wtorek, 16 września 2014

Rozdział 10


Czytasz=Komentujesz=Motywujesz :)

Wkradłam się do garderoby Richarda, wcześniej starając się nie zwrócić na siebie niczyjej uwagi. Jednak kiedy zamknęłam za sobą drzwi, zesztywniałam. W życiu nie spodziewałabym się, że facet z takim poczuciem humoru, może mieć równie dobry gust. Ściany były beżowe, a niemal wszystkie szafki i dwie kanapy stojące na środku czarne. Nie licząc ogromnego bałaganu i kilku porozrzucanych po podłodze koszulek, było tu całkiem miło. Powędrowałam w stronę biurka i po drodze o mało nie krzyknęłam, spostrzegając, że szkielet w kostiumie baletnicy, aktualnie znajduje się w tym samym pomieszczeniu co ja i uśmiecha się w charakterystyczny dla szkieletów sposób. Zaśmiałam się cicho i ruszyłam w dalszą drogę. Usiadłam na obrotowym krześle i zaczęłam przeglądać szuflady. Natknęłam się na wiele niepokojących rzeczy. Richard miał imponującą liczbę ołówków. Różnokolorowe i różnej długości walały się po szafkach czekając aż ktoś wreszcie ich użyje. Znalazłam też kilka zdjęć pogodynek telewizyjnych, które miały podoklejane rogi albo dorysowane wąsy. Ciekawym odkryciem był również jeden ze scenariuszy z całkowicie przerobioną treścią. W tej wersji to Jimmy* i jego pies byli głównymi bohaterami, a reszta spełniała tylko niewielką rolę w całej historii. Zwierze oczywiście umiało mówić i miało przydzielone lepsze teksty od nawet od Rossa. Zaintrygowana przeczytałam kilka stron i dosłownie ledwo powstrzymałam się od śmiechu. Pies wabił się Szarlotka i miał pretensje do Jimmiego za to imię, tym bardziej, że jak cały czas podkreślał, nienawidził jabłek. Chciałam przeczytać więcej niż tylko kilka stron, ale kiedy spojrzałam na zegarek zamarłam. Rich zaraz kończył swoje sceny i wyruszał na przerwę, a ja nadal nie znalazłam tego, czego szukałam. Szybko powkładałam wszystko na swoje miejsce i otworzyłam szafę chłopaka. Przeszukałam kieszenie kilku koszul i kurtek, aż wreszcie natknęłam się na telefon. Z diabolicznym uśmiechem wyleciałam z garderoby, chcąc jak najszybciej znaleźć się u siebie. Opadłam na kanapę, szybko rozpracowując urządzenie i wchodząc na twittera, z którego jak przypuszczałam wcale się nie wylogował.

„Nie mogę się doczekać nagrywania swojej następnej sceny z Laurą Marano. Jest niesamowita.”

Zachichotałam dodając post na jego profilu. Przez następne kilka minut leżałam dumając co jeszcze mogłabym napisać, żeby należycie zemścić się za sytuację z szafą. Uśmiechnęłam się, kiedy wreszcie przyszło mi do głowy coś godnego uwagi i co najlepsze mogłam się jednocześnie zemścić na Rossie, za to jak kiedyś przestawił mi samochód. Wtedy zostałby już tylko Calum, ale i na niego znajdę jakiś haczyk.

„Później mam też scenę z Rossem Lynchem. Zawsze cudownie mi się pracuje z Laurą Marano, ale Ross Lynch to spełnienie marzeń.”

Zadowolona miałam odłożyć telefon na biurko, ale niespodziewanie wpadłam na coś jeszcze.

„Nasza trójka.. Trzech muszkieterów.. W triumfalnej potyczce.”

Ledwie skończyłam pisać, a do garderoby wpadł Richard ze złością wskazując na mnie.
- Ty mała paskudo – syknął, podchodząc i próbując zabrać mi telefon, ale szybko zeskoczyłam z sofy i wybiegłam na korytarz, uciekając jak najszybciej mogłam, śmiejąc się i starając ignorować zdziwione spojrzenia mijanych przeze mnie ludzi. Niestety, kiedy odwróciłam się za siebie, nadal biegnąc naprzód, trafiłam prosto w ramiona tego, przed kim próbowałam uciec. Czym prędzej wyrwał mi urządzenie z rąk, pokazując język i cofając się kilka kroków. Zaśmiałam się, a Rich ukazał zęby w uśmiechu wyjmując z kieszeni jeansów czarną Nokię. Moją Nokię. Automatycznie przestałam się śmiać, niemal rzucając na niego i starając się odebrać swoją własność. Wskoczyłam mu nawet na plecy, złapałam za nogę i nie pozwoliłam odejść, ale i tak nic z tego nie wyszło. Zirytowana ciągłymi próbami, skorzystałam wreszcie z chwili jego nieuwagi, kiedy ktoś go zawołał z końca korytarza, i wyrwałam oba telefony, znowu rzucając się biegiem przed siebie. Ukryłam się w damskiej toalecie, dysząc ciężko i opierając o umywalkę.
- Gdziekolwiek jesteś, panno Marano, zemsta będzie zimna jak lód. Obedrę cię ze skóry – usłyszałam nawoływanie z korytarza i powstrzymałam chichot.

- Co ty robisz, Ritch? – zapytałem, kiedy chłopak przykucnął za jednym z filarów i kazał mi być cicho. Znajdowaliśmy się na planie centrum handlowego dopiero od kilku minut, a Whiten odchodził od zmysłów, zaglądał po każdym kącie i co chwila unosił głowę, rozglądając się po wnętrzu.
- Przypomina surykatkę – szepnął Calum, ale na tyle głośno, że Richard na pewno też to usłyszał. Zaśmiałem się. Filmowy Jimmy wyjął z kieszeni iPada i wystukał coś na klawiaturze, po czym wrócił do czajenia się na kogoś bliżej nieokreślonego. Calum uśmiechnął się promiennie, wyciągnął swój telefon i szybko zrobił mu zdjęcie, ale chłopaka nie ruszyło nawet to.
- Musi tu przyjść – mruczał pod nosem, całkowicie nieobecny.
Po dłuższej chwili na plan wkroczyła Laura, zachowując się równie dziwnie. Też rozglądała się na boki, a kiedy wreszcie nas zobaczyła, uśmiechnęła się i ruszyła w naszą stronę. Ale zanim zdołała dokończyć spacer, Richard wyskoczył na nią, przypierając do ściany. Uniosłem brwi, podchodząc bliżej i odruchowo chcąc go odciągnąć, ale sam szybko odsunął się od dziewczyny, ściskając w ręku telefon.
- Tylko poczekaj, mała paskudo, wrócę z odwetem – powiedział oficjalnym tonem, wycofując się z pola naszego widzenia. Spojrzałem pytająco na szatynkę, a ona tylko wybuchnęła śmiechem.
- Masz go Calum? – spytała, kiedy już zdołała się uspokoić, a rudzielec skinął głową. Pokazał Laurze wcześniej wykonane zdjęcie, a ona skomentowała je kolejną porcją wesołego chichotu.
- Rich schował się w jej szafie, więc zabranie telefonu było zemstą – wyjaśnił po krotce Calum, a ja skinąłem głową. Miałem zamiar jeszcze coś wtrącić, ale nagle ktoś szarpnął mnie za ramię, odciągając od przyjaciół.
- Kupiłam nam bilety do kina – stwierdziła Lisa obojętnie, patrząc mi prosto w oczy.
- Nigdzie nie idę – rzuciłem szybko, wyrywając się jej.
- Oj, daj spokój – westchnęła. – Muszę cię mieć na oku, a odkąd zaszyłeś się w swoim nowym mieszkaniu, ani razu nie zdołałam tam wejść.
- Taki był mój zamiar, kiedy pozakładałem bardzo skomplikowane systemy alarmowe – odparłem z triumfalnym uśmiechem. Dziewczyna przewróciła oczami, wachlując się dwoma białymi bloczkami i unosząc wyczekująco brwi. Nagle przyszedł mi do głowy genialny pomysł, więc udałem że jest to dla mnie wielkie poświęcenie i odparłem:
- Pójdę z tobą, pod warunkiem, ze dasz mi spokój przynajmniej do końca tygodnia – mruknąłem, mrużąc oczy, a teraz to Lisa z kolei postanowiła poudawać i z entuzjazmem pokiwała głową.
- Więc do wieczora.
- Richard– syknąłem, odciągając chłopaka na bok i starając się mówić jak najciszej, jako że Laura i Calum kręcili swoje sceny tuż przed moim nosem. – Potrzebuję pomocy.
- Słucham – odpowiedział krótko.
- Musisz iść na randkę z Lisą, a jako że słyszałem o twoich genialnych dowcipach, doszedłem do wniosku, że mógłbyś jej coś zademonstrować. Skoro obje jej nie lubimy i chcemy, żeby jak najszybciej wyjechała – zasugerowałem, a Rich posłał mi szeroki uśmiech.
- Przynajmniej nie będę się nudzić – mruknął.

Jako pierwsza opuściłam studio, biegnąc do samochodu i szybko wskakując na miejsce kierowcy. Byłam już spóźniona na spotkanie z jakaś dziennikarką. Niestety umówiłam się z nią w środku miasta, więc nie było szans, żebym dotarła tam bez utrudnień. Szybko utknęłam w korku na jednej z głównych ulic. Westchnęłam głęboko, bębniąc palcami o posadzkę i nucąc pod nosem melodię piosenki, wydobywającej się z głośników. Wreszcie ruszyłam i błyskawicznie znalazłam się pod niewielkim oszklonym budynkiem. Nim się obejrzałam znajdowałam się na najwyższym piętrze i witałam z jakaś uśmiechniętą od ucha do ucha brunetką.
- Michelle Sparks – przedstawiła się, wskazując mi fotel. Usiadłam na nim, upijając kilka łyków wody, stającej na stole. Michelle wyjęła dyktafon i włączyła go, pytając mnie wcześniej czy jestem gotowa.
- Może zaczniemy od mody – stwierdziła, zerkając na ściągawkę w notesie. – Jakimi modowymi zasadami kierujesz się w życiu?
- Komfortem – stwierdziłam odruchowo. – Jeśli czuję się komfortowo, jestem pewna siebie. Za każdym razem, kiedy nie stosowałam się do tej zasady, musiałam za to słono zapłacić.
- Jaki jest twój ulubiony typ wyjściowych sukienek?
- Zazwyczaj lubię nosić śmiałe kolory. Nie zrozum mnie źle, lubię małą czarną. Jednak w dziewięciu przypadkach na dziesięć, wybiorę jasny kolor.
- A co do twojej pracy. Jak wygląda sytuacja na planie. Może jakieś pikantne szczegóły co do któregoś członka obsady? – zasugerowała, a ja zamyśliłam się na chwilę. Nigdy nie ufałam mediom, ale Michelle sprawiała wrażenie osoby uwielbiającej skandale, więc wiedziona intuicją, postanowiłam zachować historię z Mattem dla siebie.
- Wszystko jest w porządku. Atmosfera jest bardzo przyjemna – odparłam wymijająco, a Sparks wydawała się nieco zawiedziona.
- Nie zrozum mnie źle, Lauro, ale po sieci krążą plotki i chciałam się tylko upewnić. Jak wiele łączy cię z Rossem, wydajecie się bliscy sobie. Jesteście razem? – zachłysnęłam się wodą, którą właśnie popijałam, wybałuszając oczy na kobietę. Jednak szybko postanowiłam się opanować i pewnym głosem odpowiedziałam:
- Nie chcę się spotykać z kolegą z pracy. Z doświadczenia wiem, że aktorzy są podli i kochają tylko siebie – odpowiedziałam krótko.
- Niektórzy doświadczeniem nazywają swoje błędy – zasugerowała Michelle, ale tylko wzruszyłam ramionami i uśmiechnęłam się krzywo.
- Najwyraźniej nie tyczy się to mnie – skłamałam, a kobieta wyłączyła dyktafon. Podziękowała mi, pozwoliła zabrać ze sobą wodę i byłam wolna. Wreszcie byłam wolna i miałam cały wieczór dla siebie.

Szybko skończyłem nagrywać piosenkę, która niewątpliwie była dedykowana Laurze i wrzuciłem ją do sieci. Wyszedłem z domu, uśmiechając się na myśl niezapomnianego wieczoru spędzonego z Lisą. A przynajmniej z pewnością ona go nie zapomni.

*Jimmy- chodzi tutaj o Starra 
~~~~
No hej! Po troszkę długiej nieobecności  dodałam rozdział :) Mam nadzieję, że się podoba :)

Miśkaa^.^

piątek, 29 sierpnia 2014

Rozdział 9

- Richard, cześć – przywitałem się, kiedy tylko przekroczyłem próg planu i zobaczyłem przyjaciela siedzącego w rogu. On spojrzał na mnie lekko zdezorientowany z niechęcią odrywając się od scenariusza, leżącego na kolanach i skinął głową.
- Ross– stwierdził wesoło wyciągając w moją stronę dłoń. Uśmiechnąłem się szeroko, zachęcając, żeby dalej poszedł ze mną.
- Poczekajcie! – usłyszałem za plecami i zesztywniałem. Po chwili obok pojawiła się osoba, której nie miałem ochoty oglądać nigdy więcej w życiu. Uśmiechała się na pozór przyjaźnie, ale znałem ją wystarczająco długo, żeby przypadkiem nie wyciągnąć pochopnych wniosków.  Zdyszana zatrzymała się obok i zwróciła w moją stronę.
- Co tutaj robisz? – zapytałem zdenerwowany, ale dziewczyna tylko wzruszyła ramionami, całkowicie mnie ignorując i spoglądając na Richa.
- Lisa – przedstawiła się, wyciągając dłoń w jego stronę. – Jestem przyjaciółką Rossa– dodała, wywołując na mojej twarzy grymas.
- Spóźnimy się – zauważyłem, chcąc jak najszybciej się oddalić, a dziewczyna skinęła głową.
- Racja, chodźmy – posłała Richardowi uśmiech i ruszyła przed siebie.
- Idziesz z nami? – zdziwił się blondyn, a Lisa wywróciła oczami.
- Potrzebowali statystów, a fakt, że znam Rossa nieco mi pomógł…

- Cięcie – rozległ się okrzyk Kevina, a Laura, która właśnie stała przede mną odwróciła wzrok.
- Hej, poczekaj – rzuciłem szybko, łapiąc ją za ramię, ale nim zdążyła odpowiedzieć między nas wparowała Lisa, śmiejąc się głośno i odpychając mnie lekko do tyłu.
- Świetnie ci poszło! – wykrzyknęła. Zacisnąłem zęby. Złapałem zielonooką za rękę i zaciągnąłem w stronę swojej garderoby. Z hukiem zatrzasnąłem drzwi i obserwowałem jak niewinny uśmieszek Lisy przechodzi w złośliwy grymas. Prychnęła i cały czas świdrując mnie wzrokiem, rozłożyła się na kanapie stojącej w rogu. Kasztanowe włosy rozsypały się na materiale sofy, tworząc wachlarz bujnych loków.
- Mogłabyś w końcu z tym skończyć? – warknąłem.
- Nie wiem o czym mówisz – odparła pospiesznie, oglądając swoje paznokcie. Od mojego powrotu z Los Angeles minęły dwa tygodnie. Rich zadebiutował w serialu i został bardzo ciepło przyjęty do obsady. Zapowiadało się, że na dłużej zagrzeje swoje miejsce. Ale w ciągu tych dwóch tygodni Lisa nie odpuściła. Chodziła za mną, próbując zniszczyć wszystko, co starałem się osiągnąć. Była nawet na tyle miła, żeby przynieść mi niezliczone ilości ofert mieszkaniowych, robiąc to wszystko przy Laurze, która na początku na wieść o mojej wyprowadzce zaniemówiła, a potem stwierdziła, że oczywiście nie ma nic przeciwko, bo przecież w końcu to nie koniec świata, jeśli i tak codziennie będziemy się widzieć. Co nie zmieniało faktu, że byłem wściekły. Miałem się wyprowadzić dokładnie dzisiaj. Lisa była z siebie dumna. Czekała na to od wielu dni. Teraz Laura miała zostać w mieszkaniu tylko i wyłącznie z Raini. Przez cały ten czas, miałem ochotę rozszarpać Woodland na strzępy. Popsuła mi relacje zszatynką . Dziewczyna przestała próbować ze mną porozmawiać, bo za każdym razem ze wszystko wtrącała się Lisa. Kiedy jeszcze nie była statystką i tak spędzała większość swojego czasu na planie. Pilnując mnie. W końcu Marano nieco zmarkotniała i darowała sobie. Zaczęła mnie unikać i tak było aż do teraz.
- Naprawdę upadłaś na tyle nisko, żeby nawet nie przyznać się do swojej zawziętości? – syknąłem ze złością, a Lisa znowu uśmiechnęła się w ten specyficzny sposób.
- Widzę, że ci się podoba.
- Zerwałem z Maią, okey. Ale gdyby chciała się mścić, mogłaby to zrobić sama, a nie przysyłać ciebie – jęknąłem przeciągle, a dziewczyna westchnęła, wstając i podchodząc do mnie na niebezpiecznie bliską odległość.
- Ona wcale mnie nie przysłała. Nie miałaby na tyle odwagi. Sama wiem, co robię – zachichotała i nim zdążyłem zareagować wpiła się w moje wargi, jakby przewidując, że Laura jest tuż za drzwiami i zaraz ma zamiar je otworzyć. Do jasnej cholery, dlaczego miała rację? Dlaczego panna Marano musiała wejść do mojej garderoby akurat wtedy, kiedy Lisa znowu próbowała swoich sztuczek? Odepchnąłem od siebie rudowłosą i spojrzałem na Laurę, której brwi były lekko uniesione, a wyraz twarzy zdezorientowany.
- Nie chciałam przeszkadzać – szepnęła i wyszła. Nie, ona wybiegła. Po prostu pędem opuściła pomieszczenie. Miałem ochotę wyrzucić Lisę za okno, a bezsilność, którą poczułem była nie do zniesienia.
- Wynoś się – warknąłem, a Lisa, tym razem, posłusznie opuściła pokój.

Wpadłam do swojej garderoby, chyba będąc jeszcze w szoku. Sama nie byłam pewna co czuję. Zażenowanie czy zazdrość? Lisa wydawała mi się miła, cóż, od początku była dla mnie bardzo uprzejma, więc może stąd to wrażenie, ale z drugiej strony było coś, co ukrywała. Nie miałam pojęcia co na to Ross. Przez moment przyszło mi do głowy, że jej nie lubi, ale spędzał z nią naprawdę dużo czasu, no i dzisiejsza sytuacja… A do tego to nikt inny jak Lisa, przyniosła mu ogłoszenia o  mieszkaniach. Może chciała zamieszkać z nim? Potrząsnęłam głową. Nie powinno mnie to obchodzić. Może i Lynch był moim przyjacielem, ale to nie znaczyło, że mam się mieszać w jego życie prywatne. Ono było jego. To nie był mój interes. Westchnęłam ciężko i zdjęłam cienki sweterek, który miałam na sobie. Otworzyłam szafę na oścież i krzyknęłam. Nie, wydarłam się wniebogłosy, kiedy ze środka wyskoczył Richard w czerwonej czapce z daszkiem i kijem baseballowym w prawej dłoni. Dyszałam ciężko, przestraszona do granic możliwości i byłam niemal pewna, że moje serce zaraz wyskoczy z klatki piersiowej.
- Oszalałeś?! – krzyknęłam, przykładając rękę do czoła i próbując się uspokoić. Matt zaśmiał się głośno, wymachując kijem w prawo i w lewo. – Skąd to wziąłeś?
- Włamałem się do pokoju rekwizytorów – stwierdził z dumą, a ja uniosłam jedną brew. – No dobra, był otwarty – poprawił się, nieco zawiedziony tym, że go przejrzałam.
- I doszedłeś do wniosku, że musisz koniecznie pokazać mi to, co znalazłeś, przy okazji czekając na mnie w szafie? – zapytałam z niedowierzaniem, ale chłopak zaśmiał się dźwięcznie.
- To chyba bardziej oryginalnie niż szkielet, który obecnie grzeje miejsce w garderobie Raini. Jestem ciekawy, co powie, kiedy już go znajdzie – wyszczerzył się bezczelnie, a ja jako, że emocje nieco opadły, wybuchnęłam niepohamowanym śmiechem.
- Jesteś nieobliczalny – skomentowałam po dłuższej chwili, ocierając łzy rozbawienia. Rich  wzruszył ramionami, biorąc do ręki różową kredę i rysując na tablicy, wiszącej po przeciwnej stronie, patyczaka, a potem doprawiając mu rogi. Zaśmiałam się cicho, przymykając oczy i odwiesiłam sweter na jego miejsce. – Zdajesz sobie sprawę, że się zemszczę?
- Nie zapowiadaj – prychnął. – Ross opowiadał, że jemu powiedziałaś tak samo i nic z tego nie wyszło. Nie jesteś godną przeciwniczką. Nie umiesz robić takich dowcipów jak ja – wymierzył w moją stronę drewniany kij i zamachnął się kilka razy, o mało nie zwalając z mojego biurka kilku flakoników perfum.
- Żebyś się nie zdziwił – mruknęłam, pochmurniejąc na wspomnienie Lyncha.
- Bedę cierpliwy – odparł z uśmiechem i po prostu wyszedł. Ten człowiek był niesamowity. Nawet w moich najśmielszych marzeniach, nie oczekiwałam, że praca będzie aż tak emocjonująca, zabawna i wyczerpująca jednocześnie. Westchnęłam, spoglądając na zegarek. Byłam umówiona z Calumem na lunch za dwadzieścia minut. Szybko wstałam z fotela i przetrząsnęłam szafki w poszukiwaniu czegoś cieplejszego na zmianę.

- Spóźniłaś się – stwierdziłem, unosząc wzrok znad menu. Laura uśmiechnęła się przepraszająco, odplątując chustkę, którą miała na szyi. – Nie rozbieraj się – rzuciłem pospiesznie, wstając i rzucając na stół banknot, który z pewnością pokrywał koszty wody mineralnej, którą wcześniej zamówiłem.
- Nie będziemy jeść? – zdziwiła się, ale teraz to ja odpowiedziałem uśmiechem.
- Oczywiście, że będziemy. Ale nie tu – poinformowałem, zakładając kurtkę i ciągnąc brunetkę za sobą. Przemierzyliśmy kilka najbliższych ulic w całkowitym milczeniu.
- Richard o mało nie przyprawił mnie dziś o zawał – stwierdziła nagle, a ja spojrzałem na nią pytająco. – Schował się w mojej szafie z kijem baseballowym – dodała, przewracając oczami. Zaśmiałem się głośno, kręcąc głową z niedowierzaniem.
- Wiedziałem, że on nie jest do końca normalny, ale żeby aż tak?
- Ciekawe co powie jutro Raini, bo z tego co widziałam, w jej garderobie zostawił szkielet w kostiumie baletnicy.
- Skąd wiesz? – spytałem nadal się śmiejąc.
- Sprawdziłam i ostrzegłam ją, żeby uważała – odparła, a ja skręciłem w lewo, otwierając drzwi pobliskiej restauracji. Laura weszła do środka niepewnie rozglądając się po wnętrzu. Przeważały tu delikatne, pastelowe kolory. Ogólnie cała knajpka była bardzo przyjemna. Zza ciemnej lady wychyliła się młoda blondynka, która widząc mnie, uśmiechnęła się lekko.
- To co zawsze razy dwa, poproszę – zamówiłem, zajmując stolik w rogu.
- Często tu bywasz? – zapytała szatynka z ciekawością w głosie, a ja jedynie wzruszyłem ramionami.
- Od czasu do czasu – odpowiedziałem, bawiąc się serwetkami stojącymi niedaleko. Reszta rozmowy dotyczyła nieco bezpieczniejszych dla dziewczyny tematów. Rozmawiała ze mną o pogodzie, pytała się co u Torrey i domagała, żebym wreszcie ją tu ściągnął. Nie schodziła na temat Rossa, a mnie bardzo interesowało dlaczego. Miałem o to zapytać, ale właśnie wtedy szczupła blondynka pojawiła się obok nas i postawiła na stole dwa talerze. Nina przyjrzała się bliżej potrawie i zmarszczyła nos.
- Co to jest? – zapytała niepewnie. Uśmiechnąłem się nieco rozbawiony, chwytając za sztućce i biorąc kęs.
- Pierogi* – wyjaśniłem, zachęcając, żeby spróbowała. Niepewnie odkroiła kawałek, po czym wsadziła go do ust. Nadal się wahała, ale kiedy w końcu przełknęła, jej twarz rozjaśnił uśmiech.
- Smakują mi.

Prawie wszystkie kartony znalazły się już w bagażniku. Westchnąłem, uświadamiając sobie, że dopiero niedawno Laura pomagała mi wszystko rozpakować. Teraz nie przyszła, żeby pomóc. Może była złą, że się wyprowadzam? Albo smutna? Otrząsnąłem się, próbując odgonić chęci sprawdzenia gdzie teraz jest i co robi. Miała swoje życie prywatne, a ja nie byłem jego częścią. Byliśmy tylko przyjaciółmi. Poza imprezami, wywiadami i pracą, powinniśmy ograniczyć kontaktu do minimum. Przynajmniej póki Lisa była w pobliżu. Już miałem zająć miejsce kierowcy i odjechać, kiedy dobiegł mnie znajomy śmiech. Odwróciłem się i moim oczom ukazała się Laura, idąca ramię w ramię z Calumem. Skrzywiłem się w duchu i poczułem się po prostu dziwnie. Miałem ochotę zacisnąć zęby, a wdech przychodził mi z trudem. Czyżbym był zazdrosny? Nie mogłem być zazdrosny, przecież to Calum. Przyjaźnili się i póki co, wychodziło na to, że jest z nim bliżej niż ze mną.
- Cześć – rzuciłem, przerywając ich żarty i zwracając na siebie uwagę. Laura jakby posmutniała, kiedy spojrzała na załadowany samochód i podeszła bliżej. Na tyle blisko, żeby owiał mnie jej słodki zapach. Mój wzrok zjechał na jej usta. Chciałem, żeby poprosiła, żebym został. Ale brunetka tylko szepnęła z powagą:
- Kluczyki.
Zamrugałem kilkakrotnie, lekko zdziwiony i posłusznie wyjąłem z kieszeni pęk kluczy. Marano szybko je zabrała i ruszyła w stronę mieszkania. Calum posłał mi uśmiech, pomachał i podążył jej śladem. Przełknąłem ślinę. Czy między nimi coś się działo? Może coś przeoczyłem? No i w takim razie co z Torrey? W mojej głowie zrodziła się cicha chęć dowiedzenia jak najwięcej to możliwe. Więc z takim zamiarem wsiadłem do auta i ruszyłem w stronę wyjazdu z parkingu.

*Ustalmy. Calum ma rodzinę w PL oki? Dlatego zna pierogi xD
~~
No to następny rozdział jest ;) Mam nadzieję, że się podobał ;p

CZYTASZ=KOMENTUJESZ=MOTYWUJESZ

Miśkaa^.^ 

czwartek, 28 sierpnia 2014

Informacja+ Podziękowania ;3

To najpierw Info ;D
Postanowiłam zmienić adres bloga ;) za 7 dni adres zostanie zmieniony na aia-cast.blogspot.com :> No bo w końcu piszę o osobach grających bohaterów tego serialu ;)

Teraz podziękowania.
Wchodzę, a tu 1000 wejść! Wielkie dzięki! Miło mi, że ktoś w ogóle czyta moje wypociny ;) Nexta dodam już jutro ;D

Miśkaa^.^

wtorek, 26 sierpnia 2014

Rozdział 8

 Zapukałem do drewnianych drzwi z cichą nadzieją na nieobecność szatynki . Ostatnio nie potrafiłem się z nią dogadać. Nawet teraz nie wiedziałem co powiedzieć. Po kilku sekundach usłyszałem charakterystyczne kliknięcie zamka i w drzwiach stanęła wysoka dziewczyna o kasztanowych włosach i jasnozielonych oczach wpatrujących się we mnie z kpiną. Była bardzo szczupła, a na jej podłużnej twarzy gościł złośliwy uśmieszek. Te malinowe usta już nie raz mi zaszkodziły. Wydobyła się z nich niezliczona ilość plotek i oszczerstw, ale Maia nadal uważała dziewczynę za niewiniątko. W garderobie Lisy od zawsze przeważały stonowane barwy i kobieta także tym razem nie zrobiła wyjątku, dodatkowo podkreślając swoją urodę mocnym makijażem.
- Ach Ross– westchnęła teatralnie, nonszalancko opierając się o futrynę i tym samym zagradzając mi przejście.
- Dobrze wiesz, że nie przyszedłem do ciebie – warknąłem w odpowiedzi, delikatnie mrużąc oczy. Ale tak jak się spodziewałem odpowiedział mi tylko cichy chichot.
- Twój problem polega na tym, że Maia wcale nie chce cię widzieć – mruknęła przyglądając się pomalowanym na granatowo paznokciom.
- Nie ty decydujesz, paskudo – powiedziałem, próbując wejść do środka, ale pewnie zastawiła mi drogę, zbytnio nie przejmując się tym, że odległość między nami zmniejszyła się do minimum. – Maia! – krzyknąłem na cały głos, uśmiechając się chytrze, kiedy na twarzy zielonookiej pojawiło się niezadowolenie.
- Kogo tu mamy – dobiegło mnie z głębi korytarza, a po chwili zaraz naprzeciw mnie pojawiła się wspomniana wcześniej szatynka.
- Mogłabyś ją zabrać? – zapytałem na pozór uprzejmie. – Nieco mnie mdli.
- Zdychaj, gnojku – syknęła w odpowiedzi Lisa, ale Maia nawet nie mrugnęła. Stała tam wpatrując się we mnie wyczekująco.
- Czego chcesz? – zapytała w końcu.
- Żebyś do mnie wyszła. Porozmawiajmy – rzuciłem ugodowo. Lisa zrobiła smutną minę i złapała się za serce w geście poruszenia.
- To takie wzruszające – szepnęła próbując zabrzmieć nieco dramatycznie, ale wyszedł z tego tylko cichy pisk.
- Marna z ciebie aktorka – prychnąłem pod nosem spotykając się ze srogim spojrzeniem kobiety.
- Wyjdę z tobą, kiedy tylko Lisa upewni się czy nigdzie w pobliżu nie czyha Laura– powiedziała w końcu Maia, a ja przewróciłem oczami, chwytając ją na dłoń i wyciągając za drzwi.
- Nie wygłupiaj się. A ty, paskudo, nie czekaj z kolacją – rzuciłem przez ramię ciągnąć swoją dziewczynę w stronę samochodu.

- Boże! Co ci się stało? – zapytałam, kiedy zauważyłam Stevena w hotelowym holu, który bezszelestnie próbował przedostać się do siebie, omijając moją sypialnie szerokim łukiem. Laura, która stała obok chłopaka rzuciła mi zmieszane spojrzenie, a sam brunet westchnął głęboko.
- Mała bójka – odparł obojętnie, starając się zasłonić napuchniętą część twarzy dłonią.
- Kevin cię zabije – mruknęłam nieco zmartwiona. – Miałeś w ogóle zamiar coś z tym zrobić? Jakieś okłady albo coś w tym stylu? – zapytałam z wyrzutem, ale Steven jedynie pokręcił głową z dziwnym wyrazem twarzy.
- To nic takiego – wtrąciła się Laura zapewne z zamiarem obrony chłopaka przed moimi wykładami o jego porywczości i bezmyślności, ale uciszyłam ją jednym ruchem ręki.
- Nie wiem co się stało, ale jak nie chcesz to nie mów. Pogódź się jedynie z faktem, że dzisiejszy wieczór spędzisz ze mną i mokrą szmatką na twarzy – mruknęłam tonem nieznoszącym sprzeciwu, wyciągając z kieszeni telefon i wysyłając Tylerowi smsa z informacją, że muszę odwołać nasze wieczorne spotkanie. Ponownie westchnęłam i kręcąc głową z dezaprobatą wciągnęłam bruneta do mojej sypialni, krótko żegnając się z Laurą.

- Chcesz mnie przekupić kolacją w mojej ulubionej restauracji – stwierdziła Maia, kiedy stanęliśmy w wejściu Aroma Cafe. Nie przepadałem za tym miejscem. Nowoczesny wystrój jak dla mnie nie dodawał wszystkiemu zbytniego uroku. Wnętrzu brakowało smaku i klasy, ale nie odezwałem się nawet słowem. Bywałem tu już tyle razy, że kolejny nie robił różnicy.
- Od razu przekupić – mruknąłem w odpowiedzi, kiedy na twarz Mai mimowolnie zaczynał wkradać się ciepły uśmiech. Tej prawdziwej Mai, nie tej zdominowanej przed Lisę. – To będzie po prostu nasz wieczór – dodałem, wchodząc do środka i zajmując stolik w rogu. Opadłem na czerwoną kanapę, która całkowicie nie współgrała z beżowymi ścianami i wyciągnąłem dłoń do kobiety w zapraszającym geście. Byłem pewien, że nawet jej nie podobał się ten cały wystój. Ale przychodziła tu z sentymentu. Jej rodzice zwykli byli ją tu zabierać, a teraz znajdowali się bardzo daleko. Za szerokim oceanem.

- Wyszły? – usłyszałem cichy szept bardzo blisko siebie i uśmiechnąłem się pod nosem. Leniwie omiotłem wzrokiem czarnowłosą modelkę, która od kilkunastu minut czekała aż jej koleżanki opuszczą studio. Powoli skinąłem głową i patrzyłem jak na twarzy kobiety, Meredith, pojawia się zadowolenie. – Więc wreszcie mam cię tylko dla siebie, Tyler – mruknęła, podchodząc coraz bliżej i muskając moje wargi swoimi. Przyciągnąłem ją do siebie, ślepo cofając się w tył, aż wreszcie wylądowałem na fotelu.  Meredith usiadła mi okrakiem na kolanach, chichocząc cicho i ociągając się z rozpinaniem guzików mojej koszuli.
- Mógłbyś chociaż zamknąć drzwi – usłyszałem znajomy głos i oderwałem od dziewczyny z rozbawieniem wpatrując się w stojącego w progu przyjaciela.
- Dokończymy jutro – szepnąłem na ucho Meredith, a dziewczyna niechętnie skinęła głową, udając się w stronę wyjścia. Ominęła przybysza i zatrzasnęła za sobą drzwi.
- Widzę, że jesteś w świetnym humorze – mruknął blondyn, przekrzywiając nieco głowę. Wzruszyłem ramionami.
- Jest się z czego cieszyć, David – odparłem wesoło, rozsiadając się wygodnie. – Uregulowałem sprawy z Raini i dla lepszego efektu przyłożyłem młodemu Smith’owi. O mało co nie popsuł mi interesów.
- Więc ta mała nadal się niczego nie domyśla? – spytał z lekkim niedowierzaniem, ale pokręciłem głową.
- Nie i dzięki temu mój wizerunek i układy są bezpieczne.
- Aż trudno uwierzyć, że nie zauważyła, że tylko ją wykorzystujesz – po raz kolejny wzruszyłem ramionami.
- Najwidoczniej jestem bardzo przekonujący.

- Więc możesz powiedzieć, że ci się podobało – powiedziałem z nutą niepewności, ale Maia milczała. – Och, daj spokój. Nie drocz się – posłałem jej uśmiech, który wreszcie odwzajemniła, dodając do tego serdeczny śmiech.
- Podobało mi się. Nawet bardzo – odpowiedziała stając na palcach i całując mnie niepewnie. Pogłębiłem pieszczotę i wszystko wydawałoby się idealne, gdyby nie błysk flesza gdzieś nieopodal. Oderwałem się od szatynki ze złością wpatrując w ciąg drzew za którymi stał jeden z fotoreporterów.
- Chodź – rzuciłem niechętnie, otwierając drzwi do samochodu i gestem nakazując jej wsiąść.
- Przepraszam – usłyszałem nagle gdzieś z boku i nieco zbity z tropu odwróciłem się w stronę dosyć młodej brunetki, trzymającej w ręku srebrną cyfrówkę i uśmiechającą się słodko. – Mogłabym prosić o zdjęcie – zapytała, a ja nie potrafiłem odmówić.
- Jasne – odpowiedziałem pewnie, ignorując nieco oburzone spojrzenie Mai i posłusznie obejmując drobną dziewczynę, uśmiechnąłem się do obiektywu. Tyle, że za nią przybiegła grupka nieco starszych koleżanek i rozmowa z nimi zajęła odrobinę dłużej niż planowałem. W końcu znalazłem się na miejscu kierowcy, pragnąc jak najszybciej opuścić parking. Byłem już po prostu zmęczony. Maia się nie odezwała. Nadal. Ale kiedy przejeżdżaliśmy koło spotkanych wcześniej dziewczyn i fotografa szatynka podniosła dłoń ze środkowym palcem uniesionym do góry. Posłała wszystkim złośliwy uśmiech i znowu spojrzała na przednią szybę. Lisa. Lisa niewątpliwie zachowałaby się tak samo. Miałem dosyć. Serdecznie dosyć tych jej humorków i tego, że nie może pogodzić się z rozwojem mojej kariery, zaznaczając przy tym, że Lisa jest dla niej kimś w rodzaju mentorki. Zatrzymałem się pod białym domem, zaciskając zęby.
- Idź już, Maia– rzuciłem krótko, ale kobieta ani drgnęła.
- Nie wchodzisz? – zapytała zdziwiona, a ja zaśmiałem się bezgłośnie.
- Cóż, nie mam siły użerać się z twoją przyjaciółką. Poza tym, chciałbym, żebyś przyjęła do wiadomości, że z nami koniec – powiedziałem pewnie, obserwując szok i gniew malujący się na twarzy mojej towarzyszki. – Nie wiń mnie. Próbowałem, jak sama zauważyłaś, wszystko naprawić, ale to jak się zachowujesz jest nie do przyjęcia. Mała kopia Lisy. Nie chcę takiej dziewczyny. Już po prostu do siebie nie pasujemy – wyjaśniłem spokojnie, ignorując łzy, które zebrały się w oczach szatynki.
- Cóż, ja uważam inaczej – odezwała się drżącym głosem. – Ale skoro tak zdecydowałeś, to wracaj do swojej Laury– dodała i czym prędzej wysiadła z auta, trzaskając drzwiami.
- Maia do cholery! – krzyknąłem z poirytowaniem, ale nie zawróciła. Wbiegła do domu, nawet się nie odwracając. Ukryłem twarz w dłoniach, kręcąc głową niedowierzająco. A potem po kilku minutach ruszyłem z podjazdu, próbując pozbyć się poczucia winy i pocieszając, że dzięki temu, co zrobiłem przynajmniej nie będę musiał oglądać Alissy Woodland po raz kolejny.

Lot miał przebiegnąć szybko i bezboleśnie. Siedziałem na fotelu – zwyczajowo obok Caluma– bez zainteresowania śledząc widoki za oknem. W głowie miałem mętlik. Nie wiedziałem czy żałować tego, co wczoraj zrobiłem czy może cieszyć się odzyskaną wolnością. Co jakiś czas zerkałem na Laurę siedzącą niedaleko i w ramach odskoczni zastanawiałem się nad tym co Calum przekazał mi dwa dni temu. Musiałem mu to przyznać. Była piękna.
- Przepraszam – usłyszałem nad głową i uniosłem wzrok. W reakcji na kobietę, którą miałem przed sobą  zamarłem. -  O, to ty Ross. Coś mi się właśnie zdawało, że widzę znajomą twarz – szepnęła Lisa, chichocząc niepokojąco.
- Co tu robisz? – zapytałem osłupiały, ale zielonooka wzruszyła ramionami, ukradkiem przyglądając się pannie Marano i układając usta w grymas.
- Myślę, że wiesz – odparła. – Muszę pomścić moją przyjaciółkę – szepnęła z zadowoleniem, powoli oddalając się ode mnie. Opadłem na siedzenie, wzdychając głęboko i pozostając w głębokim szoku. To musiał być koszmar. Lisa nie mogła lecieć za mną do Miami . Z drugiej strony, wiedziałem, że była do tego zdolna.
- Kto to? – spytał Paul z nutą ciekawości w głosie.
- Kłopoty – odparłem krótko.
~~~~
No to drugi ;3 Następny dodam jutro lub pojutrze ;))

CZYTASZ=KOMENTUJESZ=MOTYWUJESZ

Miśkaa^.^

Rozdział 7

- Zdajecie sobie sprawę, że jesteśmy nieco do tyłu z materiałem? No właśnie, więc powtarzam żadnych niepotrzebnych atrakcji. Nie mamy na to czasu – powiedział Kevin, a wszyscy obecni uśmiechnęli się zdawkowo. Znajdowaliśmy się w samolocie zmierzającym prosto do centrum Los Angeles, gdzie czekała nas sesja promująca serial. Małymi kroczkami zbliżał się koniec pierwszej połowy sezonu i tym samym upragniona przerwa świąteczna. Ale na to co przede mną będę musiał poczekać. Machałem telefonem pokładowym, który aktualnie był ustawiony na tryb głośnomówiący, zastanawiając się jak bardzo Kevin musi być podirytowany, że sesja wypadła akurat w tym tygodniu. – Chcę was również poinformować, że kiedy wrócicie czeka was współpraca z Richardem Whitenem.*
- Kojarzę go – powiedziała Raini, odwracając się do mnie i spoglądając w stronę moją i Rossa przez szparę między siedzeniami. – Tylko nie mam pojęcia z kąt – zamyśliła się, a Laura siedząca obok blondynki zachichotała.- No dobrze, moje dzieci. Bawcie się i pozwólcie mi dalej pisać scenariusz. Heath przesyła pozdrowienia – rozległ się głos Kevina.
- Nawzajem. Do zobaczenia – odparłem kończąc połączenie i oddając aparat przechodzącej akurat stewardessie. Wszyscy wrócili do swoich zajęć. Raini zajęła się rozmową z Laurą, a po przeciwnej stronie Michael i Steven wrócili do oglądania jakiegoś filmu. Natomiast Kat* i Sara zajęły swoje miejsca, kilka metrów dalej, tym samym znikając mi z pola widzenia.
- To aż nie do wiary, że jesteś aż tak cichy – stwierdziłem, zerkając na siedzącego obok Rossa, który obojętnym wzrokiem śledził mijane przez nas chmury. Na dźwięk mojego głosu podniósł zdezorientowane spojrzenie i niedbale machnął ręką, dając mi do zrozumienia, że cokolwiek go trapi nie jest warte mojej uwagi.
- Chyba po prostu nie jestem w nastroju – stwierdził, krzywiąc się nieco.
- A przyczyna? – zagadnąłem, odkręcając butelkę z wodą i biorąc z niej dużego łyka.
- Powiedzmy, że dzisiejszy wieczór nie będzie zbyt miły – westchnął. – Muszę odwiedzić Maię, która jest wściekła jak nigdy. W dodatku nie mam pojęcia co zrobić, żeby nieco ją zmiękczyć. Nie należy do tego rodzaju dziewczyn, które rozpływają się na widok czekoladek czy kwiatów  – dodał, a ja zamyśliłem się na chwilę. Osobiście nie miałem takich problemów. Torrey była uosobieniem spokoju i kiedy wybuchała, musiała mieć ku temu dobry powód.
- Cóż, sytuacja nie brzmi dobrze – podsumowałem ze współczuciem. Ross westchnął ponownie, pocierając skronie i marszcząc czoło.
- Może jakoś się uda, o ile nie spotkała się jeszcze z Lisą* – mruknął naburmuszony. – To jej przyjaciółka, która jest dosyć…specyficzna – wyjaśnił, widząc moje pytające spojrzenie. – W każdym razie nie przepadamy za sobą, chociaż to określenie jest zdecydowanie wielkim niedomówieniem.
- Tak z ciekawości – dlaczego z nią jesteś? – zapytałem, uśmiechając się lekko. – Oczywiście wiem, że taka rozmowa powinna się odbywać na jakieś imprezie po kilku kieliszkach dobrej wódki, ale chyba będziemy musieli przetrwać bez tego – Ross zaśmiał się lekko, wzruszając ramionami.
- Jako że staliśmy się już najlepszymi przyjaciółkami*, zdolnymi do zwierzeń, to przyznam ci się, Calum, że jest to dosyć skomplikowana sprawa. I obiecuję do tego wrócić, tak jak powiedziałeś podczas któreś z imprez.
- Och, daj spokój. Chociaż jakaś wskazówka. Zaspokój mój głód ciekawości– powiedziałem błagalnie.
- Po prostu – stwierdził niepewnie – Kiedyś była nieco inna. Urocza. Natomiast ostatnie wydarzenia należą zdecydowanie do ery nowej Mai– skrzywił się.
- A co myślisz o Laurze? – szepnąłem, pochylając się bliżej tak, by szatynka siedząca przed nami nie zdołała nic dosłyszeć i próbując ukryć chytry uśmiech wkradający się na moje usta. – Te oczy – podszepnąłem, porównując się w duchu do małego diabełka siedzącego na ramieniu głównego bohatera w większości kreskówek, kiedy tylko dochodziło do podjęcia jakieś znaczącej decyzji. Blondyn ściągnął brwi, spoglądając na mnie niepewnym wzrokiem.
- Chyba masz dziewczynę – zauważył, a ja wzruszyłem ramionami.
- Tak tylko mówię, jako że twój związek wisi na włosku – odpowiedziałem, kiedy w głośnikach rozległ się głos pilota z informacją o lądowaniu.

- Nie chcę tam wejść – szepnęłam do Laury, kiedy stanęłyśmy pod drzwiami studia. Kat, Sara i chłopaki weszli przed nami. Ja natomiast nie potrafiłam się zdobyć na dobrowolne przekroczenie progu. Szatynka westchnęła głęboko.
- I tak będziesz musiała to zrobić. Prędzej czy później, więc chodź i nie bój się. Jakby co jestem w pogotowiu – szepnęła pocieszająco, ciągnąc mnie za sobą.
- Wiesz czego najbardziej się obawiam? – zapytałam, ale dziewczyna pokręciła głową. – Że to Stevenowi da nauczkę, kiedy tylko go zobaczy – szepnęłam z przestrachem. Laura znała prawdę. Dowiedziała się o wszystkim niedawno i żałowałam, że to ja sama jej o tym nie opowiedziałam. Jednak kiedy tylko zaczęła pytać, przestałam się kryć. Stała się dla mnie przyjaciółką w bardzo krótkim czasie. Przemierzałyśmy białe korytarze w dosyć szybkim tempie. Byłam tu już nie raz. Tyler uwielbiał spędzać w tym studiu czas. Pracować nad zdjęciami, przerabiać je i przebywać w towarzystwie współpracowników. A właściwie to współpracowniczek. Pokierowałam Laurę w stronę pokoju makijażystek i weszłam do środka, nawet nie myśląc o pukaniu.
- Raini– powiedziała szatynka ze zjadliwym uśmiechem. Znała mnie, a ja od jakiegoś czasu wiedziałam, że stara się zwrócić na siebie uwagę Tylera. Sytuacja w którą się wpakowałam musiała jej bardzo odpowiadać.
- Cześć Kelly – odparłam na pozór spokojnie, mierząc ja wzrokiem. Przez twarz o ciemnej karnacji, po bardzo zwyczajne ubranie, aż do samych stóp. Zatrzymałam się nieco dłużej na fioletowych okularach spoczywających na jej nosie. Nie pasowały jej, ogólnie nie była w stylu Tylera. Na całe szczęście, make up’em i doborem mojego stroju zajęła się jedna z koleżanek Kelly, ona sama natomiast udała się do sąsiedniego pokoju, gdzie jak przypuszczałam skierowali się nasi kochani koledzy. Razem ze Stevenem. Przełknęłam ślinę, zakładając na siebie niebieską sukienkę i wracając na stare miejsce, a potem pozwalając rudowłosej kobiecie zająć się moimi włosami.
Wszystko zajęło w sumie około dwóch godzin. A potem z trzęsącymi dłońmi wkroczyłam do sali, w której zwykle urzędował Tyler. Wnętrze bardzo często się zmieniało. Tak samo jak rekwizyty. Tym razem na środku stało kilka krzeseł i kanapa, białe płótno zastąpił obraz przedstawiający sklep Sonic Boom. Kilka metrów dalej stał skórzany fotel, a na stole obok leżał aparat, któremu towarzystwa dotrzymywały różnego rodzaju obiektywy. Drzwi znajdujące się naprzeciw otworzyły się z hukiem, a do środka wkroczył dwudziestoczteroletni mężczyzna o krótkich czarnych włosach i kilkudniowym zaroście. Na sobie jak zwykle miał jedne z licznych par spranych jeansów i szarą koszulę, której trzy górne guziki nie zostały zapięte. Na szyi zwyczajowo nosił srebrny łańcuszek. Tyler, nie zauważając mojej obecności, leniwie podszedł do stołu, zabierając z niego aparat i zmieniając obiektyw. Potem z kieszeni wyjął rozpoczętego już batona i wziął do ust ostatni kęs, gniotąc papierek i zostawiając go na drewnianym blacie. Wszystkie te czynności były tak bardzo znajome i zwykle wywołałyby na mojej twarzy uśmiech, ale teraz poczułam w sercu żal i strach. Nadal żałowałam tego, co się stało i ostatnim na co miałam ochotę było powiedzenie Tylerowi i całej mojej dotychczasowej rzeczywistości ‚żegnajcie’. Ale w takim razie co będzie ze Stevenem? W tej samej chwili Laura stanęła obok mnie, w swojej fioletowej sukience, która ledwo sięgała kolan. Niestety jej obcasy wydały charakterystyczny stukot, sprawiając że Tyler podniósł na nas spojrzenie i zamarł. Z daleka dostrzegłam jak zaciska szczękę i jak mocniej ściska aparat. Był niesamowicie porywczy i wiedziałam jak bardzo musi być wściekły. Nie tolerował zdrady, nawet w postaci zwykłego pocałunku, chociaż byłam pewna, że nie raz zdarzyło mu się coś podobnego, jeśli nie coś więcej, podczas pracy z modelkami.
- Zapraszam, drogie panie – zawołał, nieco oschle, wskazując na krzesła, a ja spuściłam wzrok i posłusznie ruszyłam w ich stronę. Reszta towarzystwa szybko do nas dołączyła i nim się obejrzałam Tyler pokierował wszystkimi, jednocześnie wprawiając w życie swoją wizję tej sesji.
- Nie tak – syknął zirytowany po kilku minutach, opuszczając aparat i podchodząc do mnie pewnym krokiem. Delikatnie podniósł moją dłoń i ułożył ją na kolanie, mrużąc oczy, ale nie obdarzając mnie nawet spojrzeniem. Wiedziałam co robi. Starał się schować gniew do kieszeni i pamiętać, że jest w pracy, jednocześnie odkładając nasze porachunki na później. – Musisz patrzeć się w tę stronę – wskazał punkt na ścianie za sobą i ponownie odwrócił się przodem. – Zuchwale i z wyższością – dodał nieco obojętnie, cofając się kilka kroków. Zrobiłam jak kazał. Jednak to był jedyny raz, kiedy się do mnie odezwał. Następne wskazówki kierował do wszystkich, albo do każdego z moich przyjaciół osobno. Mnie ignorował.
- Chyba czas na przerwę – stwierdził po dobrej godzinie, wzdychając głęboko. – Dobra robota – rzucił jeszcze, siadając w swoim fotelu. Wszyscy zaczęli się wycofywać. A ja mimo zachęcana przez Laurę, ruszyłam w stronę Tylera, przygryzając dolną wargę.
- Nawet się nie przywitałeś – zaczęłam nieśmiało, kiedy zostaliśmy całkowicie sami.
- Najwidoczniej, uznałem to za zbędne – rzucił obojętnie, oglądając zdjęcia i nie podnosząc na mnie wzroku.
- Tyler – zaczęłam, ale szybko mi przerwał.
- Daruj sobie, Raini. Nie chcę twoich wyjaśnień – uciął oschle.
- Byłam pijana – zaczęłam, ignorując jego wypowiedź i sprawiając, że w końcu spojrzał na mnie nieco rozbawiony.
- I to cię usprawiedliwia? – zakpił, wywołując u mnie pozycję bojową. Taka byłam od zawsze i teraz instynktownie przeszłam z obrony do ataku.
- Och, nie skądże, jestem winna, bo całowałam się z kolegą z pracy. Tylko, że tobie takie sytuacje zdarzały się niezliczoną ilość razy, a ja jak głupia to ignorowałam – uniosłam głos, a Tyler wstał. Był ode mnie wyższy i to sporo. Chociaż obcasy dodawały mi kilka centymetrów, to i tak musiałam zadrzeć głowę, żeby spojrzeć chłopakowi w oczy.
- To co innego – syknął.
- To to samo – odpyskowałam.
- Kochanie, ciebie przyłapali. Mogłaś popsuć nie tylko swój, ale i mój wizerunek – wyjaśnił, uspokajając się nieco.
- Więc chodziło ci tylko o wizerunek? Jesteś ze mną dla wizerunku? – zapytałam nieco piskliwie, a w moich oczach mimowolnie zebrała się słona ciecz.
- Nie – zaprzeczył szybko, nieco zirytowany, a jego rysy całkowicie złagodniały. – To po prostu mogło się nam obojgu nie przysłużyć. Nie mam ci tego za złe, po prostu jestem cholernie zazdrosny i odrobinę zły – szepnął, podchodząc bliżej i łapiąc mnie za ręce.
- To dlaczego powiedziałeś tym reporterom… – zaczęłam, ale przerwałam, czując, że Tyler zaśmiał się cicho.
- Jesteś w tej branży tyle lat i jeszcze nie nauczyłaś się, żeby nie wierzyć plotkom i nie czytać tych durnych stron? Z nikim nie rozmawiałem – zapewnił mnie, a ja zamknęłam oczy, wtulając się w niego mocno.
- Boże, jaka jestem głupia – szepnęłam, a Tyler pogładził mnie po włosach. Nie potrafiłam go zostawić. Nawet jeśli jeszcze niedawno słowa Stevena, o tym, że mój chłopak mnie olał wydawały się prawdziwe, teraz do mnie nie trafiały. Nie kiedy ten sam chłopak, przytulał mnie do siebie, a potem składał pocałunki na moich ustach.

- Steven, mógłbyś zostać na chwilę? Chodzi o zdjęcia – zawołałem, na tyle głośno, żeby Raini była w stanie to usłyszeć. Właśnie skończyliśmy i dziewczyna udała się do garderoby, posyłając mi przed tym delikatny uśmiech. Ciemnowłosy  podszedł do mnie pewnym krokiem, a ja korzystając z okazji i chwili jego nieuwagi, zamachnąłem się celując pięść prosto w szczękę chłopaka. Upadł na ziemię, ale szybko otrząsnął się i wstał, bardzo chętny do kontynuowania bójki, jednak zwinnie uchyliłem się przed jego ciosem, a potem złapałem za kołnierz jego koszuli i przycisnąłem go do ściany.
- Radzę ci darować sobie podchody i zostawić Raini w spokoju, bo o ile mi wiadomo, nadal jest zajęta – warknąłem. Nim zdążył odpowiedzieć znowu  wylądował na ziemi.
- Gdybym tylko chciał, mogłaby cię rzucić – wychrypiał z trudem, a ja pokręciłem głową z dezaprobatą.
- Zła odpowiedź, kochasiu – rzuciłem, podchodząc do niego i z całej szyi kopiąc w brzuch. Steven skulił się, a ja chwyciłem aparat i opuściłem pomieszczenie.

*chciałabym przypomnieć – Lisa jest oczywiście postacią fikcyjną ;p
*Matt Devis oczywiście nie występuje w naszym serialu, ale mam co do niego pewne plany ^^
*nie nie ma tu błędu – pisze to całkowicie świadomie ;p
~~~~
No więc jeden jest :) Mam nadzieję, że się podoba ;p

Przepraszam!

Tak tak. Rozdział miał być zdecydowanie wcześniej -.- ale jak wróciłam znad morza to musiałam się pakować bo znowu jechałam za granicę, a w między czasie mój laptop był zepsuty :/ Więc w ramach wynagrodzenia dodam 2 może 3 rozdziały ;))
I jeszcze raz strasznie przepraszam :C

Miśkaa^.^

środa, 2 lipca 2014

Rozdział 6

Otworzyłem oczy ze zdezorientowaniem rozglądając się po pokoju i ściągając brwi. Wnętrze było znajome, a Laura, która leżała na mojej klatce piersiowej dała mi nieco do myślenia. To był jej pokój, a ja powoli zaczynałem sobie przypominać jak się tu znalazłem i co powiedziała mi szatynka o Mai. Przecież ona wcale nie była taka zła. Jednak nie zastanawiałem się nad tym długo, bo drzwi otworzyły się na oścież i do środka wparowała wspomniana wcześniej dziewczyna z fałszywym uśmiechem na ustach.
- Wyglądacie razem tak słodko! – krzyknęła udając zachwyt i wkładając w to zdanie tyle ukrytego jadu, ile tylko się dało. Zmrużyłem oczy, spoglądając na niczego nieświadomą Laurę i starając się ją delikatnie przesunąć.
- Byłaś tu wcześniej? – zapytałem niewinnie, a Maia prychnęła zaprzestając swojego małego pokazu.
- Próbuję cię obudzić od dobrych kilku godzin, ale ani drgnąłeś. A i wiesz, gdzie teraz powinnam być? Na lotnisku, a za pół godziny w samolocie i w drodze do Los Angeles. A ty i Laura– powiedziała, krzywiąc się. – W pracy. Nie zliczę ile razy dzwonił twój telefon.
- I nie odebrałaś? – syknąłem z wyrzutem, podrywając się do góry, budząc przy tym brunetkę, która jęknęła cicho i podniosła na mnie zaspane spojrzenie.
- Nie ruszam tego, co nie należy do mnie – odparła, opierając się o framugę drzwi. – Mam nadzieję, że mnie odwieziesz – dodała, a ja posłałem jej tylko przepraszające spojrzenie. – Nie odwieziesz?
- Zaraz muszę być na planie. Weźmiesz taksówkę – rzuciłem w odpowiedzi, lekko potrząsając Laurą.
- Co się dzieje? – zapytała półprzytomna, obserwując mnie błędnym wzrokiem.
- Musimy jechać do pracy, szybko – powiedziałem, a dziewczyna tylko westchnęła.
- Nie mam siły – powiedziała ze smutkiem, a ja mimowolnie zaśmiałem się na widok jej naburmuszonej miny. Co na pewno nie spodobało się Mai. Opuściła pokój bez słowa, a potem usłyszałem tylko trzask drzwi frontowych. Później znajdę czas na przepraszanie jej czy wynagrodzenie tego, co się stało. Załatwię to wszystko za jednym zamachem, kiedy tylko za kilka dni sam polecę do LA.
- Wstawaj, śpiochu – ponagliłem Laurę , sam chwytając telefon, sprawdzając nieodebrane połączenia i ruszając do łazienki w celu szybkiego odświeżenia się.

Wszyscy już wiedzieli. Wystarczyło kilka godzin, żeby zdjęcia obiegły internet. Nie byłam w stanie pracować. Teraz, kiedy już wytrzeźwiałam, czułam się okropnie. Na moje szczęście były kręcone tylko te sceny w których udziału nie brali Ross i Laura. Oboje byli nieobecni, a ja jako że zazwyczaj kręciłam ujęcia z szatynką, siedziałam w swojej garderobie, przykładając do głowy butelkę wody. Jak mogłam być aż taka głupia? Tyler mi tego nie wybaczy. Steven też miał dziewczynę, więc nie było szans na jakikolwiek udany związek i wymówki o miłości. To był impuls, nic nie znaczący pocałunek. Tylko jak to wytłumaczę? Zaklęłam głośno, rzucając plastikową butelką o ścianę i chowając twarz w dłoniach. Bałam się nawet myśleć o tym, co niedługo się wydarzy. Moja reputacja została wystawiona na próbę, a świadomość, że Tyler niedługo się dowie, była nie do zniesienia.

- Przepraszam, przepraszam. Tak strasznie przepraszam! – krzyknęłam, nieco zdyszana wbiegając na plan i trafiając akurat na przerwę. Heath obrócił się w moją stronę ze zdziwioną miną. Nie był zły. Nigdy się nie złościł. Potrafił zrozumieć wszystko i wszystkich. To Kevina obawiałam się bardziej. Mimo swojego poczucia humoru, był trochę jak surowy ojciec, którego wybuchu bała się większość naszej filmowej rodziny.
- Nigdy więcej nie będę z nią przebywał w jednym pomieszczeniu, kiedy jest po kilku kieliszkach – usłyszałam głos Caluma, który pojawił się znikąd, ratując mnie i Rossa przed piorunującym spojrzeniem naszego szefa. – A Torrey tym bardziej. Ledwo zwlekła się z łóżka. Jesteś po prostu nieobliczalna – rzucił, a ja uśmiechnęłam się pod nosem.
- Rozumiem, że wczoraj była impreza, ale nie radziłbym następnym razem doprowadzać się do takiego stanu, jeśli na następny dzień mamy kręcić – rzucił tylko Kopelow, odchodząc nieco dalej.
- Nie przejmuj się, szybko mu przejdzie – dorzucił Heath po chwili, uśmiechając się ciepło i ruszając w ślady Kevina. Odetchnęłam z ulgą, spoglądając na Rossa z satysfakcją.
- Widzisz? Nic się nie stało – powiedziałam, a blondyn pokręcił głową z dezaprobatą.
- I tak tak zgadzam się z Calumem. Módlmy się, żebyś nigdy więcej nie doprowadziła się do takiego stanu – zaśmiał się. -  I żebyśmy nigdy więcej nie skończyli w jednym łóżku, tak jak wieczorem – mruknął już ciszej i nieco innym tonem, a potem odszedł, ciągnąc Worthy'ego za sobą. Zmarszczyłam czoło, spoglądając za nim zdziwionym wzrokiem i starając się przypomnieć sobie, co takiego mogło skłonić go do powiedzenia czegoś takiego. Przecież nic tak naprawdę się nie stało. Ale chwilę potem moją twarz przyozdobiło całkowite zrozumienie. Maia. Musiała nas widzieć i musieli się pokłócić. A do tego, zdaje się, że powiedziałam mu, że bardzo cieszę się z jej wyjazdu. Idiotka ze mnie. Nie dziwne, że jest odrobinę zły. W końcu tak czy inaczej, to przecież jego dziewczyna. 
-Laura ! – wykrzyknęła Sara Snow, podbiegając do mnie i rzucając się na szyję. Obrzuciłam ją zdezorientowanym wzrokiem i uświadomiłam sobie, że przecież była nieobecna przez ostatnie kilka dni, a wczoraj, kiedy pojawiła się na przyjęciu, nawet się z nią nie przywitałam.
- Jak się czujesz? – zapytałam, wiedząc, że jej zniknięcie spowodowane było krótko trwającym, ale nieco poważniejszym, jak sama to nazywała, przeziębieniem. Nie znałam szczegółów, wiedziałam tylko, że omal nie nabawiła się zapalenia płuc.
- O wiele lepiej – odparła wesoło. – O, i miałam ci przekazać, że jutro dostaniesz już nowy scenariusz. Z  tego, co mi wiadomo ktoś dołącza do obsady.
- Wiadomo kto? – zapytałam zaciekawiona, ale tylko wzruszyła ramionami.
- Nie mam pojęcia. Chyba będziemy miały niespodziankę – uśmiechnęła się tajemniczo, ale wyszedł z tego, tylko zabawny grymas.
- Co z lekcjami stepowania? – zapytałam, próbując ukryć uśmiech, a blondynka zaśmiał się lekko.
- Myślałam, że zapomniałaś. A tu proszę, miłe zaskoczenie – odpowiedziała, wyraźnie ożywiona. – Zaczynamy, kiedy tylko będziesz miała chwilę – zadecydowała, kiedy Willa, jedna z charakteryzatorek i zarazem stylistek, pomachała do mnie energicznie, przywołując mnie do siebie. Przeprosiłam Sarę i jak najszybciej udałam się w jej stronę.

Włączyłam laptopa, nadal korzystając ze swojej przedłużającej się przerwy i mimowolnie wpisałam adres pierwszej lepszej strony, która jako jedna z wielu, utrzymywała się z rozsiewania plotek. Ale ostatni post, jaki zobaczyłam wcale nią nie był. Na ekranie widniały zdjęcia moje i Stevena oraz dosyć spory artykuł poświęcony wczorajszemu wydarzeniu. Oczywiście pomijając fakt, że połowa okazała się nieprawdą, to moją uwagę przykuły nie tyle sprawdzone informację, co dopisek niemal na samym końcu tekstu.

Pocałunki mogły wydawać się niewinne, ale co na to chłopak panny Rodriguez czy dziewczyna Smitha.
- Po prostu mnie zdradziła. Nie ma o czum mówić – powiedział naszemu redaktorowi Tyler Shields z samego rana. Czy znany fotograf i wieloletni chłopak Raini poczuł się zraniony? I czy ich związek przetrwa? A co stanie się z Stevenem i Chelsea Staub , kiedy dziewczyna w końcu dowie się o wczorajszych wydarzeniach? Na te i wiele innych pytań nasi ludzie szukają odpowiedzi. Śledźcie  stronę, aby dowiedzieć się więcej.
Zatrzasnęłam komputer, ze złością zrzucając go na podłogę. Akurat średnio interesowało mnie czy go uszkodzę. Miałam ważniejsze rzeczy na głowie. Nawet nie wiedziałam, co mam teraz zrobić. Porozmawiać z dziennikarzami? Głupi pomysł. Z Tylerem ze swojej inicjatywy? Chyba jeszcze gorszy. Wstałam i ze zrezygnowaniem ruszyłam w stronę garderoby Stevena. Zapukałam cicho i uchyliłam drzwi. Ciemnowłosy siedział przy biurku z zainteresowaniem śledząc kolejne linijki scenariusza. Po chwili podniósł wzrok, uśmiechając się szeroko.
- Cześć – przywitał się, a ja przysiadałam na krześle stojącym nieopodal.
- Przyszłam, bo tak właściwie nie wiem, co mam zrobić – rzuciłam bez namysłu, a chłopak zmarszczył czoło.
- O co dokładnie chodzi? – zapytał zdezorientowany i tym razem to ja odpowiedziałam zdziwieniem.
- Włączałeś dzisiaj komputer? – spytałam zaciekawiona, ale zaprzeczył. – Przecież w internecie roi się od naszych zdjęć! – wykrzyknęłam, widząc jego obojętność. – Naprawdę się nie przejmujesz?
- Nie – odparł wesoło. – A wiesz dlaczego? Bo wcale nie żałuję tego, co się stało.
- Ale przecież masz dziewczynę – szepnęłam, będąc w ciężkim szoku. – Przecież… Jak to nie żałujesz do cholery?- jęknęłam zrezygnowana.
- Ty żałujesz?
- Oczywiście. Mój związek się wali, prasa już dopadła Tylera. On już wie – powiedziałam z przejęciem.
- Olał cię, a ty jeszcze się nim przejmujesz? Jestem w stanie się założyć, że nawet nie zjawi się tutaj, żeby cokolwiek wyjaśnić. Pewnie nawet nie zadzwonił – powiedział już ciszej, jakby czytając mi w myślach. – Przykro mi, że muszę to powiedzieć, Raini, ale wygląda na to, że wcale nie jesteś dla niego ważna. Był z tobą, bo było mu tak wygodnie – dodał, a ja oparłam się o ścianę, przymykając oczy. Miał rację. Ten głupek, który stał przede mną miał rację. 
- Tylko ci się wydaje – mruknęłam słabym głosem, próbując powstrzymać łzy, cisnące się do oczu i pociągając kilka razy nosem.
- Naprawdę mi przykro, słonko – rzucił w odpowiedzi i nie czekając na przyzwolenie, przytulił mnie.
- A co z Chelsea? – wyszeptałam, a chłopak wzruszył ramionami.
- Jakoś sobie poradzę – odpowiedział, gładząc mnie po włosach.

- Ach, Laura– usłyszałam Caluma, kiedy właśnie zakładałam na siebie bluzkę, którą dała mi Willa. Przewróciłam oczami, odwracając się w jego stronę.
- Naprawdę masz wyczucie czasu – rzuciłam w odpowiedzi, patrząc jak siada w fotelu. Jedynym fotelu, znajdującym się w mojej garderobie i z zainteresowaniem przygląda się tablicy zajmującej pół przeciwległej ściany. Wszyscy uwielbiali pisać na niej wiadomości skierowane do mnie, czy po prostu składać na niej swoje autografy, kiedy tylko chociaż na moment opuściłam garderobę.
- Po co właściwie przyszedłeś? – spytałam zaciekawiona, zmieniając spodnie i wcale nie przejmując się obecnością Caluma. W końcu byłam tak jakby u siebie.
- Przyszedłem wyjaśnić jedną rzecz – odparł tajemniczo. – Wiesz, kiedy byłaś pijana, Torrey wspominała coś o tym, że wpadłem ci w oko – powiedział, a ja uśmiechnęłam się lekko. – Nie śmiej się, po prostu nie chce, żeby wyszło z tego jakieś nieporozumienie.
- Nie twierdzę, że nie jesteś przystojny, wręcz przeciwnie i popieram twoją dziewczynę w stwierdzeniu, jaki jesteś zajebisty. Ale to nie serial, tylko rzeczywistość. Nie mam zamiaru odbijać chłopaka własnej siostrze -  odpowiedziałam z uśmiechem. Wróciły już do mnie wszystkie wspomnienia z wczoraj, w tym również związanie się siostrzanymi relacjami z Torrey. Jeśli natomiast chodzi o ból głowy, to na szczęście, zmniejszał się z każdą minutą.
- Cieszę się – odparł, jakby z ulgą. – Bo wiesz mam nadzieję, że twoja siostra zostanie ze mną na dłużej – posłał mi uśmiech wstając.
- Jak długo?
- Bardzo długo.
- A czy ja przypadkiem nie wpadłam ci w oko? – zaśmiałam się cicho. – W końcu niewiele brakuje mi do Torrey. Jesteśmy podobne – rzuciłam dla rozluźnienia atmosfery.
- Nie twierdzę, że nie jesteś z moim guście – zaczął, przedrzeźniając mnie. – Nie tak na serio, to myślę, że zwróciłaś się do niewłaściwego chłopaka – dodał tajemniczo.
- O co ci chodzi? – krzyknęłam zaciekawiona, kiedy już przekraczał próg drzwi.
- Myślę, że wiesz – stwierdził, mrużąc oczy. – Ross.
- Ross ma dziewczynę – odpowiedziałam, z miejsca robiąc się nieco przygnębiona.
- Co nie znaczy, że nie zwraca uwagi na inne, które są bardziej godne jego uwagi – powiedział, znacząco zerkając na mnie, uśmiechając się lekko, a potem opuszczając pomieszczenie. 
~~~~~
Hej! Nudziło mi się więc coś tam nabazgrałam. Mam nadzieję że się podoba ;) Dzisiaj wyjeżdżam więc i wrócę za 10/11 dni i nie bd notki :)
Miśkaa^.^