- Nie możesz się tak przejmować. Weź pod uwagę oglądalność serialu –
stwierdziłem, obserwując jak Laura z naburmuszoną miną upija kolejne łyki drinka.
- Masz rację – przyznała w końcu, sięgając po scenariusz
leżący nieopodal na jednym z wielu pudeł rozstawionych po całym pokoju.
Po premierze pierwszego odcinka, mimo obaw szatynko, dostaliśmy zielone
światło i przenieśliśmy się do Miami, ale że jeszcze nic do końca nie
było pewne, Laura wynajęła mieszkanie niedaleko planu i przez kilka
najbliższych dni, dopóki sam czegoś nie znajdę, pozwoliła zająć wolny
pokój. Mieszkała z Raini i Kaylą*, ale los bohaterek, które grały nie
był pewny, więc obie musiały być przygotowane na spakowanie walizek i
wyjazd.
- Opowiedz mi coś o sobie, Austin – powiedziała dziewczyna,
przechylając głowę na bok i z westchnieniem przeglądając skrypt.
Przywykłem już, że bardzo często używała imienia Moona w
stosunku do mnie, ale zdarzało się to tylko wtedy, kiedy chciała
odwrócić uwagę od swojej osoby.
- Cóż od małego potrafię śpiewać, moim przyjacielem jest Dez. Nie wiem po co Ci ten zeszyt. Wszystko u mnie w porządku, a u ciebie? –
odparłem z ironią, a dziewczyna zachichotała.
- Jestem nieźle
wstawiona – stwierdziła. – Śmiać się z czegoś takiego – wzdrygnęła się
teatralnie, ukazując w uśmiechu białe zęby. – Dobry z ciebie towarzysz
nocnych rozterek, Ross, ale wygląda na to, że muszę nauczyć się tekstu i
iść spać.
Nie mogę się doczekać – szepnęła, wstając i chwiejnym krokiem podchodząc
do drzwi.
- Słodkich snów – powiedziałem, a dziewczyna skinęła głową
i wyszła. Westchnąłem głęboko, wyjmując z kieszeni telefon i wykręcając
numer do Mai.
- Tak? – odezwał się znajomy głos.
- Nie śpisz? – zdziwiłem się, a dziewczyna odpowiedziała śmiechem.
- Proszę cię. Przyszła Lisa* i mamy swój mały, babski wieczór – poinformowała, a ja zacmokałem z niezadowoleniem.
-
Towarzystwo Lisy nie wróży niczego dobrego. Nie wychodź na zewnątrz, bo
z nią u boku wpakujesz się w kłopoty – odparłem, przypominając sobie
czasy, kiedy to przyjaciółka szatynki rzuciła się na jednego z
paparazzich i wytrąciła mu aparat z rąk. Niestety inni fotografowie
zdążyli to uwiecznić i następnego dnia zdjęcia wyciekły do sieci. A
ostatecznie minęło trochę czasu, zanim wszystko ucichło.
- Nie przesadzasz? Nie jestem małą dziewczynką, poradzę sobie – zrobiła znaczącą pauzę, a potem westchnęła. – Kiedy wrócisz?
-
Wiesz, że teraz nie mam czasu. Ale tym razem to ty możesz mnie
odwiedzić – podszedłem do okna, opierając się o parapet i przyglądając
się nielicznym przechodniom, przemarzającym szary chodnik.
- Może się skuszę – stwierdziła po namyśle.
- Stęskniłaś się? Nie mogę w to uwierzyć – udałem zdziwienie, starając się nie roześmiać.
-
Oczywiście, że nie tęsknie. W końcu jakie podstawy do tęsknoty ma
kobieta, która nie widziała swojego chłopaka od kilku tygodni –
zironizowała szatynka, a gdzieś w słuchawce rozległo się nawoływanie.
- Niech zgadnę, Lisa wzywa – powiedziałem niechętnie, a Maia przytaknęła.
-
Jutro kupię bilet i zadzwonię – poinformowała. – Do zobaczenia –
dodała, szybko kończąc połączenie. Odłożyłem komórkę, kręcąc głową z
dezaprobatą. Potem odwróciłem się na pięcie i idąc, zgasiłem wszystkie
światła. Wszedłem do swojego pokoju i rzuciłem się na łóżko.
- Czas wstać! – krzyknąłem, wchodząc do pokoju brunetki i ściągając z
niej kołdrę. Dziewczyna wydała z siebie pomruk niezadowolenia i ręką
spróbowała namierzyć pościel, która aktualnie znalazła się na podłodze.
Przyjrzałem się jej z zaciekawianiem, ale nawet nie otworzyła oczu.
Zwinęła się w kłębek, głębiej wtulając w poduszkę i ponownie spróbowała
usnąć.
- Wody – usłyszałem zachrypnięty jęk i zaśmiałem się pod
nosem, podchodząc do biurka, biorąc z niego butelkę i podając swojej
towarzyszce. Laura zgrabnym ruchem odkręciła korek i wzięła kilka sporych
łyków, po czym leniwie zerknęła na zegarek.
- Szósta rano? – jęknęła, opadając z powrotem na plecy.
- Wstawaj, skarbie – rzuciłem, kierując się stronę drzwi.
-
Nie mogę – odparła i spojrzała na mnie znacząco. – Boli mnie głowa –
poinformowała, powoli wstając z łóżka i podchodząc do jednego z pudeł.
Szybko wyjęła niebieską koszulkę i jeansy, a potem udała się w stronę
kuchni. Z kolejnego kartonu wyciągnęła jakieś tabletki i połknęła dwie,
nie myśląc nawet o popiciu ich. – Gdzie Raini?
- Wyszła –
stwierdziłem, spoglądając na zamknięte drzwi pokoju blondynki. Laura pokiwała głową i bez słowa pomaszerowała do łazienki. Po kilku minutach
wyszła, ubrana w wcześniej zabrane rzeczy i rzuciła nieco kusą piżamę na
łóżko, spoglądając na mnie.
- Cieszę się, że mnie nie zostawiłeś.
Nie mogłabym prowadzić – stwierdziła znacząco, a ja posłałem jej
uśmiech. Chwyciłem kluczyki od samochodu i ruszyłem w stronę wyjścia.
Brunetka z kolei szybko spakowała kilka drobiazgów do czarnej torby,
zabrała po drodze jedną z bułek, leżących na blacie w kuchni i do mnie
dołączyła.
- O! Znalazł się jadowity wąż – powiedziałam, uśmiechając się lekko i odwracając się po to by wziąć zeszyt. – Ally, proszę pomóż – powiedział Ross biorąc gitarę do ręki. Jedną nogą oparł się o stołek od pianina, ale od był dalej i runął na podłogę.– Cholera jasna – syknął, a kiedy
podniósł wzrok, chyba zdał sobie sprawę, że zarówno Ja, jak i Raini wraz z Calumem
zwijają się ze śmiechu. – To boli – mruknął nadąsany, próbując
rozmasować kość ogonową. Rudzielec, nadal śmiejąc się wniebogłosy, podszedł
do niego i spróbował pomóc wstać, ale za każdym razem kiedy na niego spojrzał, zalewała go fala śmiechu. Po chwili dołączyła się brunetka i jakimś
cudem udało im się gosię podnieść. Jak się później okazało cała ekipa miała z niego niezły ubaw. - Nie dąsaj się – zachichotałam, przytulając go do siebie i próbując stłumić spazmy śmiechu.
- Nadal ma taką minę – szepnął Calum w stronę Raini, a ja Lynch zgromnił go wzrokiem.
- Słyszałem to – poinformował, pokazując mu język.
Kilka godzin później stałam w studiu 'Helen Show'. Miałam na sobie bardzo ładną malinową sukienkę wraz z kremowym sweterkiem. Calum cały czas rzucał jakieś śmieszne uwagi. Ross i ja cały czas się z nich śmialiśmy. Humor już mu się poprawił. Stanęłam przodem sdo telewizora, aby widzieć program.
-
Akcja! – usłyszałam i odwróciłam się. Przybiegł Ross.
-Ally musisz zagrać na bi nasz pianista zachorował.
-Nie ja nie zagram!-Mówiąc to tak zamachnęłam się ręką i telewizor spadł na ziemię. Ekran był podzielony na małe kawałeczki. - Boże – szepnęła Raini i
spróbowała to urządzenie złapać, tak samo zresztą i ja. Ale ostatecznie wylądował
na betonowej posadce, rozbijając się na kawałki. Przekrzywiłam głowę z
zaciekawieniem oglądając kawałki ekranu rozrzucone pod moimi stopami.
- Ups – skwitowałam, przygryzając dolną wargę.
-
Może nie zauważą – szepnęła dziewczyna, rozglądając się dookoła i nogą
odgarniając resztki na bok. Parsknęłam śmiechem, popychając ją delikatnie i odwracając się do Heatha siedzącego na krześle kilka metrów
dalej. – Nie się nie stało! – wrzasnęłam, a szatyn pokręcił
głową, próbując ukryć uśmiech. Ross za to nie krył się wcale. Śmiał
się do rozpuku, razem z Kevinem, który ukrył twarz w dłoniach. Jego
ramiona drgały delikatnie, co wskazywało na ogarniające go fale śmiechu.
