w naszym serialu, ale mam co do niego pewne plany ^^
*nie nie ma tu błędu – pisze to całkowicie świadomie ;p
~~~~
No więc jeden jest :) Mam nadzieję, że się podoba ;p

1 komentarz: