środa, 2 lipca 2014

Rozdział 5

Razem z Raini podjechałyśmy pod jeden z ekskluzywnych barów, gdzie miała odbyć się impreza. Dziewczyna musiała nieźle się natrudzić, żeby znaleźć miejsce dla swojego samochodu, a niemały tłumik stający przed wejściem wcale tego nie ułatwiał. Wysiadłyśmy i jakimś cudem przecisnęłyśmy się do środka, rozdając po drodze autografy i korzystając z niewielkiej pomocy ochrony stojącej przy wejściu. W środku impreza trwała już tak naprawdę w najlepsze. Zauważyłam kilka znajomych mi twarzy, a reszta obecnych jak sądziłam była osobami towarzyszącymi. W tle oczywiście grał jakiś wynajęty zespół, ale nie wyglądało na to, żeby ktoś był już na tyle pijany, żeby wyjść na parkiet. Stanęłam na palcach i rozejrzałam się dookoła. Heath i Kevin zajmowali jeden ze stolików stojących na podwyższeniu. Gdzieś obok mignęła mi dziewczyna grająca tancerkę ale po Calumie i Rossie nie było śladu.
- I co dalej? – szepnęłam do Raini, a brunetka wzruszyła ramionami przyglądając się różnokolorowym lampionom zawieszonym tuż pod sufitem.
- Bawimy się – odparła, patrząc na mnie z uśmiechem. – Wiesz, to życie, cieszmy się nim. Steven!– krzyknęła nagle podbiegając do odtwórcy roli tancerza i łapiąc go za ramię. – Z kim przyszedłeś?
- Z nikim – wzruszył ramionami. – Moja dziewczyna jest zajęta – dodał po chwili zamyślenia.
- Cudownie! – wykrzyknęła Raini. – Będę miała z kim pić, bo wiesz nie lubię sama, a nie jestem pewna czy Laura byłaby w stanie powstrzymać mnie od głupot, jeśli byłybyśmy tak samo wstawione – stwierdziła, rzucając mi rozbawione spojrzenie i ciągnąc chłopaka w stronę baru.

- Czy to nie Laura? – zapytała Maia jadowicie, spoglądając w stronę wejścia. Odwróciłem się, palcami nadal wystukując rytm na blacie baru, a kontem oka obserwując Raini i Stevena siadających nieopodal.
- Uspokój się – westchnąłem bezsilnie, biorąc do ręki szklankę z alkoholem podaną przez barmana. Szatynka wzruszyła obojętnie ramionami, zabierając mi naczynie i upijając kilka łyków.
- Tylko mówię – stwierdziła, odwracając wzrok.
-Ross ! – usłyszałem znajmy głos i z uśmiechem wyszedłem naprzeciw Caluma, który zmierzał w moją stronę z uroczą brunetką u boku. Dziewczyna była naprawdę drobniutka, ale to zdecydowanie dodawało jej uroku.
- Miło cię tu widzieć – stwierdziłem. – A twoja ‚walentynka’ to? – uniosłem pytająco brwi, a ciemnowłosa uśmiechnęła się lekko wyciągając rękę.
- Torrey DeVitto– przedstawiła się, a ja uścisnąłem jej dłoń.
- Ross, a to jest… – zacząłem rozglądając się za swoją dziewczyną, ale okazało się, że stała tuż przy mnie.
- Maia – dokończyła posyłając wszystkim swój firmowy, nieco sztuczny uśmiech.
- Hej, królewno – krzyknąłem w stronę przechodzącej obok nas Laury, która odwróciła się niechętnie. – Zamierzasz nas ignorować? – spytałem, a szatynka założyła ręce na piersi, podchodząc odrobinę bliżej.
- Kiedy przyjdzie mi do głowy plan na szatańską zemstę, wtedy prawdopodobnie zacznę się do was zbliżać i gasić waszą czujność – zakończyła szeptem, wywołując cichy śmiech rudzielca. – Laura– przedstawia się podchodząc do Torrey i uśmiechając się ciepło.
- Co jej zrobiłeś? – zapytała DeVitto, spoglądając na Caluma, a on sam tylko wzruszył ramionami.
- Przestawili mi samochód – wyjaśniła Marano wywracając oczami, a Torrey ze zrozumieniem pokiwała głową.
- Napijesz się ze mną? – zapytała brunetka po chwili milczenia, a Laura skinęła głową.
- Czemu nie? – odpowiedziała podążając za nowo poznaną koleżanką i zostawiając nas w tyle.

- Nie wydaje się sympatyczna – stwierdziła Torrey kilka godzin później, kręcąc się na obrotowym, czerwonym fotelu ze szklanką alkoholu w ręce.
- Bo nie jest – odparłam. – Ale nawet nie o to chodzi, jest taka oschła w stosunku do innych. Nie wiem, co Ross w niej widzi. To jak zakochać się w kamieniu – przechyliłam głowę, dolewając sobie szkockiej i wypijając wszystko na raz. – Ty jesteś inna, moja siostro – dodałam, a Torrey zaśmiała się, zatrzymując fotel.
- Dziękuję, siostro, o ile był to komplement – mruknęła w odpowiedzi, dolewając nam alkoholu i zbliżając swoją szklankę do mojego kieliszka, by po chwili rozległ się charakterystyczny dla toastów brzdęk.
- Za siostry – zaśmiała się, podnosząc szklane naczynie do góry.
- Nie sądzisz, że już wystarczy? – usłyszałam Caluma, który nagle pojawił się obok i przysiadł na kanapie koło mnie. – Jutro wylatujesz z samego rana – przypomniał, a brunetka wywróciła oczami.
- Calum, jesteś taki zajebisty, ale tym razem popsułeś mi mój wieczór z siostrą – odpowiedziała z wyrzutem w głosie. – Ale masz racje – dodała z rezygnacją. – Jednak za nim pójdę w siną dal, muszę zdradzić ci sekret. A jako, że jesteś chyba tylko odrobinę mniej wstawiony niż my, miejmy nadzieję, że do jutra o tym zapomnisz – szepnęła, przesiadając się bliżej. – Osobiście myślę, że podobasz się Laurze– zachichotała, a ja spojrzałam na nią osłupiała, chwilę potem wybuchając gromkim śmiechem.
- Co my z tym zrobimy? – zapytałam, udając zmartwienie. – Przecież jesteśmy siostrami, chłopak nie może nas poróżnić – przyłożyłam dłoń do serca spuszczając głowę.
- Pomóż mi, stary – szepnął Calum błagalnie, a ja podniosłam spojrzenie, obserwując rozbawionego Rossa, siadającego naprzeciwko.
- Zabierz Torrey do domu, ja z nią zostanę – wskazał na mnie ręką w której trzymał szklankę z brunatnym płynem. Whisky? – Gdybyś nie miał nic przeciwko Maia pojechałaby z wami. Chce już wyjść – poprosił, a Calum skinął głową, pomagając Torrey wstać. Brunetka zachwiała się, ale po kilku sekundach złapała równowagę. Podeszła do mnie i uścisnęła.
- Będę cię teraz zapraszała na wszystkie imprezy – zaśmiała się, a ja przytaknęłam.
- Nie zawiodę i się zjawię – odparłam, a potem zostałam sama z brunetem. Widziałam jak Calum i Torrey żegnają się z kilkoma osobami i wychodzą. A za nimi kroczy lekko zdenerwowana Maia.

- Co ty chcesz jeszcze wiedzieć? – westchnęłam pochylając się nad swoją szklanką. – Znasz mnie już chyba lepiej niż ja sama. Może piecie z tobą to nie był dobry pomysł? – zastanowiłam się chwile, ale jakoś nie mogłam dojść do jakieś logicznej odpowiedzi na to pytanie. Moje myśli po prostu odmawiały mi posłuszeństwa.
- We mnie jak w studnie – mruknął w odpowiedzi, a ja zmarszczyłam brwi.
- A nie mówi się jak w grób albo otchłań? – spytałam niepewnie, a Steven zaśmiał się lekko.
- Sam nie jestem pewien. Pomyślimy jutro.
- To dobry pomysł.
- Jednej rzeczy nie rozumiem – podjął po chwili. -  Na co dzień wcale nie wydajesz się zrozpaczona tym, że Tyler cię olewa.
- To nie do końca tak, że mnie olewa – westchnęłam, opierając głowę o zimny blat. – Czasami po prostu wydaje mi się, że te przeklęte modeliki są ważniejsze. Dziś na przykład nie przyjechał tylko dlatego, że sam został zaproszony na imprezę organizowaną przez jedną z nich. A ja nie chciałam was tutaj opuszczać. Poza tym byłam z nim ostatnio i tym razem uznałam, że będę mu tylko przeszkadzać – zakończyłam przymykając oczy.
- Czyli, kiedy on olewa ciebie ty olewasz jego? W końcu zawsze niezależnie od sytuacji jesteś okropnie radosna – stwierdził próbując ukryć uśmiech.
- Staram się nim nie przejmować. Nie słyszałeś nigdy, że najsmutniejsi ludzie zawsze są uśmiechnięci? – mruknęłam cicho.
- A więc to tylko przykrywka – stwierdził, rozwiewając swoje wątpliwości.
- Jest mi cholernie duszno – jęknęłam, czując jak muszę się natrudzić, żeby wziąć głęboki wdech.
- Chodź, przewietrzysz się – powiedział szatyn, pomagając mi wstać. Niestety, w połowie drogi potknęłam się i gdyby nie on, wylądowałabym na podłodze. Nie byłam w stanie iść dalej, a oddychało mi się coraz trudniej, więc Steven czym prędzej wziął mnie na ręce, wychodząc na zewnątrz przez tyle wyjście. Delikatnie postawił mnie na ulicy, a ja łapczywie wzięłam kilka głębszych wdechów.
- Boże, dziękuję – szepnęłam z ulgą nadal podtrzymując się ramienia chłopaka. Przymknęłam oczy, ale na nieszczęście straciłam równowagę i przechyliłam się w tym i gdyby nie ściana z pewnością razem z moim towarzyszem wylądowalibyśmy na twardym betonie.
- Wszystko ok? – spytał zaniepokojony, a ja odwróciłam się w jego stronę, tak że nasze twarze dzieliły dosłownie milimetry. Przechyliłam głowę, a potem wszystko wydarzyło się naprawdę bardzo szybko. Steven wpił się w moje usta, przyciągając bliżej siebie. Poczułam jak mimowolnie delikatnie zgniata w dłoni tył mojej niebieskoczarnej sukienki, a później wszystko prysło. Zobaczyłam błysk flesza i charakterystyczny ‚klik’ towarzyszący aparatom, do którego w sumie powinnam przywyknąć mając chłopaka, który praktycznie nie rozstawał się ze swoim sprzętem. Odwróciłam się lekko przerażona, a widok jaki zastałam wcale mnie nie pocieszył. Tuż za ogrodzeniem stał jeden z paparazzich, posyłając mi pobłażliwy uśmiech. Robił kolejne zdjęcia, ale szybko otrząsnęłam się z szoku i pociągnęłam Stevena za rękaw koszuli, którą miał na sobie, wciągając z powrotem do baru i zatrzaskując za sobą drzwi.

- Nie chce jechać do domu – jęczałam, kiedy Ross siłą próbował wepchnąć mnie do taksówki i zabrać piwo, które miałam przy sobie.
- Wiesz, to niedobrze mieszać alkohole – zauważył po raz tysięczny, a ja po raz tysięczny wzruszyłam ramionami.
- Pomyślę jutro – odparłam w końcu ze zrezygnowaniem wsiadając do samochodu, kiedy Ross podszeptywał, żebym nie robiła sensacji, bo zaraz zbiegnie się tłum ludzi i fotoreporterów. Oparłam głowę na jego ramieniu, kiedy samochód ruszał spod baru i przymknęłam oczy. Ale kiedy je otworzyłam okazało się, że jestem już we własnym pokoju, a brunet grzebie w otwartych kartonach w poszukiwaniu koca. Po kilku chwilach wyciągnął z jednego z nich fioletowe nakrycie i delikatnie mnie przykrył, ale kiedy już miał odejść, złapałam go za rękaw marynarki, zmuszając do tego, aby się pochylił.
- Wiesz, wiem, że Maia jutro wyjeżdża i w sumie się cieszę – szepnęłam bełkotliwie. – Ale nie zostawiaj mnie samej – dodałam po chwili.

Położyłem się obok Laury, obiecując sobie w duchu, że kiedy tylko dziewczyna uśnie wrócę do siebie. Tak jak przypuszczałem alkohol sprawił, że szybko przeniosła się w objęcia morfeusza, ale kiedy już miałem wstawać, przylgnęła do mnie jak mała dziewczynka, wtulając się w koszulę. Westchnąłem zrezygnowany z zamiarem oderwania szatynki od siebie, ale kiedy na nią spojrzałem, okazało się, że nie jestem w stanie. Wyglądała tak uroczo i spokojnie, że nie miałem serca tego burzyć. Oparłem głowę o poduszkę nadal się jej przypatrując i nawet się nie spostrzegłem, kiedy i ja zasnąłem.
~~~~
Dobra rozdział napisany 💙 Mam nadzieję że się podobało 😊 Big Kiss 💋
Miśkaa^.^

Rozdział 4

- Chodź ze mną – jęknąłem przeciągle przekręcając się na bok i przyglądając malującej paznokcie u rąk Mai.
- Mam spędzić ostatni wieczór tutaj przez pół nocy musząc oglądać twarzyczkę twojej ukochanej Laury? – westchnęła przeciągle, a ja ściągnąłem brwi. Obrzuciłem wzrokiem pokój nadal pełny kartonów i porozrzucanych ubrań. Zmieniłem pozycję tak, aby lepiej widzieć Maię. Niestety, koce wylądowały na podłodze, sprawiając, że dziewczyna została jedynie w kusej koszuli nocnej, a ja w jeansach, których jakimś cudem nie zdjąłem wczorajszego wieczoru. Ale niezbyt jej to przeszkadzało. Nadal jak zaklęta wykonywała precyzyjne ruchy małym pędzelkiem, nakładając kolejne warstwy koloru na paznokcie.
- Jesteś zazdrosna? – zaśmiałem się cicho, a szatynka natychmiast odstawiła lakier i wyciągnęła spod mojej głowy małą poduszkę, uderzając mnie nią delikatnie.
- Może powinnam po tym, co wczoraj odstawiła – fuknęła, gniewnie mrużąc oczy. – Kim ona jest, tak po prostu tu sobie wchodzić.
- Pamiętaj, że bądź, co bądź to nadal jej mieszkanie – westchnąłem.
- To też mi się nie podoba – rzuciła, wracając do przerwanej czynności.
- Poza tym – kontynuowałem, ignorując jej wypowiedź. – Pamiętaj, że to ja przestawiłem jej ten samochód. Mogła się zdenerwować, taki był zresztą cel.
- Nie przekonałeś mnie. Nadal nie mam ochoty iść na tą przeklętą imprezę. Poza tym, czy ona nie jest zamknięta? Wiesz, tylko członkowie ekipy i te sprawy? – zamyśliła się, a ja pokręciłem głową, kładąc poduszkę na jej stare miejsce.
- Dla członków ekipy i osób towarzyszących – poprawiłem ją cierpliwie. Miała trudny charakter i była uparta, ale zawsze niesamowicie mnie to bawiło. – Do Caluma też przyjeżdża dziewczyna. Niby następnego dnia już wylatuje, ale powinni się pojawić. Może się polubicie – Maia rzuciła mi pełne wątpliwości spojrzenie. – Na pewno jest lepsza od Lisy – mruknąłem z przekąsem i tym razem to dziewczyna westchnęła.
- Cały czas się jej czepiasz.
- Bo jej nie lubię – odparłem, krzywiąc się znacząco. – Jest pyskata i bezczelna. Nie ma w niej nic ciekawego. Nie mam pojęcia dlaczego w ogóle z nią rozmawiasz.
- Skończmy już – ucięła oschle szatynka. – Nie chce się znowu o nią z tobą pokłócić. Poza tym myślałam, że zdążyłeś już przywyknąć. Mniejsza o to. Pójdę z tobą na to twoje przeklęte przyjęcie – odpowiedziała ze zrezygnowaniem, wywołując na mojej twarzy uśmiech.
- Cieszę się.

- Czy to Laura Marano? – rozległo się gdzieś za mną, a ja z westchnieniem zdjęłam okulary przeciwsłoneczne, odwracając się tyłem do sklepowej wystawy i obdarowując uśmiechem dwie nastolatki, które natychmiast podbiegły do mnie, wyciągając z torby kartki i długopis. – Można prosić o autograf? – zapytała niższa z brunetek, a ja delikatnie skinęłam głową, biorąc do ręki jak się jednak okazało pióro i składając na papierze swój podpis.
- Proszę bardzo – mruknęłam i przepraszając je cicho weszłam do środka sklepu z sukienkami. Te dziewczyny nie były pierwszymi, które zaczepiły mnie po opuszczeniu domu. Spotkałam chyba dziesiątki osób, które prosiły mnie o to samo. Zdjęcia lub autografy, albo zdjęcia i autografy. Na drugi raz będę musiała jechać do sklepu samochodem, a nie spacerować. Przeglądałem wieszaki pełne kolorowych materiałów, ale żaden jakoś mnie nie zachwycił. Chwile potem rozdzwonił się mój telefon, więc szybko wyjęłam go z torby, odbierając połączenie i nawet nie zerkając na wyświetlacz.
- Halo? – odezwałam się, marszcząc brwi i grzebiąc w jednym z wielkich koszy, ustawionych na środku pomieszczenia.
- Nie dzwonisz, nie piszesz. W końcu sama musiałam – odezwał się bardzo znajomy mi głos, wywołując na mojej twarzy lekki uśmiech.
- Vanessa? Nie mogę uwierzyć, że to ty – zaśmiałam się, niezmiernie ciesząc się z telefonu siostry.
- Jak się trzymasz? – zapytała wesoło, a ja odruchowo wzruszyłam ramionami.
- Jak zwykle. Jakoś leci, a ty? Co u mamy? – odparłam.
- Jest ostatnią osobą o którą miałabyś się martwić. Całkowicie oddała się malowaniu, a jej prace są coraz lepsze. Krótko mówiąc, musiała zając czymś ręce po twojej wyprowadzce – odpowiedziała z uznaniem w głosie. – Tylko mogłabyś czasem zadzwonić. Jestem pewna, że mimo wszystko tęskni i wcale nie podoba się jej, że musi sprawdzać, co się z tobą dzieje w mało wiarygodnych źródłach – dodała, a ja wywróciłam oczami.
- Nie jestem małą dziewczynką poradzę sobie, ale dzięki za radę – mruknęłam wzdychając głęboko ze zrezygnowaniem.
- Co właściwie robisz?
- Szukam sukienki – poinformowałam siostrę z frustracją w głosie.
- Więc to jednak zły moment na telefon – odparła rozbawiona.
- Śmieszne – skwitowałam. – Obiecuję odzywać się częściej, ale teraz muszę lecieć. Mam mało czasu – rzuciłam.
- Jasne, cześć – pożegnała się, a ja zakończyłam połączenie. Potarłam skronie i już miałam wychodzić, kiedy moją uwagę przykuła czarna, połyskująca tunika. Nie wiele się zastanawiając porwałam ją z wieszaka, ruszając w stronę kas.

- Zamierzałeś po mnie wyjechać? – usłyszałem nieco zgaszony głos w słuchawce i z przerażeniem, ale nadal zaspanym wzrokiem, spojrzałem na zegarek. Było po ósmej, a ja już pół godziny temu powinienem być na lotnisku.
- Boże, Torrey, przepraszam. To był jedyny dzień, kiedy miałem na później i chyba sama rozumiesz – uciąłem przeklinając pod nosem. – Przepraszam. Będę po ciebie za dosłownie dziesięć minut – zdążyłem powiedzieć, kiedy drzwi do mojego pokoju otworzyły się i stanęła w niech brunetka we własnej osobie z telefonem w dłoni.
- Nie trzeba – rzuciła z uśmiechem. – Masz szczęście, że znałam adres i twój kolega był na tyle miły, żeby mnie wpuścić – dodała i jak na zawołanie obok niej pojawił się Michael, w prawej ręce trzymając walizkę, należącą do dziewczyny. Szybko wstałem, przepierając się w jeansy przewieszone przez oparcie fotela i podchodząc do dziewczyny, a potem przytulając ją na powitanie. Zaśmiała się lekko, a ja zwróciłem się w stronę bruneta.
- Uratowałeś mi życie – stwierdziłem, a Michael westchnął teatralnie.
- Ależ ze mnie bohater – zironizował, wzruszając ramionami. – Nie ma sprawy – stwierdził po chwili i szybko opuścił pokój, zostawiając nas samych.
- Wiesz, że w końcu znalazłam scenariusz, który przypadł mi do gustu? – zapytała ucieszona jak małe dziecko, a ja uśmiechnąłem się pobłażliwie.
- Tytuł – rzuciłem tylko.
- Pretty little liars – odparła z podekscytowaniem. Zmarszczyłem czoło.
- Nie słyszałem o tym. To serial?
- Oczywiście, ze nie słyszałeś, bo produkcja startuje w przyszłym roku. Ale już powoli zbierają się do kastingów. Nie mogę się doczekać. Sama dowiedziałam się o tym od koleżanki, ale wierz na słowo, historia jest świetna – zaczęła, ale uciszyłem ją delikatnie.
- Wszystko mi opowiesz, ale teraz powiedz, że masz w swoim bagażu jakoś sukienkę, którą możesz na siebie dziś założyć, bo ostatnim na co mam ochotę jest latanie po sklepach – poprosiłem błagalnym tonem, a Torrey zaśmiała się dźwięcznie.
- Oczywiście, że mam. Nie będę cię dzisiaj katować – odpowiedziała z uśmiechem.

- Tutaj jesteś! – zawołałam uradowana, widząc Laurę wchodzącą do domu. Grzecznie przeprosiłam chłopaka, z którym przed chwilą zrobiłam sobie zdjęcie i podbiegłam do szatynki, ściskając ją na powitanie.
- Widzę, że masz świetny humor – stwierdziła ze śmiechem, a ja przytaknęłam.
- Nie mogę się doczekać dzisiejszej imprezy – podskoczyłam kilka razy, ale jak na złość moja towarzyszka wcale nie tryskała entuzjazmem. – Ty się nie cieszysz? – zapytałam z niedowierzaniem, otwierając szerzej oczy, a Laura pokręciła głową.
- Oczywiście, że się cieszę – odparła. – Tylko jestem zmuszona iść sama, a dwoje dupków, którzy przestawili mi wczoraj samochód sprowadziło swoje dziewczyny na tą okazję. Mam tylko nadzieję, że ta Caluma będzie po prostu przeciwieństwem Mai– wyznałaMarano , a ja przytaknęłam.
- Też jej nie lubię. Jest taka oschła i prawie w ogóle się nie uśmiecha. Rzadko kiedy zdarza mi się spotykać taką osobę – odpowiedziałam, zastygając w bezruchu na chwilę.- Też idę sama. Nie masz się czym martwić.
- A twój chłopak? – zapytała zdziwiona, a ja wywróciłam oczami.
- Tyler? – prychnęłam. – Jest zbyt zajęty swoimi modelkami. Więc niestety nie będę mogła się pochwalić – wzruszyłam obojętnie ramionami, próbując ukryć, jaki zawód sprawił mi mój chłopak dzwoniąc rano i oznajmiając, że jednak się nie pojawi. Ale szybko musiałam się otrząsnąć.
- Twój chłopak ma na imię Tyler? – zapytała się.
- Tyler Shields – westchnęłam smutno. – Fotograf – sprostowałam.
- Jestem z nim umówiona na sesje – zauważyła Laura, a ja obdarzyłam ją uśmiechem.
- Obie jesteśmy – stwierdziłam.
- Cóż, cieszę się, że nie będę samotna – odparła.
- Pojedziemy na plan razem? – zapytałam, a Laura przytaknęła.
- Jasne. Może tym razem twoim samochodem – stwierdziła, ruszając w stronę ciemnoniebieskiego kabrioletu.
~~~~
Tylko Wam podpowiem. Przedostatni akapit był pisany 'oczami Caluma' a ostatni 'oczami Raini'. Next dodam dzisiaj rano/po południu. Mam nadzieję że się podobalo ☺
Miśkaa^.^

niedziela, 29 czerwca 2014

Rozdział 3

Michael niepewnie spojrzał na nas, a potem przeniósł wzrok nieco niżej, na talerze z ciastkami, który trzymałyśmy w dłoniach.
- Więc obiecujecie, że waszym zamiarem nie jest otrucie mnie? – powtórzył podejrzliwie, a ja kiwnęłam głową.
- No spróbuj – ponagliła go Raini. – Jaki z ciebie ciasteczkowy potwór, kiedy nie chcesz zjeść ciasteczek?
Chłopak nadal niepewnie sięgnął do talerza brunetki i zabrał z niego jedną sztukę. Odgryzł kawałek z poważną miną znawcy, a potem jeszcze raz obrzucił ciastko zainteresowanym spojrzeniem. Następnie szybko wziął jeden z moich wypieków. Powtórzył cały proces od początku, wywołując chichot Raini.
- A teraz przerwa na reklamy – stwierdził po namyśle, wstając z krzesła i nas wymijając.
- Michael! – jęknęła szatynka oskarżycielsko, drepcząc za nim, a ja uśmiechnęłam się, rozbawiona całym zajściem. Chwilę potem przede mną stanął Calum, w prawej ręce trzymając scenariusz..
- Wzywają cię – powiedział uroczyście, zabierając jedno ciastko z talerzyka. – Są genialne – dodał po chwili z uznaniem kiwając głową. Rozejrzałam się na boki, wzrokiem szukając znajomego bruneta.
- Widziałeś Rossa? Obiecałam, że trochę dla niego zostawię – zapytałam, a rudzielec wzruszył ramionami.
- Jakby co, to na pewno się nie zmarnują – uśmiechnął się czarująco. – A tak naprawdę, to uprzedzał, że będzie później. Podobno przylatuje jego dziewczyna.

Siedziałem na jednym z kilkudziesięciu białych krzeseł, ze zniecierpliwieniem tupiąc nogą. Samolot Mai już dawno wylądował, ale po szatynce nie było nawet śladu. Westchnąłem głęboko, pocierając skronie. Ale na szczęście po chwili na horyzoncie pojawiła się oczekiwana kobieta, machając do mnie wesoło. Wstałem szybko, a Maia jak na zawołanie wpadła mi w ramiona. Poczułem znajomy zapach ulubionych perfum, pomieszany z truskawkowym szamponem do włosów. Nagle oślepił nas błysk flesza, a ja zdezorientowany spojrzałem za siebie. Naokoło stało kilku ciekawskich paparazzich z aparatami, przygotowanymi do pracy. Uśmiechnąłem się lekko, a za odpowiedź dostałem koleją porcję nieprzyjemnych błysków. Zaczynałem się do tego przyzwyczajać i normalnie nawet zamieniłbym z nimi kilka słów, ale widząc minę swojej dziewczyny, zabrałem jej walizki i bez słowa ruszyłem w stronę samochodu zaparkowanego nieopodal. Jakimś cudem udało nam się przejść i znaleźć w aucie. Ruszyłem z piskiem opon, zostawiając fotoreporterów za sobą.
- Jak podróż? – zapytałem od niechcenia, a dziewczyna wzruszyła ramionami.
- Może być – rzuciła, uśmiechając się szerzej. – To co robimy? – dodała po chwili, pochylając się nade mną. Zaśmiałem się cicho, kręcąc głową.
- Musimy jechać na plan – stwierdziłem, sprawiając, że uśmiech zniknął z twarzy blondynki. – Daj spokój. Mam dziś mało pracy, szybko skończę.
- Będę się nudzić – jęknęła.
- Jakoś przetrwasz. A wieczorem obiecuję być otwarty na propozycje – posłałem jej uśmiech, a Maia niechętnie kiwnęła głową. Pokonałem kilka skrzyżowań, by po chwili zatrzymać się przed znajomym budynkiem. Szybko znalazłem się w środku, ciągnąc za sobą kobietę. Wpadłem do studia, lekko dysząc i starając się zachowywać jak najciszej. Laura i Calum stali przed kamerą,  idealnie odgrywając swoje role i ignorując moje wtargnięcie.
- Cięcie – ogłosił Kevin, zwracając się w moją stronę. – Sara czeka – poinformował mnie, wspominając imię charakteryzatorki. Skinąłem głową, odwracając się do tyłu i obserwując Maię, rozglądającą się po pomszczeniu.
- Ciastka czekają – krzyknął Calum , zabierając z tacki jedno z przysmaków, których miałem już szansę spróbować. – A tak w ogóle to mam do ciebie sprawę – uśmiechnął się przebiegle, ukradkiem zerkając na Laurę.
- Muszę znaleźć Michaela – stwierdziła szatynka. – Nie ogłosił jeszcze werdyktu.
Zabrałem jedno z ciastek i zauważyłem jak Maia podchodzi bliżej.
-Maia , to Laura i Calum– przedstawiłem ich sobie, a szatynka posłała Laurze sztuczny uśmiech. – To Maia– zakończyłem, zwracając się do przyjaciół.
- Miło cię poznać – stwierdziła Lura. – Ciasteczko? – zapytała uprzejmie, ale szatynka pokręciła głową.
- Nie przepadam za czekoladowymi – odparła, a ja zerknąłem na nią zdziwiony. Kłamała. Uwielbiała tego rodzaju smakołyki.
-Ross . Mogę cię prosić na stronę? – zaczepił mnie Calum, a ja posłusznie ruszyłem za nim. Oddalając się od dziewczyn na bezpieczną odległość.

Podniosłem dłoń w której trzymałem swoją zdobycz z satysfakcją patrząc na zaskoczoną minę blondyna.
- Kluczki od samochodu – stwierdził nieco zdezorientowany, a ja zaśmiałem się cicho.
- Samochodu Laury– poprawiłem, przekrzywiając głowę. Ross parsknął śmiechem, zabierając przedmiot.
- Nie mogę uwierzyć, że ci się udało. Zazwyczaj chowa swoją torebkę w takich miejscach o których w życiu bym nie pomyślał – powiedział z uznaniem, a ja wzruszyłem ramionami.
- Musimy się pośpieszyć – zauważyłem, a mój towarzysz skinął głową.
- Myślę, że Sara ostatecznie na mnie poczeka – odparł z uśmiechem, oglądając się za siebie, a kiedy już sprawdził, że obie dziewczyny zajęte są rozmową, szybko ruszył w stronę bocznego wyjścia. Poszedłem w jego ślady i już po chwili oboje siedzieliśmy w dosyć wygodnym samochodzie brunetki. Ross odpalił silnik i odjechał na sam koniec parkingu, parkując tak, aby drzewa zasłoniły auto. Przez cały czas nie mogłem powstrzymać śmiechu. Ross wyjął ze schowka jakiś notes i długopis, a potem złożył na nim swój podpis. Podał mi zeszyt, a ja pokręciłem głową rozbawiony.
- Musi znać sprawców, bez tego nie będzie żadnej zabawy – stwierdził, a ja posłusznie się podpisałem. Wysiedliśmy i czym prędzej wchodząc jeszcze innym wejściem. Blondyn ruszył w stronę pokoju, w którym zwykle urzędowała Sara. Ja natomiast jak najszybciej udałem się do garderoby Marano, odłożyć kluczyki na ich miejsce.

Maia wcale nie należała do miłych osób. Spędziłam z nią kilka godzin i miałam nadzieję nigdy w życiu tego nie powtórzyć. Była po prostu sztuczna. Jej uśmiech ociekał fałszywością i wcale nie potrafiła tego ukryć. Marna z niej aktorka. Ale to był dopiero początek. Calum również niedługo miał przyjmować gościa i w duchu modliłam się, żeby jego dziewczyna była przeciwieństwem tej przebrzydłej szatynki. Wpadłam do swojej garderoby i przebrałam się szybko w dresy w których dzisiaj przyszłam. Spakowałam torbę i już miałam wychodzić, kiedy usłyszałam ciche pukanie do drzwi, a potem charakterystyczny śmiech Raini.
- Wchodźcie ciasteczkowe potworki – powiedziałam rozbawiona i po chwili tak jak się tego spodziewałam, w środku znaleźli się Raini i Michael.
- Przyciągnęłam go w końcu, żeby ogłosił werdykt – stwierdziła uradowana brunetka , a ja z zainteresowaniem spojrzałam na szatyna.
- Przykro mi to mówić, moja droga, ale Laura wygrała – stwierdził po chwili namysłu, a dziewczyna popchnęła go lekko. Na jej twarzy nie było rozczarowania. Była jak promyk słońca. Przyjacielska, roześmiana i miła. Uwielbiałam z nią przebywać. Tym bardziej teraz, kiedy Kayla wyjechała.
- A tak po prawdzie, to jestem podobnego zdania – dodała brunetka po chwili, uśmiechając się szeroko. – Co zrobiłaś, że były takie pyszne?
- Próbowałaś? – zdziwiłam się.
- Oczywiście – roześmiała się. – Więc jak? – ponagliła, a ja podeszłam do nich pochylając się lekko do przodu.
- Sekret tkwi w karmelu – szepnęłam konspiracyjnym szeptem, palcem dotykając ust i dając znak, żeby nie mówili tego na głos. Oboje parsknęli śmiechem, a ja posłałam im ciepły uśmiech.
- Musisz upiec ich więcej – powiedział w końcu Michael, a ja kiwnęłam głową.
- Kiedy tylko znajdę czas – obiecałam, zakładając na siebie cienki sweterek. – Do jutra – pożegnałam się i opuściłam pomieszczenie. Wygrzebałam kluczyki od samochodu i spokojnym krokiem ruszyłam na miejsce w którym go zaparkowałam. Ale stanęłam jak wryta, bo po aucie nie było śladu. Z przerażeniem rozejrzałam się dookoła, a potem z niedowierzaniem przetarłam oczy. Ale miejsce nadal było puste. Poczułam jak moje ręce zaczynają się trząść, a na usta ciśnie się milion przekleństw. Jak to się w ogóle do cholery mogło stać? Usłyszałam śmiech Raini i trzask drzwi wejściowych i czym prędzej do niej podbiegłam.
- Ukradli mi samochód – poinformowałam ją, nieco płaczliwym głosem, a dziewczyna spoważniała.
- Co? – zapytał Michael, a ja przełknęłam ślinę.
- Może po prostu zapomniałaś, gdzie go zostawiłaś – zaproponowała niepewnie brunetka, ale pokręciłam głową.
- Nie. Na pewno stał tam – rozpaczliwie wskazałam na jedno z parkingowych miejsc.
- A może ktoś go po prostu przestawił – zastanowił się Michael, a Raini się skrzywiła. – Musimy obejść parking – zadecydował chłopak, a ja posłusznie ruszyłam przed siebie jak w transie świdrując wzrokiem, wszystkie marki w poszukiwaniu swojej ukochanej toyoty. Nim się obejrzałam wróciłam do punktu wyjścia, a wędrówka zajęła mi około godziny. Raini szybko do mnie dołączyła, ale po szatynie nie było śladu.
- Laura! – rozległo się gdzieś dalej, a ja zdenerwowana odwróciłam wzrok. Brunetka pociągnęła mnie za rękaw i zaraz potem znalazłyśmy się koło Michaela, który wpatrywał się w coś ukrytego za drzewami. Podeszłam bliżej i z zaskoczeniem zauważyłam, że to właśnie moje auto. Odetchnęłam z ulgą, rzucając się przyjaciołom na szyję.
- Strasznie dziękuję – krzyknęłam ucieszona i wsiadłam do środka. – Macie jak wrócić? – zapytałam jeszcze, a oni oboje zgodnie pokiwali głowami.
- Nie ma za co i do zobaczenia – podsumowała Raini, a ja skinęłam głową i ruszyłam przed siebie. Odłożyłam torbę na siedzenie pasażera, ale ze zdziwieniem odkryłam, że leży na niej kartka, wyrwana z mojego notesu, który zwykłam trzymać w schowku. Prawą ręką zapaliłam światło i podniosłam papier. Na samym środku zauważyłam autografy Caluma i Rossa i o mało nie krzyknęłam ze złości. Zgniotłam papier i odrzuciłam go w kąt, naciskając pedał gazu.

Maia leżała koło mnie z ciekawością w oczach gładząc po policzku i co jakiś czas przywierając do moich warg. Nigdy się jej to nie nudziło, mi wręcz przeciwnie. Miałem jeszcze trochę pracy, ale nie pozwalała mi wstać, cytując obietnicę, którą złożyłem po południu. Odczekałem chwilę i w końcu zniecierpliwiony jej gierkami, wpiłem się w malinowe usta, wywołując jej śmiech. Szybko znalazłem się nad kobietą i właśnie wtedy usłyszałem trzaśnięcie drzwi frontowych. A potem do pokoju wparowała Laura, rzucając we mnie jakąś białą kulką i wcale nie przejmując tym, w jakiej sytuacji mnie zastała.
- Spędziłam ponad godzinę szukając mojego samochodu, bo tobie i Calumowi zachciało się żartów! – krzyknęła zdenerwowana. – Myślałam, że ktoś mi ukradł samochód! – dodała, a ja zaśmiałem się pod nosem. Dziewczyna podeszła do stojącego niedaleko kartonu i z premedytacją wyrzuciła jego zawartość na podłogę, rzucając we mnie poduszką, którą znalazła na wierzchu. Maia obrzuciła ją zirytowanym spojrzeniem, a szatynka westchnęła.
- Rozpętałeś wojnę, panie Lynch– stwierdziła, dumnie unosząc głowę. – Przygotuj się na zemstę – dodała i opuściła pokój.
~~~~
I jest!  Po dwóch dniach, ale jest xD Głosujcie w ankiecie, bo jestem ciekawa czy opłaca mi się prowadzić tego bloga i czy jest sens żebym pisała rozdziały...
Miśkaa^.^

wtorek, 24 czerwca 2014

Rozdział 2

- Nie możesz się tak przejmować. Weź pod uwagę oglądalność serialu – stwierdziłem, obserwując jak Laura z naburmuszoną miną upija kolejne łyki drinka.
- Masz rację – przyznała w końcu, sięgając po scenariusz leżący nieopodal na jednym z wielu pudeł rozstawionych po całym pokoju. Po premierze pierwszego odcinka, mimo obaw szatynko, dostaliśmy zielone światło i przenieśliśmy się do Miami, ale że jeszcze nic do końca nie było pewne, Laura wynajęła mieszkanie niedaleko planu i przez kilka najbliższych dni, dopóki sam czegoś nie znajdę, pozwoliła zająć wolny pokój. Mieszkała z Raini i Kaylą*, ale los bohaterek, które grały nie był pewny, więc obie musiały być przygotowane na spakowanie walizek i wyjazd.
- Opowiedz mi coś o sobie, Austin – powiedziała dziewczyna, przechylając głowę na bok i z westchnieniem przeglądając skrypt. Przywykłem już, że bardzo często używała imienia Moona w stosunku do mnie, ale zdarzało się to tylko wtedy, kiedy chciała odwrócić uwagę od swojej osoby.
- Cóż od małego potrafię śpiewać, moim przyjacielem jest Dez. Nie wiem po co Ci ten zeszyt. Wszystko u mnie w porządku, a u ciebie? – odparłem z ironią, a dziewczyna zachichotała.
- Jestem nieźle wstawiona – stwierdziła. – Śmiać się z czegoś takiego – wzdrygnęła się teatralnie, ukazując w uśmiechu białe zęby. – Dobry z ciebie towarzysz nocnych rozterek, Ross, ale wygląda na to, że muszę nauczyć się tekstu i iść spać. Nie mogę się doczekać – szepnęła, wstając i chwiejnym krokiem podchodząc do drzwi.
- Słodkich snów – powiedziałem, a dziewczyna skinęła głową i wyszła. Westchnąłem głęboko, wyjmując z kieszeni telefon i wykręcając numer do Mai.
- Tak? – odezwał się znajomy głos.
- Nie śpisz? – zdziwiłem się, a dziewczyna odpowiedziała śmiechem.
- Proszę cię. Przyszła Lisa* i mamy swój mały, babski wieczór – poinformowała, a ja zacmokałem z niezadowoleniem.
- Towarzystwo Lisy nie wróży niczego dobrego. Nie wychodź na zewnątrz, bo z nią u boku wpakujesz się w kłopoty – odparłem, przypominając sobie czasy, kiedy to przyjaciółka szatynki rzuciła się na jednego z paparazzich i wytrąciła mu aparat z rąk. Niestety inni fotografowie zdążyli to uwiecznić  i następnego dnia zdjęcia wyciekły do sieci. A ostatecznie minęło trochę czasu, zanim wszystko ucichło.
- Nie przesadzasz? Nie jestem małą dziewczynką, poradzę sobie – zrobiła znaczącą pauzę, a potem westchnęła. – Kiedy wrócisz?
- Wiesz, że teraz nie mam czasu. Ale tym razem to ty możesz mnie odwiedzić – podszedłem do okna, opierając się o parapet i przyglądając się nielicznym przechodniom, przemarzającym szary chodnik.
- Może się skuszę – stwierdziła po namyśle.
- Stęskniłaś się? Nie mogę w to uwierzyć – udałem zdziwienie, starając się nie roześmiać.
- Oczywiście, że nie tęsknie. W końcu jakie podstawy do tęsknoty ma kobieta, która nie widziała swojego chłopaka od kilku tygodni – zironizowała szatynka, a gdzieś w słuchawce rozległo się nawoływanie.
- Niech zgadnę, Lisa wzywa – powiedziałem niechętnie, a Maia przytaknęła.
- Jutro kupię bilet i zadzwonię – poinformowała. – Do zobaczenia – dodała, szybko kończąc połączenie. Odłożyłem komórkę, kręcąc głową z dezaprobatą. Potem odwróciłem się na pięcie i idąc, zgasiłem wszystkie światła. Wszedłem do swojego pokoju i rzuciłem się na łóżko.

- Czas wstać! – krzyknąłem, wchodząc do pokoju brunetki i ściągając z niej kołdrę. Dziewczyna wydała z siebie pomruk niezadowolenia i ręką spróbowała namierzyć pościel, która aktualnie znalazła się na podłodze. Przyjrzałem się jej z zaciekawianiem, ale nawet nie otworzyła oczu. Zwinęła się w kłębek, głębiej wtulając w poduszkę i ponownie spróbowała usnąć.
- Wody – usłyszałem zachrypnięty jęk i zaśmiałem się pod nosem, podchodząc do biurka, biorąc z niego butelkę i podając swojej towarzyszce. Laura zgrabnym ruchem odkręciła korek i wzięła kilka sporych łyków, po czym leniwie zerknęła na zegarek.
- Szósta rano? – jęknęła, opadając z powrotem na plecy.
- Wstawaj, skarbie – rzuciłem, kierując się stronę drzwi.
- Nie mogę – odparła i spojrzała na mnie znacząco. – Boli mnie głowa – poinformowała, powoli wstając z łóżka i podchodząc do jednego z pudeł. Szybko wyjęła niebieską koszulkę i jeansy, a potem  udała się w stronę kuchni. Z kolejnego kartonu wyciągnęła jakieś tabletki i połknęła dwie, nie myśląc nawet o popiciu ich. – Gdzie Raini?
- Wyszła – stwierdziłem, spoglądając na zamknięte drzwi pokoju blondynki. Laura pokiwała głową i bez słowa pomaszerowała do łazienki. Po kilku minutach wyszła, ubrana w wcześniej zabrane rzeczy i rzuciła nieco kusą piżamę na łóżko, spoglądając na mnie.
- Cieszę się, że mnie nie zostawiłeś. Nie mogłabym prowadzić – stwierdziła znacząco, a ja posłałem jej uśmiech. Chwyciłem kluczyki od samochodu i ruszyłem w stronę wyjścia. Brunetka z kolei szybko spakowała kilka drobiazgów do czarnej torby, zabrała po drodze jedną z bułek, leżących na blacie w kuchni i do mnie dołączyła.

- O! Znalazł się jadowity wąż – powiedziałam, uśmiechając się lekko i odwracając się po to by wziąć zeszyt. – Ally, proszę pomóż – powiedział Ross biorąc gitarę do ręki. Jedną nogą oparł się o stołek od pianina, ale od był dalej i runął na podłogę.– Cholera jasna – syknął, a kiedy podniósł wzrok, chyba zdał sobie sprawę, że zarówno Ja, jak i Raini wraz z Calumem zwijają się ze śmiechu. – To boli – mruknął nadąsany, próbując rozmasować kość ogonową. Rudzielec, nadal śmiejąc się wniebogłosy, podszedł do niego i spróbował pomóc wstać, ale za każdym razem kiedy na niego spojrzał, zalewała go fala śmiechu. Po chwili dołączyła się brunetka i jakimś cudem udało im się gosię podnieść. Jak się później okazało cała ekipa miała z niego niezły ubaw. - Nie dąsaj się – zachichotałam, przytulając go do siebie i próbując stłumić spazmy śmiechu.
- Nadal ma taką minę – szepnął Calum w stronę Raini, a ja Lynch zgromnił go wzrokiem.
- Słyszałem to – poinformował, pokazując mu język.

Kilka godzin później stałam w studiu 'Helen Show'. Miałam na sobie bardzo ładną malinową sukienkę wraz z kremowym sweterkiem. Calum cały czas rzucał jakieś śmieszne uwagi. Ross i ja cały czas się z nich śmialiśmy. Humor już mu się poprawił. Stanęłam przodem sdo telewizora, aby widzieć program.
- Akcja! – usłyszałam i odwróciłam się. Przybiegł Ross.
-Ally musisz zagrać na bi nasz pianista zachorował.
-Nie ja nie zagram!-Mówiąc to tak zamachnęłam się ręką i telewizor spadł na ziemię. Ekran był podzielony na małe kawałeczki. - Boże – szepnęła Raini i spróbowała to urządzenie złapać, tak samo zresztą i ja. Ale ostatecznie wylądował na betonowej posadce, rozbijając się na kawałki. Przekrzywiłam głowę z zaciekawieniem oglądając kawałki ekranu rozrzucone pod moimi stopami.
- Ups – skwitowałam, przygryzając dolną wargę.
- Może nie zauważą – szepnęła dziewczyna, rozglądając się dookoła i nogą odgarniając resztki na bok. Parsknęłam śmiechem, popychając ją delikatnie i odwracając się do Heatha siedzącego na krześle kilka metrów dalej. – Nie się nie stało! – wrzasnęłam, a szatyn pokręcił głową, próbując ukryć uśmiech. Ross za to nie krył się wcale. Śmiał się do rozpuku, razem z Kevinem, który ukrył twarz w dłoniach. Jego ramiona drgały delikatnie, co wskazywało na ogarniające go fale śmiechu.
- Mark, będziesz musiał kupić nową rzeźbę – wychrypiał po chwili, uspokajając się trochę. Jeden z członków ekipy przytaknął i szybko zanotował coś w grubym notesie, odchodząc nieco dalej.
- To po prostu nie mój dzień – dodałam, znowu niczym mała dziewczynka pokazując Rossowi język i uśmiechając się wesoło do Raini i Caluma.

Zarzuciłam torbę na ramię, otwierając drzwi studia i wychodząc na świeże, wieczorne powietrze. Nareszcie. Odetchnęłam głęboko, rozglądając się za czarnym BMW, ale zanim zdążyłam zrobić choćby krok dalej, auto zjawiło się przede mną, a ze środka wyjrzał Calum.
- Wsiadaj – rzucił, a ja posłusznie wykonałam polecenie.
- Dzięki, że się zgodziłeś. Ross skończył dzisiaj wcześniej i nie było sensu, żeby czekał na mnie kilka godzin – stwierdziłam, a rudzielec kiwnął głową.
- Mieszkacie razem? – zdziwił się, a ja przytaknęłam.
- Na razie. Razem z Raini i Kaylą. Ale chyba już słyszałeś, że ta druga wyjeżdża? – zapytałam.
- Kayla? – potwierdziłam. – Tak. Trochę szkoda – przytaknął, a ja westchnęłam.
- A ty gdzie mieszkasz? – zaciekawiłam się.
- Niedaleko. Na razie wynajęliśmy mieszkanie razem z Michaelem* – poinformował, a ja zmarszczyłam czoło.
- O nie – jęknęłam, przypominając sobie, co obiecałam dzisiaj Trevino i Raini.
- Co się stało?
- Michael powiedział dzisiaj, że jest fanem ciasteczek czekoladowych, a ja założyłam się z Raini. Obie mamy zrobić je według swojego przepisu, a on będzie oceniał – wyjaśniłam, a Calum  uśmiechnął się delikatnie.
- W takim razie powodzenia – powiedział, zatrzymując się przed wejściem do mojego domu.
- Przyda się – odpowiedziałam. – Do zobaczenia. – dodałam jeszcze i zatrzasnęłam drzwi samochodu. Wbiegłam po schodach i znalazłam się w środku. Rzuciłam torbę na jedno z wielu pudeł, nadal rozstawionych po kątach. Szybko wyjęłam wszystkie potrzebne produkty i umyłam ręce, by potem zająć się przygotowywaniem masy.
- Nie mów, że ty też – usłyszałam głos Rossa tuż nad uchem i aż podskoczyłam.
- Zwariowałeś? – odetchnęłam głęboko, odwracając się w jego stronę. – Nie skradaj się tak więcej.
- Też robisz ciastka? – ponowił pytanie, ignorując moją wypowiedź i unosząc brwi.
- Jak to też? – odparłam, wracając do przerwanej czynności.
- Raininiedawno skończyła – stwierdził, opierając się o blat.
- Założyłyśmy się, która zrobi lepsze – poinformowałam.
- Jesteś zła? – zapytał zaskoczony po chwili, a ja pokręciłam głową.
- Nie. Jestem tylko nieco zirytowana tym, że cały dzień się ze mnie śmiejesz – rzuciłam, a Ross uniósł kąciki ust.
- A nie uważasz, że twoj dzisiejsza wpadka były niezwykle zabawne? – zapytał, zmuszając, żebym na niego spojrzała. Odwróciłam się niechętnie, wzruszając ramionami.
- Tylko trochę – rzuciłam po chwili.
Resztę wyuczonych czynności wykonałam w milczeniu, czując na sobie nieco zdezorientowany wzrok blondyna. W końcu, po kilku długich minutach, mogłam wyjąć srebrną blaszkę z piekarnika i postawić ją na blacie, aby ciastka przestygły. Potem podeszłam do swojej torby i wyjęłam z niej paczkę papierosów, odpalając jednego. Szybko otworzyłam okno, żeby dym nie rozprzestrzenił się po całym domu.
- Palisz? – zdziwił się Ross, a ja wskazałam na małą rurkę trzymaną w dłoni.
- Okazjonalnie. A ty? – odparłam od niechcenia, zaciągając się delikatnie.
- Paliłem – rzucił obojętnie. – Jaką masz okazję teraz? – wzruszyłam ramionami.
- Zrobiłam ciasteczka – odparłam po namyśle, wpatrując się w ludzi przemierzających ulicę. – Zaprzeczam samej sobie, ćwiczę jogę i palę – mruknęła, jakby do siebie.
- Rany, są świetne – doszedł do mnie znajomy głos, sprawiając, że odwróciłam się gwałtownie i zobaczyłam jak Ross zabiera kolejne ciastko z tacki. Szybko zgasiłam papierosa i podbiegłam do niego, odpychając delikatnie.
- Są na jutro – powiedziałam z wyrzutem.
- Czego do nich dodałaś? – zapytał, uśmiechając się przebiegle.
- Karmelu – westchnęłam, przekładając ciastka na talerz i przykrywając je drugim. Blondyn chciał coś odpowiedzieć, ale właśnie wtedy przerwał mu dzwonek telefonu. Zerknął na wyświetlacz, marszcząc czoło.
- Twoja dziewczyna? – spytałam, a chłopak spojrzał na mnie zdziwiony i potwierdził skinieniem głowy. Potem szybko wycofał się do siebie, zostawiając mnie samą w kuchni.

*Kayla- na potrzeby opowiadania
*Michael- też na potrzeby opowiadania tylko, że on zostanie dłużej
*Lisa- postać zmyślona
~~~
Hey, hello :D To jest drugi rozdział. Ha ha Tak bardzo wczoraj mi się nudziło, że na drugi dzień jest! Trochę dużo osób zmyśliłam... Ale tam stała obsada jest bardzo mała i dosyć często znajdą się osoby, które zostaną na dłużej lub krócej ;] Proszę polecać i komentować mojego bloga ;/ :)
Miśkaa^.^

Rozdział 1

Wysiadłam z autobusu i pędem rzuciłam się w stronę beżowego budynku, majaczącego gdzieś w oddali. Byłam już nieźle spóźniona i aż ciarki przechodziły mi po plecach na myśl, że mogę stracić swoją szansę. Szybko przebiegłam kilka przecznic i wpadłam do środka, ciężko oddychając. Korytarz był pusty. Przełknęłam ślinę, próbując uspokoić rozkołatane serce i wyrównać płytki oddech. Usiadłam na pobliskim krześle, przymykając oczy i obciągając rękawy białej bluzy.
- Laura – usłyszałam nagle i uniosłam głowę z zainteresowaniem przyglądając się nieco już starszemu i łysemu mężczyźnie. Przy drzwiach stał Kevin Kopelow, którego miałam już okazję poznać. Byłam tu już któryś raz z kolei walcząc o rolę w jego nowym serialu. Uśmiechnęłam się lekko i weszłam do środka pokoju, gdzie za biurkiem zastałam uśmiechniętego szatyna, Heatha Seiferta.
- Miło cię znowu widzieć – powiedział, a ja skinęłam głową ,odwzajemniając uśmiech. Usiadłam na krześle, czekając aż ponownie w moje ręce dostanie się scenariusz i ponownie będę musiała odegrać, już wyuczone niemal na pamięć, sceny. Ale nic podobnego się nie wydarzyło. Kevin usiadł obok Heath i oboje spojrzeli na siebie porozumiewawczo.
- Mogę prosić o scenariusz? – zapytałam, a Heath obdarował mnie kolejnym ciepłym uśmiechem.
- Naturalnie – odpowiedział i podał mi skrypt na którym nadrukowane było moje imię i nazwisko. Spojrzałam na niego zdziwiona, a moje serce przyspieszyło.
- To znaczy, że…-zaczęłam, przełykając ślinę.
- Dostałaś rolę Ally – dokończył Kevin, a ja wstałam i uściskałam ich oboje.
- Tak strasznie dziękuję! – zaśmiałam się nadal nie mogąc uwierzyć w to, co przed chwilą usłyszałam.
- Nie ma za co, kochana – stwierdził Kevin. – Byłaś najlepsza.
- Ale to jeszcze nie koniec – dodał Heath. – Mamy coraz mniej czasu, a musimy obsadzić role Austina i Deza, więc wygląda na to, że zasiądziesz obok nas podczas przesłuchań i kandydaci będą czytać role już z tą właściwą Ally.
- Nawet sobie nie wyobrażacie jak się cieszę – powtórzyłam, w duchu skacząc z radości i powtarzając sobie, żeby zachować spokój przynajmniej do mojego powrotu do domu.
Kilkanaście dni później
- Połamania nóg – powiedziała Maia zaspanym głosem. Odwróciłem się do niej i pocałowałem delikatnie.
- Do zobaczenia – odparłem, szybko wysiadając z taksówki i zatrzaskując za sobą drzwi. Zostało mi tylko kilka krótkich minut i wiedziałem, że jeśli się nie pośpieszę, to stracę szansę na kolejny kontrakt i na pracę na przynajmniej najbliższe kilka miesięcy. Zwiększyłem więc tempo marszu z niezadowoleniem zerkając na zegarek, odbijający światło pobliskich latarni.

- Tu jest taki napis 'Proszę nie walić w perkusję'.
- Ale ja nie walę tylko gram. –oznajmił jeden z wielu aktorów, którzy byli dzisiaj przesłuchiwani, delikatnie zerkając na scenariusz trzymany w prawej ręce. Ten, który stał przede mną, Calum, jak dla mnie miał duże szanse, ale na rolę Deza. Heath patrzył na niego z zafascynowaniem, przyglądając się każdemu drobnemu gestowi czy zmianie zachodzącej na jego twarzy. Poza tym spotkałam go już tutaj któryś raz. A kolejne przesłuchania świadczyły o tym, że naprawdę mu zaimponował.
- Nie obraź się, ale nie zgadzam się z Twoją opinią. – wypowiedziałam wyuczoną formułkę, wpatrując się w niego intensywnie i starając wyobrazić, że już jestem na planie, stojąc przed kamerą ustawioną kilka metrów dalej.
- To są korndogi? – chłopak uśmiechnął się delikatnie i skinął głową.
- Tak. – odparł, a potem wypuścił powietrze z płuc, odkładając scenariusz i pytająco patrząc na Kevina. Heath zaśmiał się serdecznie, z niedowierzaniem kręcąc głową.
- Przykro mi, Calum, ale zdecydowanie bardziej pasujesz mi do roli Deza niż jego przyjaciela – powiedział Kopelow, a ja uśmiechnęłam się na wspomnienie odegranego przez chłopaka fragmentu z Austinem w roli głównej. Jak dla mnie to nie było to. Widziałam go bardziej w roli Deza.
- Więc? – dopytywał się chłopak, a Heath upił łyk swojej kawy, zerkając na zegarek.
- Jesteś naszym faworytem, odezwiemy się jutro z ostateczną decyzją – stwierdził Kevin, a rudzielec skinął głową, podziękował mi, pożegnał się i wyszedł.
- Trzymacie go w niepewności – rzuciłam z wyrzutem. Zdawałam sobie sprawę, że dobór obsady to ważna sprawa, ale nienawidziłam, kiedy oboje odsyłali idealnych kandydatów z obietnicą telefonu.
- Musimy skontaktować się z paroma osobami, których jak widzisz dzisiaj z nami nie ma. Umówimy się z nim po raz kolejny i po sprawie. Nie martw się, nie odeślemy tak dobrego kandydata z kwitkiem – stwierdził, nadal uporczywie wpatrując się w zegarek. – Myślisz, że się spóźni? – zwrócił się do Kevina, ale mężczyzna tylko wzruszył ramionami.
- Jeśli się nie zjawi będziemy musieli poszukać gdzie indziej. Ale skoro sam poprosił o zorganizowanie kastingu, to chyba powianiem przybyć – odpowiedział, a ja zmarszczyłam czoło.
- Już późno. Macie jeszcze jakieś spotkanie? – zapytałam, a szatyn przytaknął.
- Może w końcu znajdziemy naszego Austina – stwierdził, a ja kiwnęłam ze zrozumieniem głową.
- Wychodzisz? – zapytał Kevin, a ja pokręciłam głową.
- Gdybyście nie mieli nic przeciwko, to chętnie bym została i po prostu popatrzyła. Miła odmiana po całym dniu odgrywania tego samego fragmentu – uśmiechnęłam się, a Heath zaśmiał się.
- Trzeba przyznać, że nieźle się już wyuczyłaś. Wychodzi ci niemal idealnie – powiedział.
- Dziękuję – odparłam, ale dalszą konwersację przerwało ciche pukanie do drzwi. Po chwili w środku zjawił się blondyn, o intensywnie brązowych oczach, które okropnie przykuły moją uwagę.
- Ross, racja? – zapytał Kopelow, wstając i witając się z chłopakiem.
- Wybaczcie spóźnienie – wychrypiał, ściskając dłoń Kevina, a potem podchodząc do Heatha. Na koniec jego wzrok spoczął na mnie. Przyjrzałam się jego rysom twarzy i zaróżowionym policzkom. Musiał się naprawdę śpieszyć, o czym świadczyły oczywiście rumieńce, goszczące na bladej twarzy.
- Ross – wyciągnął dłoń w moją stronę, a ja uśmiechnęłam się i uścisnęłam ją.
- Laura – przedstawiłam się, puszczając go i wracając na stare miejsce.
- Laura otrzymała rolę Ally – wyjaśnił Heath, a blondyn pokiwał głową z uznaniem i usiadł na krześle stojącym nieopodal. Wziął od Heatha scenariusz i spojrzał na fragment, który wybrał mężczyzna. Potem odłożył go na kolana i oparł głowę na dłoniach cierpliwie czekając, aż któryś z zebranych przeczyta pierwszą linijkę tekstu. Zadania podjął się Heath. To on zazwyczaj czytał teksty z aktorami, niesamowicie zresztą to lubił. Wszystko szło jak w płatka, a ja byłam coraz bardziej oczarowana tym, jak chłopak modyfikuje ton głosu zależnie od tego, co czyta i jak jego mimika zmienia się diametralnie. Z fascynacją przyglądałam się jak na jego twarzy wykwita ironiczny uśmiech albo jak zabawnie mruży oczy, czy nimi przewraca, by potem powtórzyć cały proces od początku.
- I cięcie! – krzyknął Heath.
- Trzeba grać na wielu instrumentach. – zrobił krótką pauzę. I uśmiechając się znacząco. – Ja umiem na fortepianie, bębnach, gitarze, harfie. Mogę nawet na trąbce przez drugą trąbkę – dodał, uśmiechając się nieco szerzej i zerkając na mnie ukradkiem. W pomieszczeniu nastała cisza. Nawet ja nie mogłam wydusić słowa, po tym, co przed chwilą odegrał. Był wręcz stworzony do tej roli i miałam nadzieję, że Heath ma podobną opinię.
- Kevin, zadzwoń do Boba i powiedz, że znaleźliśmy, to, czego szukaliśmy – powiedział, a na jego twarz ponownie wkradł się uśmiech. – Ross, musisz się z nami spotkać jutro z samego rana. Ściągniemy wszystkich, żeby zatwierdzić decyzję, ale jestem pewny, że się z nami zgodzą. Musisz mieć tę rolę – powiedział z przekonaniem, a chłopak posłał mu uśmiech.
- Wygląda na to, że mamy już pełną obsadę – stwierdził Kevin, na powitanie kilka dni później. Dzisiaj mieliśmy zacząć kręcić pierwszy odcinek. Ross i Calum tak jak przewidywałam, dostali role Austina i Deza, a ja z każdym krokiem poznawałam jakaś nową osobę. Ale nie mogłam się zbytnio skupić, bo moje myśli zaprzątały opinie, których naczytałam się na różnych forach internetowych. Wszyscy uważali, że role Deza i Austina są idealnie obsadzone, ale na mój temat istniało milion negatywnych poglądów.
- Powinnaś przestać to czytać – stwierdził Ross, kiedy zdecydowałam odpowiedzieć na jego pytanie brzmiące ‚co się stało’. – Zmienią zdanie, wystarczy, że dasz z siebie wszystko i nakręcisz niesamowite sceny. – Niechętnie pokiwałam głową, siadając na kanapie, biorąc do ręki zeszyt oprawiony w zieloną okładkę i posyłając mu uśmiech.
- Zobaczymy – odparłam.
- Uwaga, moi drodzy, na miejsca – usłyszałam i zobaczyłam jak Calum, odchodzi od roześmianego Heatha i staje kilka metrów ode mnie, chcąc poprzyglądać się poczynaniom operatorów kamer. Był niesamowicie zabawny i na sam jego widok miałam ochotę się zaśmiać, ale tym razem wyjątkowo powstrzymałam się, stanęłam za ladą. Byłam już gotowa, aby zacząć kręcić scenę.
- Akcja! – usłyszałam i uśmiechnęłam się. I doszłam do wniosku, że Ross ma rację. Nie powinnam, przynajmniej na razie, zaglądać na te strony, skoro tak to znosiłam…
~~~~
Hej, hej, hej! Dosyć długo to pisałam :/ Ale! Dałam radę ;) Mam nadzieję, że wam się chociaż troszkę spodobało i zostawicie koma czy coś ;p
Miśkaa^.^

poniedziałek, 23 czerwca 2014

Informacja

Tak wiem. Dawno mnie tutaj nie było... Cóż naprawdę się starałam napisać ciąg dalszy, ale mi to zbytnio nie wychodziło :( Ale! :D Don't worry. Mam mini pomysł na nowe opowiadanie ;) Prolog dodam jutro, bo do szkoły nie idę :D Mam nadzieję, że przypadnie wam do gustu...
Uwaga! To nie będzie o Auslly tylko o R.A.U.R.Z.E ;) I prośba. Proszęę komentujcie :) Będę miała chociaż jakąś motywacje do napisania nexta ;)
Miśkaa^.^

poniedziałek, 26 maja 2014

Rozdział 7 3/3

*Oczami Ally*
O matko! Mogłam się nie zgadzać. Po co mu śpiewałam!Na drugi raz najpierw pomyśle, a później zrobię. Ściągnęłam swoje buty i pobiegłam do siebie na górę. Zastanawiałam się jakie ciuchy spakować. Postanowiłam, że wezmę to. Spakowałam jeszcze piżamę oraz kosmetyczkę. Na szczęście wszystko zmieściło się do mojej szarej torby (patrz 1 link). Zeszłam na dół powiedzieć mojej mamie, ale zamiast jej osoby zobaczyłam kartkę na lodówce.
Ally!
Przepraszam, że Cię nie uprzedziłam, ale to było pilne. Jeżeli będziesz coś chciała to dzwoń. Pieniądze masz na stole. Wszystko wytłumaczę Ci jutro. Nie martw się :)
Kocham, mama.
Ciekawe co się stało. To może ja lepiej do niej zadzwonię.
------
-Halo?
-Hej. Tu Ally.
-Stało się coś córciu?
-Nie. Chciałam Ci się tylko zapytać czy mogłabym dzisiaj nocować u Trish?
-No nie wiem skarbie. 
-Mamoo, prooszęę.
-No dobrze, ale bądź pod telefonem.
-Dobrze.
-Ally?
-Tak?
-A będzie ten blondyn?
-Mamo!
-Dobra, dobra. Buziaczki.
-Pa.
-------- 
Po rozmowie (która mnie zażenowała z wiadomych powodów) wzięłam pieniądze i chwyciłam torbę. Miałam usiąść na krześle, ale przerwał mi dzwonek do drzwi. Podbiegłam. Stał tam Dallas...
-Hej kotek.
-Heeej Dallas.- odpowiedziałam.
-Może byśmy gdzieś wyskoczyli?
-Przykro mi, ale idę do Trish na nockę. Może jutro dobrze?
-Spoko. Może Cię odprowadzić?
-Nie trzeba. Idę z Austinem.- w tej właśnie chwili zdałam sobie sprawę, że powiedziała trochę za dużo.
-Z Austinem powiadasz...
-Tak. O! Właśnie idzie! To pa.- wyminęłam go i podeszłam do Blondaska.
-Idziemy Ally?
-Jasne.- Gdy straciłam już mojego chłopaka z oczu w ogóle nie czułam pustki. Jakby mi na nim nie zależało... Zauważyłam, że mój towarzysz ciągle chodzi zamyślony.
-Wszystko w porządku?
-Co? A tak... Nie. Muszę Ci coś powiedzieć, a raczej pokazać.- wyjął z kieszeni swój telefon i pokazał mi nagranie. Był tam Dallas z jakąś dziewczyną. Nie widziałam jej twarzy więc nie wiem kto to jest. Kliknął 'Play'. Gdy zobaczyłam zawartość to załamałam się. Nie wierzyłam własnym oczom. Oni się całowali... Poczułam ciężkie łzy  spływające po mojej twarzy.
-Przepraszam! Nie powinienem był Ci tego pokazywać...-odrzekł smutny.
-Nie! Dobrze zrobiłeś. Przynajmniej wiem na czym stoję.-akurat podeszliśmy pod jej dom. Zadzwoniłam dzwonkiem. Otworzył nam młodszy chłopak.
-Cześć Austin! Siemka mała.- ale, że to było do mnie?! Wdech, wydech... Bardzo się denerwuję gdy ktoś mówi do mnie laska, mała itp.,a szczególnie kiedy usłyszę pełne imię. Mam z tym złe wspomnienia, ale o tym kiedy indziej.
-My do Parici.-odparłam.
-Blondi wie gdzie jest jej pokój. Niech zaprowadzi.- doobra inaczej to sobie wyobrażała, ale cóż. Jej pokój znajdował się na pierwszym piętrze po lewej. Zapukaliśmy. Po usłyszeniu zaproszenia weszliśmy. Gdy tylko Traszka spojrzała na mnie zrobiła wielkie oczy...
~~~~
Hejka. Przepraszam za tą nieobecność na blogu, ale teraz jakoś nie miałam weny. Chciała zakończyć ten siódmy rozdział xDD Mam nadzieję, że się podobało. Z przykrością informuję, że OS nie zostanie dokończony!! Proszę o komentarze i mam nadzieję, ze choć trochę się podoba :) Co z tego, że wyszedł nudny jak flaki z olejem xDD
Miśkaa^.^