-
Mark, będziesz musiał kupić nową rzeźbę – wychrypiał po chwili,
uspokajając się trochę. Jeden z członków ekipy przytaknął i szybko
zanotował coś w grubym notesie, odchodząc nieco dalej.
- To po prostu nie mój dzień – dodałam, znowu niczym mała dziewczynka pokazując Rossowi język i uśmiechając się wesoło do Raini i Caluma.
Zarzuciłam torbę na ramię, otwierając drzwi studia i wychodząc na
świeże, wieczorne powietrze. Nareszcie. Odetchnęłam głęboko, rozglądając
się za czarnym BMW, ale zanim zdążyłam zrobić choćby krok dalej, auto
zjawiło się przede mną, a ze środka wyjrzał Calum.
- Wsiadaj – rzucił, a ja posłusznie wykonałam polecenie.
-
Dzięki, że się zgodziłeś. Ross skończył dzisiaj wcześniej i nie było
sensu, żeby czekał na mnie kilka godzin – stwierdziłam, a rudzielec kiwnął
głową.
- Mieszkacie razem? – zdziwił się, a ja przytaknęłam.
- Na razie. Razem z Raini i Kaylą. Ale chyba już słyszałeś, że ta druga wyjeżdża? – zapytałam.
- Kayla? – potwierdziłam. – Tak. Trochę szkoda – przytaknął, a ja westchnęłam.
- A ty gdzie mieszkasz? – zaciekawiłam się.
- Niedaleko. Na razie wynajęliśmy mieszkanie razem z Michaelem* – poinformował, a ja zmarszczyłam czoło.
- O nie – jęknęłam, przypominając sobie, co obiecałam dzisiaj Trevino i Raini.
- Co się stało?
-
Michael powiedział dzisiaj, że jest fanem ciasteczek czekoladowych, a
ja założyłam się z Raini. Obie mamy zrobić je według swojego przepisu,
a on będzie oceniał – wyjaśniłam, a Calum uśmiechnął się delikatnie.
- W takim razie powodzenia – powiedział, zatrzymując się przed wejściem do mojego domu.
-
Przyda się – odpowiedziałam. – Do zobaczenia. – dodałam jeszcze i
zatrzasnęłam drzwi samochodu. Wbiegłam po schodach i znalazłam się w
środku. Rzuciłam torbę na jedno z wielu pudeł, nadal rozstawionych po
kątach. Szybko wyjęłam wszystkie potrzebne produkty i umyłam ręce, by
potem zająć się przygotowywaniem masy.
- Nie mów, że ty też – usłyszałam głos Rossa tuż nad uchem i aż podskoczyłam.
- Zwariowałeś? – odetchnęłam głęboko, odwracając się w jego stronę. – Nie skradaj się tak więcej.
- Też robisz ciastka? – ponowił pytanie, ignorując moją wypowiedź i unosząc brwi.
- Jak to też? – odparłam, wracając do przerwanej czynności.
- Raininiedawno skończyła – stwierdził, opierając się o blat.
- Założyłyśmy się, która zrobi lepsze – poinformowałam.
- Jesteś zła? – zapytał zaskoczony po chwili, a ja pokręciłam głową.
- Nie. Jestem tylko nieco zirytowana tym, że cały dzień się ze mnie śmiejesz – rzuciłam, a Ross uniósł kąciki ust.
-
A nie uważasz, że twoj dzisiejsza wpadka były niezwykle zabawne? –
zapytał, zmuszając, żebym na niego spojrzała. Odwróciłam się niechętnie,
wzruszając ramionami.
- Tylko trochę – rzuciłam po chwili.
Resztę
wyuczonych czynności wykonałam w milczeniu, czując na sobie nieco
zdezorientowany wzrok blondyna. W końcu, po kilku długich minutach,
mogłam wyjąć srebrną blaszkę z piekarnika i postawić ją na blacie, aby
ciastka przestygły. Potem podeszłam do swojej torby i wyjęłam z niej
paczkę papierosów, odpalając jednego. Szybko otworzyłam okno, żeby dym
nie rozprzestrzenił się po całym domu.
- Palisz? – zdziwił się Ross, a ja wskazałam na małą rurkę trzymaną w dłoni.
- Okazjonalnie. A ty? – odparłam od niechcenia, zaciągając się delikatnie.
- Paliłem – rzucił obojętnie. – Jaką masz okazję teraz? – wzruszyłam ramionami.
-
Zrobiłam ciasteczka – odparłam po namyśle, wpatrując się w ludzi
przemierzających ulicę. – Zaprzeczam samej sobie, ćwiczę jogę i palę –
mruknęła, jakby do siebie.
- Rany, są świetne – doszedł do mnie
znajomy głos, sprawiając, że odwróciłam się gwałtownie i zobaczyłam jak Ross zabiera kolejne ciastko z tacki. Szybko zgasiłam papierosa i
podbiegłam do niego, odpychając delikatnie.
- Są na jutro – powiedziałam z wyrzutem.
- Czego do nich dodałaś? – zapytał, uśmiechając się przebiegle.
-
Karmelu – westchnęłam, przekładając ciastka na talerz i przykrywając je
drugim. Blondyn chciał coś odpowiedzieć, ale właśnie wtedy przerwał mu
dzwonek telefonu. Zerknął na wyświetlacz, marszcząc czoło.
- Twoja
dziewczyna? – spytałam, a chłopak spojrzał na mnie zdziwiony i
potwierdził skinieniem głowy. Potem szybko wycofał się do siebie,
zostawiając mnie samą w kuchni.
*Kayla- na potrzeby opowiadania
*Michael- też na potrzeby opowiadania tylko, że on zostanie dłużej
*Lisa- postać zmyślona
~~~
Hey, hello :D To jest drugi rozdział. Ha ha Tak bardzo wczoraj mi się nudziło, że na drugi dzień jest! Trochę dużo osób zmyśliłam... Ale tam stała obsada jest bardzo mała i dosyć często znajdą się osoby, które zostaną na dłużej lub krócej ;] Proszę polecać i komentować mojego bloga ;/ :)
Miśkaa^.^
wtorek, 24 czerwca 2014
Rozdział 1
Wysiadłam z autobusu i pędem rzuciłam się w stronę beżowego budynku,
majaczącego gdzieś w oddali. Byłam już nieźle spóźniona i aż ciarki
przechodziły mi po plecach na myśl, że mogę stracić swoją szansę. Szybko
przebiegłam kilka przecznic i wpadłam do środka, ciężko oddychając.
Korytarz był pusty. Przełknęłam ślinę, próbując uspokoić rozkołatane
serce i wyrównać płytki oddech. Usiadłam na pobliskim krześle,
przymykając oczy i obciągając rękawy białej bluzy.
- Laura – usłyszałam nagle i uniosłam głowę z zainteresowaniem przyglądając się nieco już starszemu i łysemu mężczyźnie. Przy drzwiach stał Kevin Kopelow, którego miałam już okazję poznać. Byłam tu już któryś raz z kolei walcząc o rolę w jego nowym serialu. Uśmiechnęłam się lekko i weszłam do środka pokoju, gdzie za biurkiem zastałam uśmiechniętego szatyna, Heatha Seiferta.
- Miło cię znowu widzieć – powiedział, a ja skinęłam głową ,odwzajemniając uśmiech. Usiadłam na krześle, czekając aż ponownie w moje ręce dostanie się scenariusz i ponownie będę musiała odegrać, już wyuczone niemal na pamięć, sceny. Ale nic podobnego się nie wydarzyło. Kevin usiadł obok Heath i oboje spojrzeli na siebie porozumiewawczo.
- Mogę prosić o scenariusz? – zapytałam, a Heath obdarował mnie kolejnym ciepłym uśmiechem.
- Naturalnie – odpowiedział i podał mi skrypt na którym nadrukowane było moje imię i nazwisko. Spojrzałam na niego zdziwiona, a moje serce przyspieszyło.
- To znaczy, że…-zaczęłam, przełykając ślinę.
- Dostałaś rolę Ally – dokończył Kevin, a ja wstałam i uściskałam ich oboje.
- Tak strasznie dziękuję! – zaśmiałam się nadal nie mogąc uwierzyć w to, co przed chwilą usłyszałam.
- Nie ma za co, kochana – stwierdził Kevin. – Byłaś najlepsza.
- Ale to jeszcze nie koniec – dodał Heath. – Mamy coraz mniej czasu, a musimy obsadzić role Austina i Deza, więc wygląda na to, że zasiądziesz obok nas podczas przesłuchań i kandydaci będą czytać role już z tą właściwą Ally.
- Nawet sobie nie wyobrażacie jak się cieszę – powtórzyłam, w duchu skacząc z radości i powtarzając sobie, żeby zachować spokój przynajmniej do mojego powrotu do domu.
Kilkanaście dni później
- Połamania nóg – powiedziała Maia zaspanym głosem. Odwróciłem się do niej i pocałowałem delikatnie.
- Do zobaczenia – odparłem, szybko wysiadając z taksówki i zatrzaskując za sobą drzwi. Zostało mi tylko kilka krótkich minut i wiedziałem, że jeśli się nie pośpieszę, to stracę szansę na kolejny kontrakt i na pracę na przynajmniej najbliższe kilka miesięcy. Zwiększyłem więc tempo marszu z niezadowoleniem zerkając na zegarek, odbijający światło pobliskich latarni.
- Tu jest taki napis 'Proszę nie walić w perkusję'.
- Ale ja nie walę tylko gram. –oznajmił jeden z wielu aktorów, którzy byli dzisiaj przesłuchiwani, delikatnie zerkając na scenariusz trzymany w prawej ręce. Ten, który stał przede mną, Calum, jak dla mnie miał duże szanse, ale na rolę Deza. Heath patrzył na niego z zafascynowaniem, przyglądając się każdemu drobnemu gestowi czy zmianie zachodzącej na jego twarzy. Poza tym spotkałam go już tutaj któryś raz. A kolejne przesłuchania świadczyły o tym, że naprawdę mu zaimponował.
- Nie obraź się, ale nie zgadzam się z Twoją opinią. – wypowiedziałam wyuczoną formułkę, wpatrując się w niego intensywnie i starając wyobrazić, że już jestem na planie, stojąc przed kamerą ustawioną kilka metrów dalej.
- To są korndogi? – chłopak uśmiechnął się delikatnie i skinął głową.
- Tak. – odparł, a potem wypuścił powietrze z płuc, odkładając scenariusz i pytająco patrząc na Kevina. Heath zaśmiał się serdecznie, z niedowierzaniem kręcąc głową.
- Przykro mi, Calum, ale zdecydowanie bardziej pasujesz mi do roli Deza niż jego przyjaciela – powiedział Kopelow, a ja uśmiechnęłam się na wspomnienie odegranego przez chłopaka fragmentu z Austinem w roli głównej. Jak dla mnie to nie było to. Widziałam go bardziej w roli Deza.
- Więc? – dopytywał się chłopak, a Heath upił łyk swojej kawy, zerkając na zegarek.
- Jesteś naszym faworytem, odezwiemy się jutro z ostateczną decyzją – stwierdził Kevin, a rudzielec skinął głową, podziękował mi, pożegnał się i wyszedł.
- Trzymacie go w niepewności – rzuciłam z wyrzutem. Zdawałam sobie sprawę, że dobór obsady to ważna sprawa, ale nienawidziłam, kiedy oboje odsyłali idealnych kandydatów z obietnicą telefonu.
- Musimy skontaktować się z paroma osobami, których jak widzisz dzisiaj z nami nie ma. Umówimy się z nim po raz kolejny i po sprawie. Nie martw się, nie odeślemy tak dobrego kandydata z kwitkiem – stwierdził, nadal uporczywie wpatrując się w zegarek. – Myślisz, że się spóźni? – zwrócił się do Kevina, ale mężczyzna tylko wzruszył ramionami.
- Jeśli się nie zjawi będziemy musieli poszukać gdzie indziej. Ale skoro sam poprosił o zorganizowanie kastingu, to chyba powianiem przybyć – odpowiedział, a ja zmarszczyłam czoło.
- Już późno. Macie jeszcze jakieś spotkanie? – zapytałam, a szatyn przytaknął.
- Może w końcu znajdziemy naszego Austina – stwierdził, a ja kiwnęłam ze zrozumieniem głową.
- Wychodzisz? – zapytał Kevin, a ja pokręciłam głową.
- Gdybyście nie mieli nic przeciwko, to chętnie bym została i po prostu popatrzyła. Miła odmiana po całym dniu odgrywania tego samego fragmentu – uśmiechnęłam się, a Heath zaśmiał się.
- Trzeba przyznać, że nieźle się już wyuczyłaś. Wychodzi ci niemal idealnie – powiedział.
- Dziękuję – odparłam, ale dalszą konwersację przerwało ciche pukanie do drzwi. Po chwili w środku zjawił się blondyn, o intensywnie brązowych oczach, które okropnie przykuły moją uwagę.
- Ross, racja? – zapytał Kopelow, wstając i witając się z chłopakiem.
- Wybaczcie spóźnienie – wychrypiał, ściskając dłoń Kevina, a potem podchodząc do Heatha. Na koniec jego wzrok spoczął na mnie. Przyjrzałam się jego rysom twarzy i zaróżowionym policzkom. Musiał się naprawdę śpieszyć, o czym świadczyły oczywiście rumieńce, goszczące na bladej twarzy.
- Ross – wyciągnął dłoń w moją stronę, a ja uśmiechnęłam się i uścisnęłam ją.
- Laura – przedstawiłam się, puszczając go i wracając na stare miejsce.
- Laura otrzymała rolę Ally – wyjaśnił Heath, a blondyn pokiwał głową z uznaniem i usiadł na krześle stojącym nieopodal. Wziął od Heatha scenariusz i spojrzał na fragment, który wybrał mężczyzna. Potem odłożył go na kolana i oparł głowę na dłoniach cierpliwie czekając, aż któryś z zebranych przeczyta pierwszą linijkę tekstu. Zadania podjął się Heath. To on zazwyczaj czytał teksty z aktorami, niesamowicie zresztą to lubił. Wszystko szło jak w płatka, a ja byłam coraz bardziej oczarowana tym, jak chłopak modyfikuje ton głosu zależnie od tego, co czyta i jak jego mimika zmienia się diametralnie. Z fascynacją przyglądałam się jak na jego twarzy wykwita ironiczny uśmiech albo jak zabawnie mruży oczy, czy nimi przewraca, by potem powtórzyć cały proces od początku.
- I cięcie! – krzyknął Heath.
- Trzeba grać na wielu instrumentach. – zrobił krótką pauzę. I uśmiechając się znacząco. – Ja umiem na fortepianie, bębnach, gitarze, harfie. Mogę nawet na trąbce przez drugą trąbkę – dodał, uśmiechając się nieco szerzej i zerkając na mnie ukradkiem. W pomieszczeniu nastała cisza. Nawet ja nie mogłam wydusić słowa, po tym, co przed chwilą odegrał. Był wręcz stworzony do tej roli i miałam nadzieję, że Heath ma podobną opinię.
- Kevin, zadzwoń do Boba i powiedz, że znaleźliśmy, to, czego szukaliśmy – powiedział, a na jego twarz ponownie wkradł się uśmiech. – Ross, musisz się z nami spotkać jutro z samego rana. Ściągniemy wszystkich, żeby zatwierdzić decyzję, ale jestem pewny, że się z nami zgodzą. Musisz mieć tę rolę – powiedział z przekonaniem, a chłopak posłał mu uśmiech.
- Wygląda na to, że mamy już pełną obsadę – stwierdził Kevin, na powitanie kilka dni później. Dzisiaj mieliśmy zacząć kręcić pierwszy odcinek. Ross i Calum tak jak przewidywałam, dostali role Austina i Deza, a ja z każdym krokiem poznawałam jakaś nową osobę. Ale nie mogłam się zbytnio skupić, bo moje myśli zaprzątały opinie, których naczytałam się na różnych forach internetowych. Wszyscy uważali, że role Deza i Austina są idealnie obsadzone, ale na mój temat istniało milion negatywnych poglądów.
- Powinnaś przestać to czytać – stwierdził Ross, kiedy zdecydowałam odpowiedzieć na jego pytanie brzmiące ‚co się stało’. – Zmienią zdanie, wystarczy, że dasz z siebie wszystko i nakręcisz niesamowite sceny. – Niechętnie pokiwałam głową, siadając na kanapie, biorąc do ręki zeszyt oprawiony w zieloną okładkę i posyłając mu uśmiech.
- Zobaczymy – odparłam.
- Uwaga, moi drodzy, na miejsca – usłyszałam i zobaczyłam jak Calum, odchodzi od roześmianego Heatha i staje kilka metrów ode mnie, chcąc poprzyglądać się poczynaniom operatorów kamer. Był niesamowicie zabawny i na sam jego widok miałam ochotę się zaśmiać, ale tym razem wyjątkowo powstrzymałam się, stanęłam za ladą. Byłam już gotowa, aby zacząć kręcić scenę.
- Akcja! – usłyszałam i uśmiechnęłam się. I doszłam do wniosku, że Ross ma rację. Nie powinnam, przynajmniej na razie, zaglądać na te strony, skoro tak to znosiłam…
~~~~
Hej, hej, hej! Dosyć długo to pisałam :/ Ale! Dałam radę ;) Mam nadzieję, że wam się chociaż troszkę spodobało i zostawicie koma czy coś ;p
Miśkaa^.^
- Laura – usłyszałam nagle i uniosłam głowę z zainteresowaniem przyglądając się nieco już starszemu i łysemu mężczyźnie. Przy drzwiach stał Kevin Kopelow, którego miałam już okazję poznać. Byłam tu już któryś raz z kolei walcząc o rolę w jego nowym serialu. Uśmiechnęłam się lekko i weszłam do środka pokoju, gdzie za biurkiem zastałam uśmiechniętego szatyna, Heatha Seiferta.
- Miło cię znowu widzieć – powiedział, a ja skinęłam głową ,odwzajemniając uśmiech. Usiadłam na krześle, czekając aż ponownie w moje ręce dostanie się scenariusz i ponownie będę musiała odegrać, już wyuczone niemal na pamięć, sceny. Ale nic podobnego się nie wydarzyło. Kevin usiadł obok Heath i oboje spojrzeli na siebie porozumiewawczo.
- Mogę prosić o scenariusz? – zapytałam, a Heath obdarował mnie kolejnym ciepłym uśmiechem.
- Naturalnie – odpowiedział i podał mi skrypt na którym nadrukowane było moje imię i nazwisko. Spojrzałam na niego zdziwiona, a moje serce przyspieszyło.
- To znaczy, że…-zaczęłam, przełykając ślinę.
- Dostałaś rolę Ally – dokończył Kevin, a ja wstałam i uściskałam ich oboje.
- Tak strasznie dziękuję! – zaśmiałam się nadal nie mogąc uwierzyć w to, co przed chwilą usłyszałam.
- Nie ma za co, kochana – stwierdził Kevin. – Byłaś najlepsza.
- Ale to jeszcze nie koniec – dodał Heath. – Mamy coraz mniej czasu, a musimy obsadzić role Austina i Deza, więc wygląda na to, że zasiądziesz obok nas podczas przesłuchań i kandydaci będą czytać role już z tą właściwą Ally.
- Nawet sobie nie wyobrażacie jak się cieszę – powtórzyłam, w duchu skacząc z radości i powtarzając sobie, żeby zachować spokój przynajmniej do mojego powrotu do domu.
Kilkanaście dni później
- Połamania nóg – powiedziała Maia zaspanym głosem. Odwróciłem się do niej i pocałowałem delikatnie.
- Do zobaczenia – odparłem, szybko wysiadając z taksówki i zatrzaskując za sobą drzwi. Zostało mi tylko kilka krótkich minut i wiedziałem, że jeśli się nie pośpieszę, to stracę szansę na kolejny kontrakt i na pracę na przynajmniej najbliższe kilka miesięcy. Zwiększyłem więc tempo marszu z niezadowoleniem zerkając na zegarek, odbijający światło pobliskich latarni.
- Tu jest taki napis 'Proszę nie walić w perkusję'.
- Ale ja nie walę tylko gram. –oznajmił jeden z wielu aktorów, którzy byli dzisiaj przesłuchiwani, delikatnie zerkając na scenariusz trzymany w prawej ręce. Ten, który stał przede mną, Calum, jak dla mnie miał duże szanse, ale na rolę Deza. Heath patrzył na niego z zafascynowaniem, przyglądając się każdemu drobnemu gestowi czy zmianie zachodzącej na jego twarzy. Poza tym spotkałam go już tutaj któryś raz. A kolejne przesłuchania świadczyły o tym, że naprawdę mu zaimponował.
- Nie obraź się, ale nie zgadzam się z Twoją opinią. – wypowiedziałam wyuczoną formułkę, wpatrując się w niego intensywnie i starając wyobrazić, że już jestem na planie, stojąc przed kamerą ustawioną kilka metrów dalej.
- To są korndogi? – chłopak uśmiechnął się delikatnie i skinął głową.
- Tak. – odparł, a potem wypuścił powietrze z płuc, odkładając scenariusz i pytająco patrząc na Kevina. Heath zaśmiał się serdecznie, z niedowierzaniem kręcąc głową.
- Przykro mi, Calum, ale zdecydowanie bardziej pasujesz mi do roli Deza niż jego przyjaciela – powiedział Kopelow, a ja uśmiechnęłam się na wspomnienie odegranego przez chłopaka fragmentu z Austinem w roli głównej. Jak dla mnie to nie było to. Widziałam go bardziej w roli Deza.
- Więc? – dopytywał się chłopak, a Heath upił łyk swojej kawy, zerkając na zegarek.
- Jesteś naszym faworytem, odezwiemy się jutro z ostateczną decyzją – stwierdził Kevin, a rudzielec skinął głową, podziękował mi, pożegnał się i wyszedł.
- Trzymacie go w niepewności – rzuciłam z wyrzutem. Zdawałam sobie sprawę, że dobór obsady to ważna sprawa, ale nienawidziłam, kiedy oboje odsyłali idealnych kandydatów z obietnicą telefonu.
- Musimy skontaktować się z paroma osobami, których jak widzisz dzisiaj z nami nie ma. Umówimy się z nim po raz kolejny i po sprawie. Nie martw się, nie odeślemy tak dobrego kandydata z kwitkiem – stwierdził, nadal uporczywie wpatrując się w zegarek. – Myślisz, że się spóźni? – zwrócił się do Kevina, ale mężczyzna tylko wzruszył ramionami.
- Jeśli się nie zjawi będziemy musieli poszukać gdzie indziej. Ale skoro sam poprosił o zorganizowanie kastingu, to chyba powianiem przybyć – odpowiedział, a ja zmarszczyłam czoło.
- Już późno. Macie jeszcze jakieś spotkanie? – zapytałam, a szatyn przytaknął.
- Może w końcu znajdziemy naszego Austina – stwierdził, a ja kiwnęłam ze zrozumieniem głową.
- Wychodzisz? – zapytał Kevin, a ja pokręciłam głową.
- Gdybyście nie mieli nic przeciwko, to chętnie bym została i po prostu popatrzyła. Miła odmiana po całym dniu odgrywania tego samego fragmentu – uśmiechnęłam się, a Heath zaśmiał się.
- Trzeba przyznać, że nieźle się już wyuczyłaś. Wychodzi ci niemal idealnie – powiedział.
- Dziękuję – odparłam, ale dalszą konwersację przerwało ciche pukanie do drzwi. Po chwili w środku zjawił się blondyn, o intensywnie brązowych oczach, które okropnie przykuły moją uwagę.
- Ross, racja? – zapytał Kopelow, wstając i witając się z chłopakiem.
- Wybaczcie spóźnienie – wychrypiał, ściskając dłoń Kevina, a potem podchodząc do Heatha. Na koniec jego wzrok spoczął na mnie. Przyjrzałam się jego rysom twarzy i zaróżowionym policzkom. Musiał się naprawdę śpieszyć, o czym świadczyły oczywiście rumieńce, goszczące na bladej twarzy.
- Ross – wyciągnął dłoń w moją stronę, a ja uśmiechnęłam się i uścisnęłam ją.
- Laura – przedstawiłam się, puszczając go i wracając na stare miejsce.
- Laura otrzymała rolę Ally – wyjaśnił Heath, a blondyn pokiwał głową z uznaniem i usiadł na krześle stojącym nieopodal. Wziął od Heatha scenariusz i spojrzał na fragment, który wybrał mężczyzna. Potem odłożył go na kolana i oparł głowę na dłoniach cierpliwie czekając, aż któryś z zebranych przeczyta pierwszą linijkę tekstu. Zadania podjął się Heath. To on zazwyczaj czytał teksty z aktorami, niesamowicie zresztą to lubił. Wszystko szło jak w płatka, a ja byłam coraz bardziej oczarowana tym, jak chłopak modyfikuje ton głosu zależnie od tego, co czyta i jak jego mimika zmienia się diametralnie. Z fascynacją przyglądałam się jak na jego twarzy wykwita ironiczny uśmiech albo jak zabawnie mruży oczy, czy nimi przewraca, by potem powtórzyć cały proces od początku.
- I cięcie! – krzyknął Heath.
- Trzeba grać na wielu instrumentach. – zrobił krótką pauzę. I uśmiechając się znacząco. – Ja umiem na fortepianie, bębnach, gitarze, harfie. Mogę nawet na trąbce przez drugą trąbkę – dodał, uśmiechając się nieco szerzej i zerkając na mnie ukradkiem. W pomieszczeniu nastała cisza. Nawet ja nie mogłam wydusić słowa, po tym, co przed chwilą odegrał. Był wręcz stworzony do tej roli i miałam nadzieję, że Heath ma podobną opinię.
- Kevin, zadzwoń do Boba i powiedz, że znaleźliśmy, to, czego szukaliśmy – powiedział, a na jego twarz ponownie wkradł się uśmiech. – Ross, musisz się z nami spotkać jutro z samego rana. Ściągniemy wszystkich, żeby zatwierdzić decyzję, ale jestem pewny, że się z nami zgodzą. Musisz mieć tę rolę – powiedział z przekonaniem, a chłopak posłał mu uśmiech.
- Wygląda na to, że mamy już pełną obsadę – stwierdził Kevin, na powitanie kilka dni później. Dzisiaj mieliśmy zacząć kręcić pierwszy odcinek. Ross i Calum tak jak przewidywałam, dostali role Austina i Deza, a ja z każdym krokiem poznawałam jakaś nową osobę. Ale nie mogłam się zbytnio skupić, bo moje myśli zaprzątały opinie, których naczytałam się na różnych forach internetowych. Wszyscy uważali, że role Deza i Austina są idealnie obsadzone, ale na mój temat istniało milion negatywnych poglądów.
- Powinnaś przestać to czytać – stwierdził Ross, kiedy zdecydowałam odpowiedzieć na jego pytanie brzmiące ‚co się stało’. – Zmienią zdanie, wystarczy, że dasz z siebie wszystko i nakręcisz niesamowite sceny. – Niechętnie pokiwałam głową, siadając na kanapie, biorąc do ręki zeszyt oprawiony w zieloną okładkę i posyłając mu uśmiech.
- Zobaczymy – odparłam.
- Uwaga, moi drodzy, na miejsca – usłyszałam i zobaczyłam jak Calum, odchodzi od roześmianego Heatha i staje kilka metrów ode mnie, chcąc poprzyglądać się poczynaniom operatorów kamer. Był niesamowicie zabawny i na sam jego widok miałam ochotę się zaśmiać, ale tym razem wyjątkowo powstrzymałam się, stanęłam za ladą. Byłam już gotowa, aby zacząć kręcić scenę.
- Akcja! – usłyszałam i uśmiechnęłam się. I doszłam do wniosku, że Ross ma rację. Nie powinnam, przynajmniej na razie, zaglądać na te strony, skoro tak to znosiłam…
~~~~
Hej, hej, hej! Dosyć długo to pisałam :/ Ale! Dałam radę ;) Mam nadzieję, że wam się chociaż troszkę spodobało i zostawicie koma czy coś ;p
Miśkaa^.^
poniedziałek, 23 czerwca 2014
Informacja
Tak wiem. Dawno mnie tutaj nie było... Cóż naprawdę się starałam napisać ciąg dalszy, ale mi to zbytnio nie wychodziło :( Ale! :D Don't worry. Mam mini pomysł na nowe opowiadanie ;) Prolog dodam jutro, bo do szkoły nie idę :D Mam nadzieję, że przypadnie wam do gustu...
Uwaga! To nie będzie o Auslly tylko o R.A.U.R.Z.E ;) I prośba. Proszęę komentujcie :) Będę miała chociaż jakąś motywacje do napisania nexta ;)
Miśkaa^.^
Uwaga! To nie będzie o Auslly tylko o R.A.U.R.Z.E ;) I prośba. Proszęę komentujcie :) Będę miała chociaż jakąś motywacje do napisania nexta ;)
Miśkaa^.^
poniedziałek, 26 maja 2014
Rozdział 7 3/3
*Oczami Ally*
O matko! Mogłam się nie zgadzać. Po co mu śpiewałam!Na drugi raz najpierw pomyśle, a później zrobię. Ściągnęłam swoje buty i pobiegłam do siebie na górę. Zastanawiałam się jakie ciuchy spakować. Postanowiłam, że wezmę to. Spakowałam jeszcze piżamę oraz kosmetyczkę. Na szczęście wszystko zmieściło się do mojej szarej torby (patrz 1 link). Zeszłam na dół powiedzieć mojej mamie, ale zamiast jej osoby zobaczyłam kartkę na lodówce.
Ally!
Przepraszam, że Cię nie uprzedziłam, ale to było pilne. Jeżeli będziesz coś chciała to dzwoń. Pieniądze masz na stole. Wszystko wytłumaczę Ci jutro. Nie martw się :)
Kocham, mama.
Ciekawe co się stało. To może ja lepiej do niej zadzwonię.
------
-Halo?
-Hej. Tu Ally.
-Stało się coś córciu?
-Nie. Chciałam Ci się tylko zapytać czy mogłabym dzisiaj nocować u Trish?
-No nie wiem skarbie.
-Mamoo, prooszęę.
-No dobrze, ale bądź pod telefonem.
-Dobrze.
-Ally?
-Tak?
-A będzie ten blondyn?
-Mamo!
-Dobra, dobra. Buziaczki.
-Pa.
--------
Po rozmowie (która mnie zażenowała z wiadomych powodów) wzięłam pieniądze i chwyciłam torbę. Miałam usiąść na krześle, ale przerwał mi dzwonek do drzwi. Podbiegłam. Stał tam Dallas...
-Hej kotek.
-Heeej Dallas.- odpowiedziałam.
-Może byśmy gdzieś wyskoczyli?
-Przykro mi, ale idę do Trish na nockę. Może jutro dobrze?
-Spoko. Może Cię odprowadzić?
-Nie trzeba. Idę z Austinem.- w tej właśnie chwili zdałam sobie sprawę, że powiedziała trochę za dużo.
-Z Austinem powiadasz...
-Tak. O! Właśnie idzie! To pa.- wyminęłam go i podeszłam do Blondaska.
-Idziemy Ally?
-Jasne.- Gdy straciłam już mojego chłopaka z oczu w ogóle nie czułam pustki. Jakby mi na nim nie zależało... Zauważyłam, że mój towarzysz ciągle chodzi zamyślony.
-Wszystko w porządku?
-Co? A tak... Nie. Muszę Ci coś powiedzieć, a raczej pokazać.- wyjął z kieszeni swój telefon i pokazał mi nagranie. Był tam Dallas z jakąś dziewczyną. Nie widziałam jej twarzy więc nie wiem kto to jest. Kliknął 'Play'. Gdy zobaczyłam zawartość to załamałam się. Nie wierzyłam własnym oczom. Oni się całowali... Poczułam ciężkie łzy spływające po mojej twarzy.
-Przepraszam! Nie powinienem był Ci tego pokazywać...-odrzekł smutny.
-Nie! Dobrze zrobiłeś. Przynajmniej wiem na czym stoję.-akurat podeszliśmy pod jej dom. Zadzwoniłam dzwonkiem. Otworzył nam młodszy chłopak.
-Cześć Austin! Siemka mała.- ale, że to było do mnie?! Wdech, wydech... Bardzo się denerwuję gdy ktoś mówi do mnie laska, mała itp.,a szczególnie kiedy usłyszę pełne imię. Mam z tym złe wspomnienia, ale o tym kiedy indziej.
-My do Parici.-odparłam.
-Blondi wie gdzie jest jej pokój. Niech zaprowadzi.- doobra inaczej to sobie wyobrażała, ale cóż. Jej pokój znajdował się na pierwszym piętrze po lewej. Zapukaliśmy. Po usłyszeniu zaproszenia weszliśmy. Gdy tylko Traszka spojrzała na mnie zrobiła wielkie oczy...
~~~~
Hejka. Przepraszam za tą nieobecność na blogu, ale teraz jakoś nie miałam weny. Chciała zakończyć ten siódmy rozdział xDD Mam nadzieję, że się podobało. Z przykrością informuję, że OS nie zostanie dokończony!! Proszę o komentarze i mam nadzieję, ze choć trochę się podoba :) Co z tego, że wyszedł nudny jak flaki z olejem xDD
Miśkaa^.^
O matko! Mogłam się nie zgadzać. Po co mu śpiewałam!Na drugi raz najpierw pomyśle, a później zrobię. Ściągnęłam swoje buty i pobiegłam do siebie na górę. Zastanawiałam się jakie ciuchy spakować. Postanowiłam, że wezmę to. Spakowałam jeszcze piżamę oraz kosmetyczkę. Na szczęście wszystko zmieściło się do mojej szarej torby (patrz 1 link). Zeszłam na dół powiedzieć mojej mamie, ale zamiast jej osoby zobaczyłam kartkę na lodówce.
Ally!
Przepraszam, że Cię nie uprzedziłam, ale to było pilne. Jeżeli będziesz coś chciała to dzwoń. Pieniądze masz na stole. Wszystko wytłumaczę Ci jutro. Nie martw się :)
Kocham, mama.
Ciekawe co się stało. To może ja lepiej do niej zadzwonię.
------
-Halo?
-Hej. Tu Ally.
-Stało się coś córciu?
-Nie. Chciałam Ci się tylko zapytać czy mogłabym dzisiaj nocować u Trish?
-No nie wiem skarbie.
-Mamoo, prooszęę.
-No dobrze, ale bądź pod telefonem.
-Dobrze.
-Ally?
-Tak?
-A będzie ten blondyn?
-Mamo!
-Dobra, dobra. Buziaczki.
-Pa.
--------
Po rozmowie (która mnie zażenowała z wiadomych powodów) wzięłam pieniądze i chwyciłam torbę. Miałam usiąść na krześle, ale przerwał mi dzwonek do drzwi. Podbiegłam. Stał tam Dallas...
-Hej kotek.
-Heeej Dallas.- odpowiedziałam.
-Może byśmy gdzieś wyskoczyli?
-Przykro mi, ale idę do Trish na nockę. Może jutro dobrze?
-Spoko. Może Cię odprowadzić?
-Nie trzeba. Idę z Austinem.- w tej właśnie chwili zdałam sobie sprawę, że powiedziała trochę za dużo.
-Z Austinem powiadasz...
-Tak. O! Właśnie idzie! To pa.- wyminęłam go i podeszłam do Blondaska.
-Idziemy Ally?
-Jasne.- Gdy straciłam już mojego chłopaka z oczu w ogóle nie czułam pustki. Jakby mi na nim nie zależało... Zauważyłam, że mój towarzysz ciągle chodzi zamyślony.
-Wszystko w porządku?
-Co? A tak... Nie. Muszę Ci coś powiedzieć, a raczej pokazać.- wyjął z kieszeni swój telefon i pokazał mi nagranie. Był tam Dallas z jakąś dziewczyną. Nie widziałam jej twarzy więc nie wiem kto to jest. Kliknął 'Play'. Gdy zobaczyłam zawartość to załamałam się. Nie wierzyłam własnym oczom. Oni się całowali... Poczułam ciężkie łzy spływające po mojej twarzy.
-Przepraszam! Nie powinienem był Ci tego pokazywać...-odrzekł smutny.
-Nie! Dobrze zrobiłeś. Przynajmniej wiem na czym stoję.-akurat podeszliśmy pod jej dom. Zadzwoniłam dzwonkiem. Otworzył nam młodszy chłopak.
-Cześć Austin! Siemka mała.- ale, że to było do mnie?! Wdech, wydech... Bardzo się denerwuję gdy ktoś mówi do mnie laska, mała itp.,a szczególnie kiedy usłyszę pełne imię. Mam z tym złe wspomnienia, ale o tym kiedy indziej.
-My do Parici.-odparłam.
-Blondi wie gdzie jest jej pokój. Niech zaprowadzi.- doobra inaczej to sobie wyobrażała, ale cóż. Jej pokój znajdował się na pierwszym piętrze po lewej. Zapukaliśmy. Po usłyszeniu zaproszenia weszliśmy. Gdy tylko Traszka spojrzała na mnie zrobiła wielkie oczy...
~~~~
Hejka. Przepraszam za tą nieobecność na blogu, ale teraz jakoś nie miałam weny. Chciała zakończyć ten siódmy rozdział xDD Mam nadzieję, że się podobało. Z przykrością informuję, że OS nie zostanie dokończony!! Proszę o komentarze i mam nadzieję, ze choć trochę się podoba :) Co z tego, że wyszedł nudny jak flaki z olejem xDD
Miśkaa^.^
czwartek, 15 maja 2014
Rozdział 7 cz. 2/3
*Oczami Austina*
To była Ally!
-Ally- szepnąłem.
-Austin ja, ja nie chciałam! Proszę wybacz mi...- mówiła płaczliwie. Nie rozumiem. Przecież nic się nie stało. Nie wiem tylko dlaczego mi nie powiedziała, ze lubi grać w piłkę. To chyba nic złego co nie?
-Spokojnie.- zaśmiałem się. -Nic się nie stało. Mogłaś powiedzieć to byśmy poszli razem z Tobą.
-Ulżyło mi. Myślałam, że będziecie na mnie źli czy coś. -odparła nieśmiało. Ale ona słodka. Zaraz co?! Opanuj się człowieku.
-Ha ha. O taką błahostkę? Spokojnie my tacy nie jesteśmy.
-Słuchajcie jest już późno. Co wy na to, żebyśmy poszli do mnie na nockę?- zaproponowała Trish
-Spoko. Może być.- zgodziliśmy się wszyscy. Dez i Traszka mieszkają ulicę dalej więc gdy doszliśmy do skrzyżowania oni poszli dalej, a my skręciliśmy w Wall Street.
-Od kiedy grasz w piłkę?
-Praktycznie od dziecka...
-Zaśpiewaj mi coś.- przerwałem jej. Zdziwiona spojrzała na mnie.
-Nie.
-No proszę.- poprosiłem robiąc moja minę szczeniaczka. Jeszcze nikt się jej nie oparł.
-No dobra...- i zaczęła śpiewać. Jej, ale ona pięknie śpiewa. W ogóle jest piękna. Szczególnie kiedy jej kosmyki włosów są rozwiane przez wiatr. Matko! Moon opanuj się. Krzyczałem do siebie w myślach. Już skończyła...
-Dlaczego nic nie mówisz? Było aż tak źle?!
-Nie, nie. Ty śpiewasz pięknie! O już doszliśmy. To co za 10 min po Ciebie przyjdę i idziemy do Trish?
-Ok. -i weszła do domu.
--------
Okej. To jeszcze krótsze od tamtego xD Kit z tym. Jutro lub w sobotę dodam resztę siódemki
;33
Miśkaa^.^
To była Ally!
-Ally- szepnąłem.
-Austin ja, ja nie chciałam! Proszę wybacz mi...- mówiła płaczliwie. Nie rozumiem. Przecież nic się nie stało. Nie wiem tylko dlaczego mi nie powiedziała, ze lubi grać w piłkę. To chyba nic złego co nie?
-Spokojnie.- zaśmiałem się. -Nic się nie stało. Mogłaś powiedzieć to byśmy poszli razem z Tobą.
-Ulżyło mi. Myślałam, że będziecie na mnie źli czy coś. -odparła nieśmiało. Ale ona słodka. Zaraz co?! Opanuj się człowieku.
-Ha ha. O taką błahostkę? Spokojnie my tacy nie jesteśmy.
-Słuchajcie jest już późno. Co wy na to, żebyśmy poszli do mnie na nockę?- zaproponowała Trish
-Spoko. Może być.- zgodziliśmy się wszyscy. Dez i Traszka mieszkają ulicę dalej więc gdy doszliśmy do skrzyżowania oni poszli dalej, a my skręciliśmy w Wall Street.
-Od kiedy grasz w piłkę?
-Praktycznie od dziecka...
-Zaśpiewaj mi coś.- przerwałem jej. Zdziwiona spojrzała na mnie.
-Nie.
-No proszę.- poprosiłem robiąc moja minę szczeniaczka. Jeszcze nikt się jej nie oparł.
-No dobra...- i zaczęła śpiewać. Jej, ale ona pięknie śpiewa. W ogóle jest piękna. Szczególnie kiedy jej kosmyki włosów są rozwiane przez wiatr. Matko! Moon opanuj się. Krzyczałem do siebie w myślach. Już skończyła...
-Dlaczego nic nie mówisz? Było aż tak źle?!
-Nie, nie. Ty śpiewasz pięknie! O już doszliśmy. To co za 10 min po Ciebie przyjdę i idziemy do Trish?
-Ok. -i weszła do domu.
--------
Okej. To jeszcze krótsze od tamtego xD Kit z tym. Jutro lub w sobotę dodam resztę siódemki
;33
Miśkaa^.^
środa, 14 maja 2014
Rozdział 7 cz.1/3
*Oczami Ally*
Następnego dnia umówiliśmy się do Wesołego Miasteczka (ustalmy, że jest sobota xD). O 9:00 ubrałam się w to. Uczesałam się w kłosa i wyszłam. Austin czekał już z Dezem i Trish.
-Cześć Ally!- powiedziała cała trójka równocześnie.
-Hej.- przywitałam się z uśmiechem. -Idziemy?
-Tak, tak.- powiedział zamyślony Blondasek. Gdy doszliśmy jednoznacznie mogliśmy powiedzieć, że to miasteczko było ogromne! Zauważyłam, że było boisko do kry w piłkę nożną. Pod pretekstem pójścia do toalety ruszyłam w tamto miejsce.
*Oczami Austina*
Ally poszła do toalety, więc postanowiliśmy, że pójdziemy na rollercoaster, a później zobaczyć na boisko zobaczyć jak inni grają.
<5 min później>
-To było C.Z.A.D.O.W.E.- powiedział Dez akcentując dokładnie każdą literkę.
-Ej, ludzie! Idziemy teraz na boisko?
-Ok.
-Ale tam będzie tak nuudno.- odparła Trish.
-Nie przejmuj się Ally zaraz na pewno będzie, Kolejki są i to dlatego.
Gdy doszliśmy zobaczyłem jakąś dziewczynę. Była niesamowita! Zagadam do niej jak skończy, Może się ze mną umówi?
<10 minut później>
Odwróciła się. Gdy spojrzałem na jej twarz i dowiedziałem się kto to- zamarłem.
*Oczami Ally*
To było piękne! Jak dawno nie grałam w piłkę. Do tej pory nie zdawałam sobie z tego sprawy. Brakowało mi tej adrenaliny i ruchu. Sięgnęłam po wodę którą kupiłam w budce obok boiska. Odwróciłam się i zobaczyłam osobę, której w tej chwili najmniej się spodziewała... Miał totalnie zszokowaną minę. No tak. Powiedziałam, że idę do toalety. Ale za mnie idiotka!
------
Ha ha! Witam. Again ;p To 1/3 rozdziału xD Takie rzeczy tylko u Michaliny. Ciekawi jesteście, jak Moon zareagował? Zapraszam jutro-sobota. W tych dniach powinny być dodane 2/3 rozdziału ;D Nie to czy coś... ale moglibyście komentować ;/
Miśkaa^.^
Następnego dnia umówiliśmy się do Wesołego Miasteczka (ustalmy, że jest sobota xD). O 9:00 ubrałam się w to. Uczesałam się w kłosa i wyszłam. Austin czekał już z Dezem i Trish.
-Cześć Ally!- powiedziała cała trójka równocześnie.
-Hej.- przywitałam się z uśmiechem. -Idziemy?
-Tak, tak.- powiedział zamyślony Blondasek. Gdy doszliśmy jednoznacznie mogliśmy powiedzieć, że to miasteczko było ogromne! Zauważyłam, że było boisko do kry w piłkę nożną. Pod pretekstem pójścia do toalety ruszyłam w tamto miejsce.
*Oczami Austina*
Ally poszła do toalety, więc postanowiliśmy, że pójdziemy na rollercoaster, a później zobaczyć na boisko zobaczyć jak inni grają.
<5 min później>
-To było C.Z.A.D.O.W.E.- powiedział Dez akcentując dokładnie każdą literkę.
-Ej, ludzie! Idziemy teraz na boisko?
-Ok.
-Ale tam będzie tak nuudno.- odparła Trish.
-Nie przejmuj się Ally zaraz na pewno będzie, Kolejki są i to dlatego.
Gdy doszliśmy zobaczyłem jakąś dziewczynę. Była niesamowita! Zagadam do niej jak skończy, Może się ze mną umówi?
<10 minut później>
Odwróciła się. Gdy spojrzałem na jej twarz i dowiedziałem się kto to- zamarłem.
*Oczami Ally*
To było piękne! Jak dawno nie grałam w piłkę. Do tej pory nie zdawałam sobie z tego sprawy. Brakowało mi tej adrenaliny i ruchu. Sięgnęłam po wodę którą kupiłam w budce obok boiska. Odwróciłam się i zobaczyłam osobę, której w tej chwili najmniej się spodziewała... Miał totalnie zszokowaną minę. No tak. Powiedziałam, że idę do toalety. Ale za mnie idiotka!
------
Ha ha! Witam. Again ;p To 1/3 rozdziału xD Takie rzeczy tylko u Michaliny. Ciekawi jesteście, jak Moon zareagował? Zapraszam jutro-sobota. W tych dniach powinny być dodane 2/3 rozdziału ;D Nie to czy coś... ale moglibyście komentować ;/
Miśkaa^.^
wtorek, 13 maja 2014
One Shot cz.I
Zadzwonił budzik, który wybudził dziewczynę ze snu. Mowa o siedemnastoletniej Ally, która ma duże brązowe oczy, pełne różowe usta oraz bladą cerę. Jest szatynką z długimi włosami z blond końcówkami. Nastolatka powolnie wstała z łóżka. Tradycyjnie założyła białą bluzkę z krótkim rękawem, biało-niebieską bejsbolówkę, ciemne jeansy i niebieskie trampki. Ubrana zeszła na dół. Spojrzała na zegarek.-O nie! Już 7:40. Spóźnię się do szkoły.
Spanikowana szybko porwała jabłko, chwyciła torbę i ruszyła na przystanek. W szkole nie była lubiana. Śmiano się z niej, że ubiera się 'jak szmata'. Wyzywali ją od kujonki bo ma samie piątki i czwórki. Gdy dojechała, weszła do budynku. Wszystkie oczy były zwrócone na nią. Przeszkadzało jej to. Z natury była skrytą w sobie osobą. Bała się z kimkolwiek rozmawiać. To po wypadku, w którym straciła rodziców, stała się taka. Obecnie mieszka z ciotką- siostrą mamy- Martą. Jej pierwszą lekcją była chemia. Nienawidziła tego przedmiotu.Spóźniona juz wparowała do klasy.
-Nareszcie! Panno Dawnson proszę siadać z Austinem.
-Dobrze, panie profesorze.
-O nie!- pomyślała. Tomek to jej dawny przyjaciel z dzieciństwa. Ma blond włosy i brązowe oczy. Po wypadku odwrócił się od niej, bo nie chciał mieć do czynienia z sierotą. Po zakończonej lekcji podeszła do szafki po książki do matematyki. Nagle podszedł do niej Austin.
-Hej.- przywitał się.
-Em... Cześć- odpowiedziała zdziwiona.
-Dlaczego się spóźniłaś?- zapytał zaciekawiony.
-Powiedz, co Cię to obchodzi? Po wypadku 10 lat temu śmiałeś się ze mnie i zostawiłeś!- powiedziała to co jej leżało na sercu od dłuższego czasu. Przez swój krzyk zwróciła na siebie uwagę.
-Wiem! Źle zrobiłem i chciałem, żeby było między nami tak jak dawniej. Brakuje mi Ciebie, Twojego uśmiechu i tych roześmianych oczu, które są teraz smutne i przygaszone.
-Nie wiem co myśleć! Przez 10 lat mnie unikałeś. Myślisz, że teraz przyjmę Cię z otwartymi rękoma?
-Nie! Nie myślę tak! Mog...- nie zdążył dokończyć, bo dziewczyna odbiegła. Chłopak udał się do sali j. hiszpańskiego, w której będzie jego lekcja. Dziewczyna nie była obecna na zajęciach. Zastanawiała się czy dać mu drugą szansę. Odpowiedź byłą szybka: TAK! ale... Bała się. Bała się kolejnego odrzucenia z jego strony. No bo co jeśli tylko udaje?
-Koniec lekcji! Do domu macie zadany cały rozdział szósty!
Dopiero te słowa nauczycielki wybudziły ją z transu. Spakowała się i wyszła z sali. Nim się spostrzegła szła w kierunku sali muzycznej.
-Jest przerwa na lunch, więc wszyscy są na stołówce.- pomyślała. Nikt oprócz nauczycielki od muzyki nie wie, że dziewczyna ma wielki talent muzyczny. Podeszła do pianina i zaczęła śpiewać piosenkę swojego autorstwa. Nosiła tytuł "Break down the walls" Napisała ją wczoraj. Miała piękny głos. Wiele osób mogło jej pozazdrościć. Gdy śpiewała, koło sali przechodził chłopak. Przystanął i gdy skończyła śpiewać zaczął klaskać. Przerażona spojrzała w tamtą stronę. Okazało się, że był to dobrze znany nam Austin.
-Wow. Ally to było piękne. Sama ją napisałaś?
-No tak, ale co ty tu robisz?- spytała spanikowana.
-Przechodziłem obok i usłyszałem jak ktoś śpiewa. Ktoś wie, że to robisz?
-Tylko pani Smith. Proszę, nie mów nikomu.- powiedziała błagalnie.
-Dlaczego chcesz ukrywać taki talent?- nie rozumiał.
-Mam lęk przed sceną. Boję się, że coś pomylę i się zbłaźnię.- odpowiedziała smutno- I wiesz co? Możemy spróbować się zakumplować.
-Dziękuję. To dla mnie wiele znaczy.- po chwili ją przytulił.
-Nie ma za co. Chodź, bo za 5 minut dzwonek.
-Dobrze, ale najpierw kogoś Ci przedstawię.- mówił ciągnąc ją za rękę. Przed sala od biologii stało dwóch nastolatków. Rudy, wysoki i piegowaty chłopak oraz niska przy kości brunetka. Kłócili się.
-Dlaczego to na mnie wysypałeś?! Przez Ciebie byłam cała czerwona!
-Trish to nie moja wina, że mi wchodzisz w drogę!
-Ej ludzie!- krzyknął blondyn. Gdy się uspokoili, kontynuował.- Chciałbym Wam przedstawić moją stara koleżankę z dzieciństwa. To Ally. Ally to Dez i Trish.
-Cześć! Powiedzieli równocześnie.
-H-hej.-wydukała. Blondyn widząc, że szatynka się wstydzi powiedział:
-To może dziewczyny poznacie się bliżej? Pogadacie o babskich sprawach.
-Ok.- powiedziały. Odeszły kawałek dalej.
-Jestem Patricia, ale wolę, jak mówią mi Trish albo Traszka. Nareszcie do paczki doszła jakaś dziewczyna!- krzyknęła uśmiechnięta.
-Tez się cieszę. Jestem Ally. Kiedyś przyjaźniłam się z Moonem, ale nasz kontakt został urwany.- powiedziała ogólnikowo. Nie wiedziała czy może jej ufać.
-Podoba Ci się.- stwierdziła z lekkim uśmiechem.
-Ale kto?- nie rozumiała.
-Noo... Austin.
-Coo? Niee. Nigdy w życiu.- powiedziała wysoko. Wręcz zapiszczała.
-Ha ha! Podoba Ci się!
-No dobra może..- gdy to powiedziała już wiedziała, że jest to 'materiał' na jej najlepszą przyjaciółkę.
-Hmm... Co powiesz na nocowanie u mnie dzisiaj wieczorem?
-Z chęcią tylko musiałabym zapytać się cioci.- Zadzwonił dzwonek. Na lekcji usiadły razem. Brązowooka postanowiła powiedzieć o swoim sekrecie. Po biologii Ally zadzwoniła do cioci, aby dowiedzieć się czy może nocować już u przyjaciółki.
-----
- Ciociu?
-Tak Słońce? Stało się coś?
-Mogłabym dzisiaj nocować u przyjaciółki?
-Nie.
-Prooszę. Dzisiaj jest piątek. Jutro odrobię lekcje.
-No dobrze. Muszę kończyć. Baw się dobrze!
-Będę. Pa!
-----
-Zgodziła się.
-No, to czekamy na chłopaków i idziemy.- powiedziała zadowolona.
-No to co? Idziemy?- zapytał Dez.
-Tak chodźmy. Okazało się, że Wszyscy mieszkają na tej samej ulicy, a Austin? No cóż... On nadal był jej sąsiadem. Trzy domy dalej mieszkał Dez, a pięć- Trish.
-------
Witam Was! Przepraszam za tak długą moją nieobecność na blogu. To jest POŁOWA.One Shota xD Nie mam siły tego dalej pisać, więc rozłożyłam to na dwie części. Druga... może jutro, albo też dzisiaj? Zobaczy się ;3 Może tutaj zrobię Auslly. Bo na samym początku nie miało być nocowania no, ale trudno ;D Shot dla Olki, która sie cały czas upominała 'kiedy coś dodasz?' ;p
Miśkaa^.^
Spanikowana szybko porwała jabłko, chwyciła torbę i ruszyła na przystanek. W szkole nie była lubiana. Śmiano się z niej, że ubiera się 'jak szmata'. Wyzywali ją od kujonki bo ma samie piątki i czwórki. Gdy dojechała, weszła do budynku. Wszystkie oczy były zwrócone na nią. Przeszkadzało jej to. Z natury była skrytą w sobie osobą. Bała się z kimkolwiek rozmawiać. To po wypadku, w którym straciła rodziców, stała się taka. Obecnie mieszka z ciotką- siostrą mamy- Martą. Jej pierwszą lekcją była chemia. Nienawidziła tego przedmiotu.Spóźniona juz wparowała do klasy.
-Nareszcie! Panno Dawnson proszę siadać z Austinem.
-Dobrze, panie profesorze.
-O nie!- pomyślała. Tomek to jej dawny przyjaciel z dzieciństwa. Ma blond włosy i brązowe oczy. Po wypadku odwrócił się od niej, bo nie chciał mieć do czynienia z sierotą. Po zakończonej lekcji podeszła do szafki po książki do matematyki. Nagle podszedł do niej Austin.
-Hej.- przywitał się.
-Em... Cześć- odpowiedziała zdziwiona.
-Dlaczego się spóźniłaś?- zapytał zaciekawiony.
-Powiedz, co Cię to obchodzi? Po wypadku 10 lat temu śmiałeś się ze mnie i zostawiłeś!- powiedziała to co jej leżało na sercu od dłuższego czasu. Przez swój krzyk zwróciła na siebie uwagę.
-Wiem! Źle zrobiłem i chciałem, żeby było między nami tak jak dawniej. Brakuje mi Ciebie, Twojego uśmiechu i tych roześmianych oczu, które są teraz smutne i przygaszone.
-Nie wiem co myśleć! Przez 10 lat mnie unikałeś. Myślisz, że teraz przyjmę Cię z otwartymi rękoma?
-Nie! Nie myślę tak! Mog...- nie zdążył dokończyć, bo dziewczyna odbiegła. Chłopak udał się do sali j. hiszpańskiego, w której będzie jego lekcja. Dziewczyna nie była obecna na zajęciach. Zastanawiała się czy dać mu drugą szansę. Odpowiedź byłą szybka: TAK! ale... Bała się. Bała się kolejnego odrzucenia z jego strony. No bo co jeśli tylko udaje?
-Koniec lekcji! Do domu macie zadany cały rozdział szósty!
Dopiero te słowa nauczycielki wybudziły ją z transu. Spakowała się i wyszła z sali. Nim się spostrzegła szła w kierunku sali muzycznej.
-Jest przerwa na lunch, więc wszyscy są na stołówce.- pomyślała. Nikt oprócz nauczycielki od muzyki nie wie, że dziewczyna ma wielki talent muzyczny. Podeszła do pianina i zaczęła śpiewać piosenkę swojego autorstwa. Nosiła tytuł "Break down the walls" Napisała ją wczoraj. Miała piękny głos. Wiele osób mogło jej pozazdrościć. Gdy śpiewała, koło sali przechodził chłopak. Przystanął i gdy skończyła śpiewać zaczął klaskać. Przerażona spojrzała w tamtą stronę. Okazało się, że był to dobrze znany nam Austin.
-Wow. Ally to było piękne. Sama ją napisałaś?
-No tak, ale co ty tu robisz?- spytała spanikowana.
-Przechodziłem obok i usłyszałem jak ktoś śpiewa. Ktoś wie, że to robisz?
-Tylko pani Smith. Proszę, nie mów nikomu.- powiedziała błagalnie.
-Dlaczego chcesz ukrywać taki talent?- nie rozumiał.
-Mam lęk przed sceną. Boję się, że coś pomylę i się zbłaźnię.- odpowiedziała smutno- I wiesz co? Możemy spróbować się zakumplować.
-Dziękuję. To dla mnie wiele znaczy.- po chwili ją przytulił.
-Nie ma za co. Chodź, bo za 5 minut dzwonek.
-Dobrze, ale najpierw kogoś Ci przedstawię.- mówił ciągnąc ją za rękę. Przed sala od biologii stało dwóch nastolatków. Rudy, wysoki i piegowaty chłopak oraz niska przy kości brunetka. Kłócili się.
-Dlaczego to na mnie wysypałeś?! Przez Ciebie byłam cała czerwona!
-Trish to nie moja wina, że mi wchodzisz w drogę!
-Ej ludzie!- krzyknął blondyn. Gdy się uspokoili, kontynuował.- Chciałbym Wam przedstawić moją stara koleżankę z dzieciństwa. To Ally. Ally to Dez i Trish.
-Cześć! Powiedzieli równocześnie.
-H-hej.-wydukała. Blondyn widząc, że szatynka się wstydzi powiedział:
-To może dziewczyny poznacie się bliżej? Pogadacie o babskich sprawach.
-Ok.- powiedziały. Odeszły kawałek dalej.
-Jestem Patricia, ale wolę, jak mówią mi Trish albo Traszka. Nareszcie do paczki doszła jakaś dziewczyna!- krzyknęła uśmiechnięta.
-Tez się cieszę. Jestem Ally. Kiedyś przyjaźniłam się z Moonem, ale nasz kontakt został urwany.- powiedziała ogólnikowo. Nie wiedziała czy może jej ufać.
-Podoba Ci się.- stwierdziła z lekkim uśmiechem.
-Ale kto?- nie rozumiała.
-Noo... Austin.
-Coo? Niee. Nigdy w życiu.- powiedziała wysoko. Wręcz zapiszczała.
-Ha ha! Podoba Ci się!
-No dobra może..- gdy to powiedziała już wiedziała, że jest to 'materiał' na jej najlepszą przyjaciółkę.
-Hmm... Co powiesz na nocowanie u mnie dzisiaj wieczorem?
-Z chęcią tylko musiałabym zapytać się cioci.- Zadzwonił dzwonek. Na lekcji usiadły razem. Brązowooka postanowiła powiedzieć o swoim sekrecie. Po biologii Ally zadzwoniła do cioci, aby dowiedzieć się czy może nocować już u przyjaciółki.
-----
- Ciociu?
-Tak Słońce? Stało się coś?
-Mogłabym dzisiaj nocować u przyjaciółki?
-Nie.
-Prooszę. Dzisiaj jest piątek. Jutro odrobię lekcje.
-No dobrze. Muszę kończyć. Baw się dobrze!
-Będę. Pa!
-----
-Zgodziła się.
-No, to czekamy na chłopaków i idziemy.- powiedziała zadowolona.
-No to co? Idziemy?- zapytał Dez.
-Tak chodźmy. Okazało się, że Wszyscy mieszkają na tej samej ulicy, a Austin? No cóż... On nadal był jej sąsiadem. Trzy domy dalej mieszkał Dez, a pięć- Trish.
-------
Witam Was! Przepraszam za tak długą moją nieobecność na blogu. To jest POŁOWA.One Shota xD Nie mam siły tego dalej pisać, więc rozłożyłam to na dwie części. Druga... może jutro, albo też dzisiaj? Zobaczy się ;3 Może tutaj zrobię Auslly. Bo na samym początku nie miało być nocowania no, ale trudno ;D Shot dla Olki, która sie cały czas upominała 'kiedy coś dodasz?' ;p
Miśkaa^.^
Subskrybuj:
Posty (Atom)